UDOSTĘPNIJ
REKLAMA
Ostatnio strasznie zajarałem się Zbawieniem Templariuszy i od razu sięgnąłem po trzecią z tymi samymi bohaterami książkę, którą popełnił Raymond Khoury. Wziąłem ją w ciemno, nie sprawdzając opisów, notek i tym podobnych. Może dlatego moje zdziwienie tą pozycją jest tak duże. Recenzja książki Diabelski Eliksir.
Pierwsze co rzuca się w oczy to zmiana narracji. Po dwóch książkach napisanych w trzecioosobowej narracji dostajemy dziwny twór. Większość rozdziałów napisana jest w pierwszej osobie, a kilka standardowo. Dziwny zabieg. Tym bardziej, że autor trochę się w tym gubi i co najgorsze brakuje mu konsekwencji.
Główny bohater i zarazem narrator to znany nam doskonale Sean Reilly. Opowieść toczy się praktycznie wokół niego. Dotyczy dramatycznych wydarzeń sprzed kilku lat, o których Reilly chciał za wszelką cenę zapomnieć i nikomu o nich nie opowiadać. Stało się inaczej, a przeszłość dopadła go z wielkim hukiem.

Fabuła jest znośna, w miarę przyjemnie się czyta. Problem tkwi w tym, że Khoury porzucił spiskowe teorie dotyczące Kościoła na rzecz innych tajemnic. Nie jestem fanem szerzonej herezji, ale trzeba było przyznać, że dotychczas odkrywanie tajemnic mogących wstrząsnąć wiarą było nad wyraz przyjemne. W poprzednich książkach się to udawało. Tutaj niestety dostaliśmy kryminał czy może thriller pozbawiony takich atrakcji. Jest co prawda wątek rzekomo nadnaturalny, ale to nie angażuje jak poprzednio. Wielką zaletą poprzednio było przeplatanie czasów współczesnych z rozdziałami mającymi miejsce setki lat temu. Tutaj także są takie w liczbie – 1, słownie jeden! Jako prolog chyba tylko po to, aby nikt się nie czepiał, że nie było…

Poza tym ta nieszczęsna narracja. Wiem, że miała to być bardzo osobista sprawa agenta FBI. Wiem, że mieliśmy czuć jego rozterki, dramaty i tak dalej. Ale trzeba to było zrobić konsekwentnie.
Tess została wrzucona na trzeci plan. Pojawia się mało i z reguły marudzi. Zabrakło jej charakterystycznego humoru i wszędobylskiego węszenia.

Nie przedłużając, Diabelski Eliksir to najgorsza część przygód Sean’a i Tess. Porzucenie wątku Templariuszy okazało się zabójcze dla serii. Jeśli autor do niego nie powróci, albo nie znajdzie odpowiedniego zamiennika to raczej nie ma sensu tego dalej ciągnąć. Po klimatycznych dwóch częściach dostaliśmy zwykłą książkę sensacyjną. Szkoda.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here