UDOSTĘPNIJ
REKLAMA
Uwielbiam studia pokroju Media Molecule. Każdy ich produkt to nie powielająca ograne do bólu schematy masówka, nastawiona na sprzedaż milionów sztuk. W tym studiu liczy się pomysł i artystyczna wizja. Po Little Big Planet chyba nikt tego nie zakwestionuje. A jeśli szmacianą krainę zamienić na świat w całości wycięty z papieru? Jeśli główny bohater to papierowy ludzik z kopertą zamiast twarzy? Absurd? Zdecydowanie nie! Za każdym razem, gdy uruchamiałem Tearaway gęba szczerzyła mi się na każdym kroku. Po szczegóły zapraszam do recenzji.
Pierwsze wrażenia są naprawdę niesamowite. Zachwyca wspaniały świat wykorzystanie możliwości Vity. Okazuje się, że w papierowym świecie coś dziwnego stało się ze Słońcem. Pojawiła się w nim Istota. Tę rolę odgrywa gracz! Przednia kamerka Vity co rusz się aktywuje i wyświetla facjatę gracza w świecie gry. Mieszkańcy krainy często komentują to zjawisko, prowadzą nawet badania w specjalnie stworzonym laboratorium. Słońce pojawia się regularnie, często w dość niespodziewanych miejscach. Przez cały czas miałem uczucie, że ktoś mnie obserwuje.
Wraz z Istotą pojawia się Posłaniec imieniem Iota (lub jego żeński odpowiednik). Iota niesie wiadomość dla Istoty (gracza) stąd zaadresowana koperta w miejscu głowy. Naszym zadaniem jest pomóc sympatycznemu ludkowi w wypełnieniu zadania.
 Nad Iotą mamy pełną kontrolę. W tej kwestii jest to klasyczna platformówka. Lewy drążek to ruch, prawy kamera. Funkcje przycisków geometrycznych oraz R i L odblokowujemy wraz z postępami w grze. Na początku bohater nie potrafi nawet skakać i zdany jest na łaskę Istoty. Później natomiast uczy się szeregu umiejętności pomagających poradzić sobie z rozsianymi wszędzie zagadkami.

Podobnie jak w Little Big Planet twórcy odwołują się do kreatywności graczy. Co rusz przenoszą nas do wirtualnego warsztatu w celu stworzenia jakiegoś przedmiotu. Przykładowo napotkany Pan Wiewiór potrzebuje korony, więc przeskakujemy na specjalny ekran, wybieramy kolor kartki papieru, odrysowujemy żądany kształt (palcem) i wycinamy wirtualnymi nożyczkami. Później taką koronę możemy jeszcze przyozdobić ‚świecidełkami’ własnej roboty, a na koniec umieścić na zleceniodawcy. Za każdym razem, gdy spotkamy go na swojej drodze będzie miał na sobie nasz projekt. Tak samo personalizować możemy swojego podopiecznego. Kupujemy gotowe kształty za zdobyte podczas gry kolorowe wstążki i umieszczamy na nim lub innych NPC.
 Ważnym elementem zabawy jest wirtualny aparat. Iota może robić zdjęcia otoczeniu lub sobie. Aparat z odpowiednio dobranym filtrem i obiektywem (kilkanaście do zakupienia) często pozwala na wykonanie zadania dodatkowego zleconego przez napotkanych dziwaków. Gdy natrafimy na biały obiekt lub postać wtedy cyknięcie mu fotki przywróci mu barwy, a gracz dostanie schemat złożenia obiektu z prawdziwego papieru do ściągnięcia ze strony tearaway.me. Wydrukowałem jeden i potwierdzam, że da się złożyć! Strzelanie fotek sobie również ma znaczenie. Zrobiłem sobie serię zdjęć z durnymi minami, a później przez cały kolejny etap widziałem siebie na ścianach, klockach, ziemi i gdzie jeszcze się dało. Zabawne i pomysłowe.
Wraz z Istotą w świecie Tearaway pojawiły się też złe Pudłaki. Te kartonowe pudełka z jednym okiem na środku są praktycznie jedynymi dostępnymi przeciwnikami. Występują one w różnych odmianach, podatne są na inne techniki, ale nie uświadczymy tutaj żadnych większych twardzieli czy bossów.
Media Molecule idealnie wykorzystało możliwości Vity. Pomysły są miejscami wręcz genialne! W początkowych etapach gdy Iota nie posiada żadnych umiejętności w rozprawianiu się z wrogami musi polegać na pomocy Istoty (naszej pomocy). Czasem trzeba dosłownie wsadzić paluchy do papierowego świata. Smyrając tylny panel dotykowy w wyznaczonych miejscach pojawia się wielki palec nieszczący nieprzyjaciół. W ten sam sposób pomagamy Iocie przejść wiele fragmentów, których sam nie da rady ominąć. Trzeba przesunąć ścianę, zablokować wodospad (papierowy swoją drogą), zatrzymać turlającą się belkę i tym podobne.
Przedni panel wykorzystujemy równie często. Co rusz pojawia się obiekt z połyskującym odciskiem palca. Wtedy możemy coś otworzyć, rozwinąć serpentynę, uruchomić zapadnię. Niektóre rodzaje pudłaków wymagają pacnięcia ich w tyłek. Nie zapomniano od akcelerometrach, którymi bawimy się  turlając kulkę przez swego rodzaju tor przeszkód. Przypomniała mi dzieciństwo i zabawki, gdzie trzeba było umieścić metalową kulką z chytrze umieszczonych otworach. Pomysłów jest tutaj niesamowita ilość, aż chce się dokładnie opowiedzieć każdy fragment.
Jak wspomniałem na początku o wyjątkowości Tearaway świadczy wygląd świata. Każdy, nawet najmniejszy jego skrawek stworzony jest z papieru. Osobliwe połączenie origami z dziecinnymi wycinankami. Nawet tworząc znany ze slasherów kill room (arenę, gdzie trzeba wybić wszystkich aby przejść dalej) jego ściany stworzone są z podartych gazet. Góry zbudowane są z wielkich kartonów, nowo odblokowane drzwi zamiast się otwierać składają się w kostkę. Świat urzekł mnie jeszcze bardziej niż ten z LBP.
Gra została całkowicie zlokalizowana. Wszystkie teksty oraz dźwięki brzmią ‚po naszemu‚. Dubbingowanych fragmentów jest zaledwie kilka w najważniejszych momentach opowieści. Pozostałe napotkane stworki rozmawiają znanym z LBP bełkotem. Całość uzupełnia dziwna, ale jakże pasująca do klimatu muzyka.
Tearaway to prawdziwa perełka. Stworzona przez ludzi obdarzonych wielką wyobraźnią. Jak żaden inny tytuł wykorzystuje wszystkie dobra oferowane przez Vitę. Przyczepić można się jedynie do zwolnień animacji, gdy na ekranie zaroi się od pudłaków oraz do niskiego poziomu trudności. Jest  to gra dla dzieci, ale jednak chciałbym jakiegoś wyzwania. Niemniej czas spędzony z tą produkcją był dla mnie swego rodzaju powrotem do przeszłości. Do czasów, gdy nienawidziłem plastyki, a wszystkie zadane prace wykonywała za mnie uzdolniona młodsza siostra. Dziki Tearaway zdałem sobie sprawę, że wycinanki wcale nie są takie złe. Szczerze nie widzę lepszego świątecznego prezentu dla dziecka. Zdecydowanie polecam!

Za dostarczenie egzemplarza do recenzji dziękuję SCEP.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here