UDOSTĘPNIJ
REKLAMA
Ciężkie jest życie nastolatka w szkole średniej. Nowe zainteresowania, nowi koledzy no i oczywiście dziewczyny. Uczniowie szkoły Hope’s Peak z gry Danganronpa: Trigger Happy Havoc mają „nieco” większe zmartwienia. Ta oparta na dialogach przygodowa gra tekstowa była najbardziej przeze mnie oczekiwaną  premierą na PS Vita co najmniej w pierwszym półroczu tego roku. Mam to szczęście, że mogę pograć sporo przed premierą i tą recenzją skusić was to zapoznania się z tą nieszablonową i bardzo angażującą opowieścią graficzną. Zapraszam do zapoznania się z PIERWSZĄ W POLSCE RECENZJĄ Danganronpa: Trigger Happy Havoc.
Akcja ma miejsce, jak to w japońskich mangach i anime często bywa, w szkole. Hope’s Peak Academy nie jest jednak zwykłą placówką. Uczęszczają do niej tylko najlepsi z najlepszych w wielu dziedzinach uczniowie. Dostać jest się szalenie trudno, ale ukończenie szkoły gwarantuje sukces w dorosłym życiu. Bohater, w którego przyjdzie nam się wcielić niestety jest najzwyklejszy z najzwyklejszych. Do Hope’s Peak  Makoto Naegi dostał się w drodze losowania jako Ultimate Lucky Student (Najbardziej Farciarski Uczeń?). W porównaniu do pozostałej części klasy nie posiada ani sukcesów ani talentów. Ot zwykły szaraczek.
Chwilę po przejściu przez próg szkoły okazuje się, że w tej szkole przydomek Lucky nie ma nic wspólnego ze szczęściem. Makoto traci przytomność, a po przebudzeniu pojawia się wśród wspomnianej reszty klasy. Pozostała 14 Ultimate Students to same asy w dziedzinach naukowych, sportowych, muzycznych. Nie oni jednak okazują się najważniejsi. Z nienacka pojawia się mechaniczny, psychodeliczny i nieco demoniczny misio(?!) imieniem Monokuma. Monokuma każe tytułować siebie dyrektorem i przestrzegać chorych reguł nowej szkoły. Regulamin mówi jasno, że uczniowie będą przebywać w budynku do końca swego życia(!). Jedynym sposobem na ukończenie „nauki” i opuszczenie murów Hope’s Peak jest… zabójstwo jednego z kolegów i uniknięcie zdemaskowania. Budzi to powszechne zdziwienie i niedowierzanie, bo jak można zabić kogoś z kolegów, dopiero co poznanych, ale jednak kolegów. Uczniowie postanawiają współpracować, ale wszystko zmienia się, gdy dochodzi do pierwszego morderstwa…

Troszkę przydługi ten wstęp, ale nie martwcie się nic wam nie zdradziłem. Powyższe dwa akapity to praktycznie parę minut grania. W grach przygodowych jak powszechnie wiadomo najważniejsza jest fabuła, a ta jest tutaj naprawdę mocarna. Wierzcie mi grałem już w wiele tytułów na przenośniaka, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się tak często ładować konsolki. Kolejne wydarzenia tworzą niesamowicie rozpisaną historię, z wieloma zaskakującymi konkluzjami. Przez około 30 godzin ten mały OLED-owy ekranik będzie waszym oknem na świat. Gwarantuję!

