UDOSTĘPNIJ
REKLAMA
Moja pierwsza recenzja gry na PS VITA. Skończyłem już parę gierek, ale akurat to Castle Storm będzie debiutem. Jak wypada to dziwne połączenie Angry Birds z grami typu tower defense?
Castle Storm to jedna z tych gier, które nie zaskakują, a może wręcz odrzucają przy pierwszym kontakcie. Ot kolejny klon Angry Birds z zameczkami i śmiesznymi ludkami. Wrażenie Deja vu mija wraz z każdą kolejną misją, a kiedy produkcja rozkręci się na dobre nie ma szans na szybkie odłożenie konsolki.
Ale po kolei.
Gdzieś daleko, dawno temu były dwa zwaśnione królestwa. Oba dysponowały magicznym kryształem zapewniającym im bezpieczeństwo i potęgę. Pewnego dnia ktoś się nie bał iii… ukradł jeden z klejnotów. Odzyskać go może jedynie sir Gareth, Protektor Królestwa. Taką oto prostą opowiastkę serwuje nam CastleStorm.
Historia rozwija się pomiędzy misjami, a poznajemy ją dzięki krótkim scenkom na silniku gry i tekstowym dialogom. Całość okraszono dość oryginalnym, celowo czerstwym poczuciem humoru, a dla spostrzegawczych wszędzie napakowano odniesienia do popkultury.
 
Rozgrywka w założeniach jest banalna – należy zniszczyć zamek wroga i ochronić własny. W tym celu do dyspozycji mamy balistę z bardzo rozbudowanym arsenałem lub piechotę, która może sforsować bramy fortecy i ukraść flagę. Ta po dostarczeniu na własny teren automatycznie kończy starcie. Brzmi trywialnie, ale mnogość opcji i rodzajów rozgrywek może przyprawić o zawrót głowy. Misje oprócz celów głównych mają cele poboczne, dodatkowo wynagradzane złotem. Zdarzają się wręcz niedorzeczne żądania, które jednak staramy się wykonać ze względu na ciągły niedobór złota.
 Balista jest najskuteczniejszym orężem w walce z przeciwnikiem i zarazem najsłabszym elementem zastosowanej mechaniki. Posiada osiem rodzajów amunicji, przez wielkie strzały, kolczaste kule, kamienie aż po wybuchające owce(!). Każda amunicja sprawuje się lepiej w innych warunkach, a gracz może wybrać jedynie cztery jej rodzaje na daną misję. Skopano niestety celowanie, które jest nad wyraz czułe, przez co szalenie niedokładne. Wycelowanie w obrany punkt to prawdziwe wyzwanie dla naszych nerwów. Jest to szczególnie uciążliwe, ponieważ w wielu momentach jedynie zaliczenie headshota na nadbiegających jednostkach pozwala przetrwać natarcie. Frustracja jest większa, gdy okazuje się, że własne jednostki również odnoszą obrażenia od źle wycelowanych strzałów.
Drugi front to wspomniana piechota. Różnorodne jednostki odblokowują się wraz z postępami w grze. Rzecz jasna, im mocniejszy wojak, tym większa szansa na zdobycie przewagi, ale kosztuje znacznie więcej. Jednostki kupujemy za pomocą jedzenia. Surowiec generuje się automatycznie, nie trzeba zaprzątać sobie głowy wydobywaniem i szukaniem go na mapie. Co jakiś czas w bój można wypuścić herosa. Przydaje się bardzo, gdy żołnierze wroga osiągają przewagę na polu bitwy. Sterujemy nim osobiście z perspektywy przywodzącej tytuły beat’em up przez kilkadziesiąt sekund, co wystarczy na znaczne uszczuplenie szeregów przeciwnika.
Zabawa stała by się nudna, gdyby nie było żadnych ulepszeń. Są i słono kosztują! Złota jest tak mało, że zakupy po każdej misji przyprawiają o ból głowy. Czy ulepszyć łucznika, czy jakiś rodzaj amunicji, czy zwiększyć ilość jednostek, a może trochę dopakować herosa? Aby mieć szanse w późniejszej fazie kampanii trzeba chwytać się wszelkiego rodzaju misji pobocznych i ciułać każdy grosik.

Zaimplementowano prosty, a jednocześnie funkcjonalny edytor zamku. Wymusza to na graczu ciągłe kombinowanie. Źle rozplanowana konstrukcja może przyczynić się do klęski już na początku bitwy. Należy przemyśleć położenie poszczególnych komnat. Jeśli przykładowo balista wroga zniszczy kwaterę łuczników, nie będzie można wykorzystać ich do końca misji. Jeśli podstawa nie będzie solidnie umocniona jeden celny strzał w fundamenty może zawalić całość. Wiedza o zamku potrzebna jest również w ofensywie, ponieważ wrogi zamek składa się z tych samych elementów. Jakaś jednostka jest wyjątkowo nieznośna? Należy skupić ostrzał na jej kwaterach i pozbyć się natręta. Edytor jest kolejnym bardzo ważnym elementem taktycznym, którego znaczenie odkrywa się po dłuższym czasie.

Bardzo ładna grafika przypominająca nieco World of Warcraft oraz świetnie dobrana muzyka przyciągają do ekranu. Mapy są bardzo ładne, w tle zawsze coś się dzieje, a w oddali można wypatrzeć różnego rodzaju zabawne dekoracje. Na PS3 da się zaobserwować kilka dodatkowych fajerwerków, nie jest to jednak znacząca różnica. Mankamentem w wersji PS Vita jest słaba widoczność przy większych mapach. HUD zajmuje sporo miejsca na ekraniku, więc konieczne jest naprzemienne przesuwanie kamery, powiększanie i zmniejszanie widoku. Można to wykonywać za pomocą prawego drążka oraz ekranu dotykowego.
Castle Storm jest naprawdę świetną grą. Najciekawsze elementy wielu gier zgrabnie zmiksowano, dodano własne pomysły, co dało tytuł trudny do sklasyfikowania, ale bardzo miodny. Wciągająca, zróżnicowana, pełna humoru kampania starcza na długo, a po niej można spróbować swoich sił w starciu z żywym przeciwnikiem i nieskomplikowanej kooperacji. Tylko dlaczego siadając do niej na godzinkę, na zegarze upływają trzy?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here