UDOSTĘPNIJ
 The Banner Saga to gra stworzona przez byłych pracowników studia BioWare i ufundowana na Kickstarterze od początku zapowiadała się smakowicie. Mroczne, taktyczne RPG, w którym to my podejmujemy kluczowe, mające wpływ na historię decyzje. Do tego akcja osadzona w nordycko podobnym świecie. Wszystko wskazywało, że dostaniemy prawdziwy hit. Sprawdziłem i o to moja recenzja.
Pierwsze wrażenie przywodzi na myśl Pieśni Lodu i Ognia, czyli sagę Gry o Tron Georga R.R. Martina. Sam wstęp mówi, że bogowie nie żyją, a noc nie zapada. Ludzie będący w sojuszu z Olbrzymiami (tacy wyrośnięci wikingowie z rogami wychodzącymi z głowy, a nie z hełmu) zwaymi Varlami walczą z potworami nazywanymi Dredge. Historię poznajemy z różnych perspektyw. Gra rzuca nas po stworzonym świecie, aby pokazać poczynania różnych bohaterów. Nie mamy tutaj jednej słusznej drużyny z misją, jednego głównego bohatera. Są postacie ważniejsze i te troszkę mniej ważne. Każda coś wnosi i zmienia w historii. I nie warto przywiązywać się do jednostki, bo można zostać szybko sprowadzonym na ziemię.
Rozgrywka wygląda zupełnie inaczej od standardowych gier RPG. Bohaterowie prowadzą karawanę. Ona po prostu podróżuje, a my sobie podziwiamy piękne widoki. Co rusz na drodze pojawia się jakieś wydarzenie losowe, które mogą być drobnostkami lub prawdziwym kłopotem. Zgodziłem się przyjąć do karawany kilku zbłąkanych wojowników. Jakiś czas później okazało się, że ktoś się z kimś pokłócił i w rezultacie jeden z nowych został śmiertelnie raniony przez członka karawany o większym stażu. I teraz decyzja czy wyrzucamy zaufanego człowieka, czy może rozprawiamy się z resztą ‚nowych’, którzy mogą bardzo przydać się w walce. A może znów będą mieszać? Tego nie wiemy, dopóki nie podejmiemy decyzji i nie minie trochę czasu. A od decyzji nie ma odwrotu, ponieważ gra zapisuje rozgrywkę w tle i nie ma możliwości zabawy z wczytywaniem save’a. Opisane wydarzenie to jedynie jedno z bardzo, bardzo wielu z jakimi możemy się spotkać. Możemy, ale nie musimy. Przeglądając fora wpadłem na historie, które w ogóle nie miały u mnie miejsca.
Decyzje podejmujemy również w trakcie głównej osi fabularnej. Bardzo posępnej, ponurej historii, w której nic nie jest białe lub czarne. A decyzje jakie musimy podjąć to prawdziwy ból głowy. Zostawić uwięzionych towarzyszy i odejść z resztą póki jest okazja czy może wysłać oddział na pomoc i liczyć się z tym, że mocni wojownicy mogą z tej misji ratunkowej nie wrócić? Nigdy nie wiemy jaki skutek będzie miała nasza decyzja, a jak wspomniałem nie da rady wczytać zapisanego stanu gry.
90% wydarzeń poznajemy przez długie i rozbudowane dialogi. Filmiki to bardziej klimatyczne, krótkie animacje niż hollywoodzkie wstawki. Czytać trzeba całe tony tekstu, więc język angielski jest tutaj niezbędny. Szkoda troszkę, że do tej pory nikt nie zapowiedział wydania gry w języku polskim. Na szczęście nie ma tutaj udziwnionych zwrotów, które często pojawiają się w jRPG.
Wyszedł kawał tekstu, a do tej pory nie wspomniałem o systemie walki. Przy takim prowadzeniu historii walka wydaje się niekiedy tylko dodatkiem. Ale jednak walczymy. Nieraz mamy w ciągu pół godziny 5 pojedynków, a nieraz w ciągu 2 godzin ani jednej.
Walki toczymy na zamkniętych arenach, do czego przyzwyczaiły nas taktyczne erpegi. Każda z postaci posiada nieco inne umiejętności i inny zakres ruchu. Varlowie ze względu na ich wielkość i tężyznę wywijają potężnymi mieczami i nadają się do starć twarzą w twarz. Ludzie natomiast często muszą polegać na sprycie oraz atakach z dystansu. Przed walką wybieramy najpierw skład wojaków, a następnie rozstawiamy ich w kilku miejscach mapy. Miejsca są oznaczone, więc nie można postawić swojej postaci w dowolnym miejscu areny.
W tym miejscu mamy do czynienia z największą wadą gry. Z czasem każdy zauważy, że lepiej wystawić 3 dopakowanych twardzieli niż zapełnić wszystkie 6 slotów i tworzyć mieszany skład. Wszystko przez dziwny podział tur. W Banner Saga obie strony swój ruch mają naprzemiennie. Znaczy to tyle, że jeśli jeden ludek atakuje, to kolejny ruch wykona przeciwnik. Po nim nasz zawodnik i tak dalej. Jeśli mamy w składzie kilku cieniasów to prawdopodobnie nie przeżyją, a taki podział tur sprawi, że przy okazji mogą oberwać nasi twardziele. A wierzcie mi strata wyszkolonego wojownika na kilka dni (regeneruje się) potrafi zaboleć.  Wystawiając mniej osób do walki mamy pewność, że tury najsilniejszych będą przypadać znacznie częściej niż w innym przypadku. Jeśli wrogów jest 9, a naszych 3 to zanim każdy z przeciwników wykona swój pierwszy ruch my w tym czasie dokonamy ataku trzykrotnie każdym z wystawionym herosem.

