UDOSTĘPNIJ
REKLAMA
Dziwne, ale czekałem na ten film. Z reguły do kina wybieram się na jakiegoś blockbustera z rozdmuchanymi efektami specjalnymi, żeby pozachwycać oczy. Tym razem jednak zdecydowałem się obejrzeć nowy, niskobudżetowy film człowieka o nazwisku Michael Bay. Niskobudżetowy jak na niego oczywiście. W rozwinięciu recenzja filmu Sztanga i Cash.
Od samego początku film informuje nas, że jest to prawdziwa historia. W trakcie filmu, gdy z niedowierzaniem patrzymy na poczynania bohaterów, również pojawia się tekst „to ciągle prawdziwa historia”. Poszperałem trochę i okazuje się, że rzeczywiście film oparty jest na prawdziwej historii, ale  wspólne są tylko ogólne założenia. Trzeba go traktować jako twór zainspirowany prawdziwą historią.
Fabuła opowiada o trzech koksach, pakerach (no dwóch, bo trzeci jest dość mocno naciąganym kulturystą) chcących zmienić swoje życie. Lugo (Wahlberg), mózg operacji decyduje się porwać bogatego dupka (w tej roli kapitalny detektyw Monk!) i po prostu wymusić oddanie majątku. Plan jest debilny, ale bohaterowie i tak postanawiają wcielić go w życie. Pozostała część filmu to kolejne problemy i co za tym idzie różnego rodzaju zabawne, mocno kontrowersyjne sytuacje.

Powiem szczerze, że bawiłem się przednio. Poczucie humoru jest niekiedy obrzydliwe (szczególnie w jednym momencie), ale bawi. Nie wiem czy to dobrze to o mnie świadczy… Zdziwiła mnie natomiast  przesadna brutalność wielu scen, zupełnie nie potrzebna w tego typu produkcji.

Dwayne Johnson bardzo pozytywnie zaskakuje w roli półgłówka i jest zdecydowanie najjaśniejszą stroną filmu. Wahlberg wyróżnia się za to przesadnym umięśnieniem. Z filmu na film gość jest coraz większy i boję się, jak będzie wyglądał za rok czy dwa.

Jeśli szukacie odmóżdżającej, można powiedzieć czarnej komedii i nie zraża was duża dawka brutalnych scen to jak najbardziej polecam. Uważni może dostrzegą w tle Władimira Kliczko 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here