Całość podzielona jest na różne sekcje gameplayu. Zdecydowaną większość stanowią oczywiście lawiny tekstu do przeklikania. Ważne, że dialogi są dobrze napisane i nie wciska się tego X-a aby tylko przejść dalej (często zdarza mi się, że tak właśnie robię wykonując poboczne questy w grach RPG). Są rozmowy na temat aktualnych wydarzeń, są wspomnienia, humorystyczne nawiązania. Grając w 999 miałem największe zastrzeżenia do masy rozmów w zasadzie o niczym. Tutaj gadki nie mające celu zostały ograniczone do minimum.
Skupić się pomagają kolory tekstu w dymkach. Biały tekst dotyczy wypowiedzi poszczególnych postaci. Niebieski do przemyślenia Makoto, a żółty oznacza informacje, na które trzeba zwrócić uwagę. Co jakiś czas w wypowiedziach postaci pojawi się kolor fioletowy. Za pomocą trójkąta możemy pociągnąć ten wątek i zdobyć ciekawsze informacje. Bywa, że w wypowiedzi postaci pojawią się dwa pola zaznaczone na fioletowo. Musimy wtedy zdecydować, które informacje chcemy poznać.
W wolnym czasie poruszamy się po odblokowanych częściach szkoły i budujemy swoje relacje z innymi uczniami. Działa to podobnie do systemu z serii Persona. Spędzając czas z wybraną przez nas postacią dowiadujemy się o niej więcej, a także odblokowujemy specjalne umiejętności wykorzystywane w dalszej części każdego z rozdziałów. Każdemu można dać jakiś, zakupiony w szkolnym sklepiku prezent. Akurat ten aspekt można było sobie darować, z mojego punktu widzenia jest to zupełnie niepotrzebne.

Gdy sprawy przyjmują zły obrót trzeba prowadzić śledztwo. Te polega na przeczesywaniu różnych szkolnych lokacji w celu zdobycia wskazówek. Nie da się ich pominąć, bo zawsze odróżniają się od tła. Dodatkowo wciśnięcie trójkąta podświetla wszystkie interaktywne miejsca. O wydarzeniach rozmawiamy także z innymi uczniami. Ich zeznania potrzebne są do ustalenia faktycznego przebiegu zdarzeń.

Będąc przy postaciach muszę poświęcić im kilka słów. Fani mangi i anime poczują się jak w domu. Każdy z uczniowskiej piętnastki to prawdziwy oryginał. Charakteryzują się udziwnionym wyglądem, nie do ogarnięcia dla osób nie mających do tej pory styczności z japońską wyobraźnią. Oprócz wyglądu każda z postaci posiada zupełnie inną z a jakże dziwną osobowością. Jest to oczywiście masa schematów takich jak dziedzic bardzo wpływowej rodziny, wielki koks, gruby nerd, dziewczyna z rozdwojeniem osobowości i tak dalej. Taki jest pomysł na grę, więc parafrazując naszą panią minister odpowiem deal with it 🙂

A gdy wydaje się, że to już wszystko dochodzi do ROZPRAWY! Jeśli przy opisie śledztwa pomyśleliście o serii Phoenix Wright, to teraz możecie być pewni, że to dobry kierunek. Jest to dużo mroczniejsza wersja przygód nintendowego adwokata dla posiadaczy PS Vita. Coś, czego brakowało na innych platformach.

Sama rozprawa również składa się z kilku części. Postacie stają w kręgu, aby każdy mógł obserwować każdego. Na początku rozpoczyna się debata polegająca na uważnym przysłuchiwaniu się wypowiedziom poszczególnych osób i znajdowaniu w nich sprzeczności. Twórcy zaimplementowali system nazywany przez nich High – Speed Logic Action. Na system składa się kilka minigier nieodzownych do zakończenia rozprawy. Nie będę rozwodził się nad rytmicznym waleniem przycisków i tworzenia słówek z rozsypanki lecz skupię się na najważniejszych.
Mianowicie każdy znaleziony przez nas dowód, zeznanie i wskazówka to tak zwany Truth Bullet (Nabój Prawdy?). Aby go wykorzystać musimy trafić na sprzeczność w wypowiedzi którejś postaci. Dosłownie trafić. Części wypowiedzi ważne dla poruszonego tematu zaznaczone są kolorem pomarańczowym. Naszym celem jest odkrycie, które z tych stwierdzeń są ważne dla sprawy i które możemy podważyć używając znalezionych truth bullets. Szkoda, że tutorial nie tłumaczy, że trzeba trafiać bezpośrednio w pomarańczowe słowa i dopiero gdy powtarzałem cały fragment zacząłem łapać o co chodzi. Od czasu do czasu na ekranie latają słówka mające na celu nas rozkojarzyć. Zbijamy je za pomocą X lub tylnego touchpada. W tym przypadku jest to poroniony pomysł, ponieważ zbyt często można zupełnie przypadkiem zmarnować jedną  z szans. Wielokrotnie zdarzało mi się naciskać niechcący tylny ekranik i dopiero użycie grip’a do konsolki rozwiązało problem. Liczę na patch pozwalający wyłączyć tylny touchpad.
Gdy już dojdziemy do tego kto jest sprawcą czeka nas rekonstrukcja zdarzeń. Przedstawiona jest w postaci komiksu, a dokładniej mangi (czytamy od prawej do lewej). Historia zawiera luki, które musimy zapełnić zdobytymi poszlakami. Bardzo fajna zabawa, aż żal, że było tego tak mało. Po zakończonej rekonstrukcji motywy postaci stają się jasne, a my możemy zakończyć sprawę.

