UDOSTĘPNIJ
REKLAMA
Od razu zaznaczam, że to moje pierwsze spotkanie z Tales of… Seria ma bardzo długą tradycję, ale niestety nie przyszło mi pograć w żadną wydaną dotychczas odsłonę. Zabawę zaczynam dopiero od Tales of Graces F, o którym przed wzięciem pada w obroty wiedziałem tylko tyle, że jest to ulepszona wersja z Wii, a Europa dostała ją prawie trzy lata po Japonii. Czy było warto? O tym w recenzji.
Muszę zacząć od akapitu dla estetów. To NIE jest ładna gra. ToG wygląda jak tytuł z PS2 i gdyby nie wyższa rozdzielczość pewnie spokojnie mógłby być na nią wydany. Postaci wyglądający jak bohaterowie anime nie są zbudowane z milionów polygonów i nie narzekają na nadmiar szczegółów. To samo świat, prosty, kanciasty i niezbyt urozmaicony ze słabiutkimi teksturami.
W zamian dostajemy płynność i brak jakichkolwiek problemów z działaniem gry. Praktycznie nieodczuwalne loadingi pozwalają wczuć się w klimat i cieszyć się grą.
Tales of Graces F to opowieść o wojnie, o przyjaźni, o wartościach. Nie zbyt wyszukana zaznaczam. Asbel Lhant, którego poznajemy w wieku około 10 lat jest synem namiestnika i dziedzicem miasteczka Lhant. On jednak woli zostać rycerzem i czynnie włączać się w walkę za królestwo. W prologu poznaje Richarda, jego rówieśnika, ale również młodego księcia, który za parę lat zostanie królem. Obydwaj przyjaźnią się z Sophie – dziwną dziewczynką, nie wiadomo skąd, nie mającą pojęcia o życiu, ale dysponującą dużą mocą. Po dramatycznych wydarzeniach z prologu akcja przesuwa się o 7 lat do przodu i Asbel już jako rycerz wraca do rodzinnego Lhant na pogrzeb ojca. Przy okazji wplątuje się w sam środek wojny, spotyka starych znajomych w zupełnie nowych rolach i tak dalej i tak dalej.
Osoby, które choć trochę czasu spędziły nad różnymi jRPG czy nawet anime wyłapią dużo klisz i znajomych motywów. Ot kolejna gra o ratowaniu świata i przyjaciół. Męczyłem się przez pierwsze 3-4 godziny napakowane backtrackingiem i wieloma niepotrzebnymi wątkami. Zostawiałem grę na tydzień i wracałem, aby znów trochę pograć. Dopiero gdzieś tak po około 8 godzinach robi się bardzo ciekawie i chce się grać dalej. Jako weteran japońskich gier zniosłem to dość dobrze, ale spodziewam się, że wielu odrzuci mozolne zawiązywanie intrygi i atakowanie oczywistymi zwrotami akcji. Im dalej w las tym na szczęście lepiej i cała opowieść okazuje się warta poznania.
Elementem przyciągającym do gry jest bez wątpienia system walki. Jest to wariacja na temat japońskiego erpegowego systemu turowego. Mamy kontrolę nad jedną z postaci na polu walki. Możemy dowolnie przełączać się w swojej drużynie za pomocą menu aktywnej pauzy. Akurat ta funkcja mogła zostać podpięta pod przyciski pada, bo nie używamy wszystkich. Pozostała część drużyny walczy według aktywnych gambitów (użyłem nazwy z systemu Final Fantasy XII). Możemy sprecyzować nad jakimi aspektami walki dana postać ma się skupiać. Czy atakować lidera przeciwnej grupy, czy może cal, który wybrał lider jej grupy, czy może leczyć drużynę. I tak dalej. Na początku nie ruszamy tego menu w ogóle, jednak w późniejszym etapie gry, aby wygrać z bossem trzeba przyjrzeć się taktyce.
Sterowana przez nas postać też może atakować automatycznie, ale to żadna frajda. Trzeba robić to osobiście. Biegać po planszy swobodnie możemy jedynie do przodu i do tyłu. jest możliwość zmiany kierunku, ale robimy do podczas uników szybkim przeskakiwaniem w bok. Ataki wykonujemy przy użyciu punktów CC, czyli swoistych punktów ataku odnawiających się parę chwil po atakach. Naszym celem jest takie wykonanie combosa, aby zadać jak największe obrażenia oraz zyskać bonusowe CC. Brzmi to chaotycznie i jest dość skomplikowane na początku. Z czasem uczymy się nad tym panować i tworzyć soczyste wiązanki ataków. Za ataki odpowiadają krzyżyk i kółko na padzie, więc nie jest to zręcznościówka. Tutaj chodzi o wydajne i ekonomiczne wykorzystanie ataków i punkcików CC.
Rozwój postaci to tradycyjne zbieranie XP z pokonanych wrogów, ale również dość ciekawy sytstem tytułów (titles). Każdy ze wspomnianych tytułów zawiera 5 cech/umiejętności do rozwoju postaci. Aktywujemy jeden z nich i kolejno pakujemy do zdobycia wyczekiwanej umiejętności czy zwiększenia statystyki np ataku. W każdym momencie możemy zmienić tytuł i pracować nad kolejnym. Nowe tytuły zdobywamy podczas postępów w fabule, więc na początku nie ma kłopotu bogactwa, ale z czasem ich ilość zaczyna przytłaczać.
Czy można się jeszcze czegoś przyczepić? Szeregowi przeciwnicy poruszający się po lokacjach to straszne cieniasy. Klasycznie powalczymy z dzikami, motylami, osami, drzewami (enty?) etc. Szkoda, że nie stanowią żadnego wyzwania na żadnym etapie gry. Przez to grind jest bardzo łatwy i jedyne co przy nim tracimy to czas.
Na pewno nawigacja jest mega słaba. Po kilkudniowej przerwie zacząłem grę, a cel jaki był przede mną to powrót do Lhant z skądś tam. Przez 35 minut krążyłem każdą drogą i szukałem tej właściwej. Mapa świata nie pomaga w niczym, a map lokacji po prostu nie ma. Jeszcze, żeby było z kim powalczyć, ale zostały same leszcze o niskich poziomach uciekające na mój widok. Zbyt długo nie mamy dostępu do szybkiej podróży przez co wspomniane kilka pierwszych godzin do kawał backtrackingu.
Z drugiej strony można napotkać bardzo fajne motywy. Przykładowo co jakiś czas pojawia się opcja rozmowy członków drużyny. Gdy na ekranie pojawia się napis select to po wciśnięciu go bohaterowie rozpoczną rozmowę na jakiś temat. Może to być gadka o ważnych wydarzeniach, w których braliśmy lub weźmiemy udział. Może to być rozmowa pocieszająca, gdy ktoś ma doła. Może to być też rozmowa o jakimś napotkanym kwiatku czy innej pierdółce. Strasznie mi się to podobało i chyba nie pominąłem żadnej okazji do pogadanki.

Zgadzam się, że przy grach jRPG nie jestem obiektywny. Wybaczam im bardzo wiele, na pewno czasem niezasłużenie. Tales of Graces F rozkręca się mozolnie. I to zarówno pod względem fabularnym jak i w rozgrywce. Z każdą kolejną godziną jest lepiej, fabuła nabiera rumieńców, bossowie stają się silniejsi, a bohaterowie zaczynają zaskakiwać. Koniec końców jest to fajne jRPG z bardzo fajnym systemem walki. Warto wyrwać na jakiejś promocji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here