Za wygrane potyczki otrzymujemy punkty zwane Renown. Punkty te przeznaczamy na rozwój postaci. A dokonać tego możemy jedynie, gdy nasz bohater osiągnął wymaganą ilość zabójstw (zamiast punktów doświadczenia). Czyli granie jednym składem sprawi, że będziemy mieli paru mocno dopakowanych zabijaków i same mięso armatnie. A co wtedy, gdy jeden z bohaterów zginie w wyniku fabularnych twistów? Trzeba kombinować, myśleć i rozsądnie podchodzić do każdej potyczki. A punkty Renown służą także za walutę, więc jeśli kupimy ulepszoną broń możemy nie mieć na zwiększenie umiejętności. Łatwo na pewno nie jest.
Na koniec pozostają technikalia. Jak widać na screenach i zwiastunie powyżej gra jest przepiękna. Wspaniały film animowany. Urzekają widoki. Urzekają areny walki i design postaci. W tle gra niesamowita muzyka. Jedynie brakuje udźwiękowionych dialogów, ale można to jakoś przetrwać.

The Banner Saga jest nowatorskim podejściem do tematu RPG. Stawia na mroczną, pełną szarości opowieść z charyzmatycznymi bohaterami. Konieczność podejmowania bardzo trudnych decyzji, od których nie ma odwrotu nierzadko zostawia nas sponiewieranych emocjonalnie i zmusza do jeszcze większej troski o karawanę i bohaterów. Wspaniałe przeżycie! Szkoda tylko, że trwa jedynie 10 godzin.

PS. The Banner Saga jest pierwszą odsłoną zapowiedzianej trylogii.

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułNAJLEPSZE SERIALE 2013
Następny artykułSHERLOCK sezon 3 – Recenzja

Gram od zawsze, zaczynałem od Commodore 64, potem PC, PSX, znów PC, a od momentu zakupu PS2 zostałem już na zawsze z marką PlayStation. Do konsolowej rodzinki należy też Nindtendo 3DS, a wkrótce również Nintendo Switch.
Czytam dużo książek, jeszcze więcej komiksów, chętnie wpadam do kina i chłonę co raz lepsze seriale.
Prywatnie zajarany sportem szczęśliwy maż oraz ojciec 3-letniego Szymona i bardzo niegrzecznej Patrycji