UDOSTĘPNIJ
REKLAMA
Nie lubię drastycznych zmian. W pewnych sprawach jestem tradycjonalistą. W sprawie rebootu serii Devil May Cry stałem po stronie wiernych fanów chociaż sam się do nich nie zaliczam. Lubię serię, zagrywałem się w nią na PS2, ale szczególnymi uczuciami jej nie darzę. Mimo wszystko sporo zajęła mi decyzja o włożeniu płytki do czytnika konsoli z DmC. Teraz żałuję, że tak późno to zrobiłem! Szczegóły w recenzji.
 Dante to tym razem młokos. Przypominający Edwarda ze Zmierzchu (brrrr). Na szczęście pod powierzchownością pozostała cząstka starego i dobrze nam znanego Dante. Poczucie humoru z bardzo cynicznego zmieniło się na typowo młodzieńcze. Zaczepki rzucane w stronę demonów są za to praktycznie identyczne. Niekiedy bywa dość zabawnie, bo teksty Dantego są klasyczne dla filmów klasu B ub C. Do mnie jego one-linery jakoś nie trafiają, ale i tak myślałem, że będzie gorzej.
W tej wersji Dante jest synem Demona Spardy i Anioła Ewy. Jeśli pamięć mnie nie myli to w oryginalnej serii Ewa była człowiekiem. Tak czy inaczej Dante posiada moc obojga, a taka hybryda nazywana jest Nefilim. Za namową swojego brata Vergila staje do walki z władcą Demonów Mundusem, który z kolei odpowiedzialny jest za śmierć ich rodziców. Sztampowa opowiastka z kilkoma jakże przewidywalnymi zwrotami akcji.

 

Ograna fabuła nie jest powodem do narzekań. Tym bardziej, że twórcom udało się wpleść fantastyczne miejscówki oraz wiele smaczków. W swojej podróży Dante odwiedza między innymi dziwne więzienie, które jest odbiciem lustrzanym wieży telewizyjnej. Psychodeliczną dyskotekę z interaktywnym parkietem. To nie jedyne lokacje, ale w moim odczuciu te są najciekawsze.
Walki z bossami przesiadującymi w lokacjach są świetne. Nie znaczy to, że są spektakularne, pełne wodotrysków niczym w God of War. Są po prostu fajnie zaprojektowane, a boss w postaci prezentera telewizyjnych wiadomości to prawdziwy majstersztyk!

System walki wydaje mi się, że został uproszczony. Dla mnie to zaleta, bo archaiczne sterowanie z podstawowych odsłon dawało w kość bardziej niż sama rozgrywka. Większość kombinacji polega na wyczuciu momentu, w którym należy przytrzymać dany przycisk, kiedy go puścić i tak dalej. Powracają klasyczne Ebony & Ivory służące w zasadzie jedynie do przedłużenia combosa. Dante otrzymał również kilka mocy diabelskich oraz tyle samo anielskich. Trzymając jeden z triggerów aktywujemy broń demoniczną lub anielską. Niektórzy przeciwnicy podatni są jedynie na jeden rodzaj oręża, więc trzeba przełączać się z dużą częstotliwością. Na szczęście wszystko dzieje się w ekspresowym tempie i w jednym kombosie można spokojnie użyć każdej z dostępnych broni! W skrócie – system walki wyszedł zaskakująco dobrze!

Technicznie DmC sprawuje się bez zarzutu. Nie wiem jaki użyto silnik graficzny, ale po stylu i barwach mogę wywnioskować, że pewnie jest to Unreal Engine 3. Nawet jeśli narzędzie jest już nieco przestarzałe to brawa dla projektantów poziomów. Wszystkie miejscówki w Limbo zostały wykonane fantastycznie! Szczegóły i wielopoziomowość stoi na najwyższym poziomie.

Kończąc apeluję do wszystkich niedowiarków – DmC Devil May Cry naprawdę się udał! Ninja Theory odwalili kawał dobrej roboty i stworzyli jeden z najlepszych slasherów w ostatnich latach. Zdecydowanie polecam.

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułKICK-ASS 2 – Recenzja
Następny artykułGRA ENDERA – Recenzja książki
Gram od zawsze, zaczynałem od Commodore 64, potem PC, PSX, znów PC, a od momentu zakupu PS2 zostałem już na zawsze z marką PlayStation. Do konsolowej rodzinki należy też Nindtendo 3DS, a wkrótce również Nintendo Switch. Dużo czytam, chętnie wpadam do kina i chłonę co raz lepsze seriale. Prywatnie zajarany sportem szczęśliwy maż oraz ojciec 3-letniego Szymona i 1,5-rocznej Patrycji

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here