Class Trials (Klasowe rozprawy) to zdecydowanie najlepsza część gameplay’u. Są szalenie angażujące i nawet niemożliwe do pominięcia pierdółkowate minigierki nie psują bardzo dobrego wrażenia. Pojawić się może co prawda ekran game over lecz na szczęście powtarzamy wtedy fragment, który zwaliliśmy, a nie całą rozprawę.

Kolejnym aspektem charakteryzującym Danganronpa jest grafika. Mamy do czynienia z bardzo ciekawą mieszanką stylów. Rozmowy przedstawione są klasycznie dla japońszczyzny za pomocą pojawiających się mangowych, statycznych portretów postaci. Szkoła z kolei została stworzona w trójwymiarze. Lokacje, po których poruszamy się swobodnie, czyli korytarze budynku obserwujemy z pierwszej osoby i jest to najzywklejsze FPP. W pomieszczeniach za to możemy jedynie się rozglądać, rozmawiać z postaciami zmienionymi w płaskie makiety (jak reklamy w marketach) oraz wchodzić w interakcję z podświetlanymi elementami.

Większość dialogów jest dostępna jedynie jako tekst. Udźwiękowione są tylko te kluczowe, mające największe znaczenie (via rozprawy). Z tego względu polecam na początku rozgrywki wybrać japoński dubbing. Po pierwsze dlatego, że te dziwolągi wydają się bardziej naturalne jeśli można tak powiedzieć. A po drugie postaci zawsze, gdy zaczynają swoją kwestię mówią jakieś słowo czy dwa, nierzadko zupełnie nie trafiające w sens wypowiedzi. Przykładowo wypowiedź Mondo brzmiała: we have to work together, to w słuchawkach słyszałem: stop fuckin’ around. Japońskiego nie rozumiem, więc po zmianie języka problem zniknął 🙂


Danganronpa Trigger Happy Havoc spełnił pokładane w nim nadzieje. Jest to bardzo mroczna, brutalna i jakże satysfakcjonująca opowieść graficzna. Plejada barwnych postaci oraz pełna zaskoczeń, rozbudowana i przemyślana fabuła przyciągają jak magnes. Do kompletnej całości dostajemy niesamowicie angażujące rozprawy wymagające od nas logicznego myślenia i dedukcji. Nie obyło się bez potknięć i niezrozumianych dla nas, bądź co bądź, ludzi Zachodu udziwnień. Udziwnień, które chociaż się starają to za nic nie mogą popsuć tak świetnej gry. Gra Q1? Półrocza? Roku? Na pewno czołówka! ZDECYDOWANIE POLECAM!

PS. Mam wielką nadzieję, że Danganronpa sprzeda się na Zachodzie i zwiększy napływ japońskich gier na nasz rynek. Przy braku wsparcia PS Vita przez największych wydawców w branży NIS America robi wszystko abyśmy nie odkładali konsolki do szuflady. Za to należy się im szacunek i respekt! Inaczej ominęłaby nas taka perełka.


Egzemplarz do recenzji udostępnił wydawca.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here