UDOSTĘPNIJ
REKLAMA
Wreszcie jest, wreszcie widziałem. Wszystko co związane ze światem Sródziemia biorę bez zastanowienia. Hobbit: Pustkowie Smauga mówiąc krótko jest pod każdym względem lepszy od poprzednika. Już nie mogę doczekać się grudnia na zakończenie opowieści. Tymczasem zapraszam do zapoznania się z recenzją.
Akcja rozpoczyna się praktycznie tam, gdzie pożegnaliśmy bohaterów w zeszłym roku. Bilbo wraz z Gandalfem i grupą Krasnoludów uciekają przed Orkami i Wargami. Cel podróży jest coraz bliżej i jak tytuł wskazuje zobaczymy wreszcie Smauga. Oj było warto poczekać.
Prawie trzygodzinny seans napakowany jest akcją i wieloma wątkami. Każdy czytający Hobbita będzie lekko zdezorientowany, ponieważ Jackson wiele spraw zinterpretował na swój własny sposób. Otrzymujemy mnóstwo nawiązań i powiązań z Władcą Pierścieni, których próżno szukać na kartach powieści. Dzięki temu trylogia Bilba idealnie wpasowuje się w trylogię Froda. Czujemy, że jesteśmy w dokładnie tym samym świecie co dziesięć lat temu (a było to tak niedawno…).
Uwielbiam Martina Freemana, poważnie. Po Sherlocku jego kariera nabrała rozpędu, a po Hobbicie pewnie wystrzeli w górę jeszcze bardziej. Bilbo w jego wykonaniu świadczy o fachowości kolesi od castingów. Nie wyobrażam sobie kogokolwiek innego w tej roli.
Pojawia się również Legolas. Orlando Bloom chyba się sporo postarzał, ponieważ jego makijaż jest lekko mówiąc z deczka przegięty. Jego twarz wygląda jak laleczka barbie, a oczy świecą się jak przydrożnemu kocurowi. Za to sceny walki z jego udziałem to już najwyższa klasa. CGI rzuca się w oczy, ale nie o to tutaj chodzi. Jest mega efektownie, pełno piruetów, niesamowitych strzał oraz rozbudowanych fragmentów walki wręcz. Uczta dla oka.
Na koniec pozostaje Smaug, a raczej SMAUG! Powiedzieć, że smok jest fajny, to tak jakby powiedzieć po ostatnich piłkarskich eliminacjach naszej kadry, że mogło być gorzej… Nie znam lepszych słów, więc niech wystarczy, że Smaug jest NIE-SA-MO-WI-TY. Nie widziałem czegoś podobnego w żadnym filmie, a tych już widziałem sporo. Jego ogrom, jego pełna szczegółów skóra, oczy. Jego głos podkładał Benedict Cumberbatch, a więc Sherlock i Watson znowu razem 😉 Wszystkie sceny w krasnoludzkiej górze pełnej bogactw onieśmielają wykonaniem i rozmachem. Te stosy złota, walka ze smokiem. Poezja! Trzeba zobaczyć na własne oczy.
Jak wspomniałem na początku Hobbit: Pustkowie Smauga jest pod każdym względem lepszy od Niezwykłej Podróży. Zadanie miał trudne, ponieważ środkowe części trylogii zawsze bywają najsłabsze. Nie mają konkretnego rozpoczęcia, ani odpowiedniego zakończenia. Ale na szczęście film rekompensuje to ilością akcji i obietnicą wielkiego widowiska za rok. Jestem zachwycony. Tylko czemu tak mało Gandalfa???

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here