UDOSTĘPNIJ
REKLAMA
Uwielbiam filmu z Leonardo Di Caprio. No, nie licząc Titanica chyba każdy, w którym brał udział to dla mnie najwyższa jakość. Od kilku lat Leo jest ulubieńcem Martina Scorsese. Reżyser pakuje go do swoich kolejnych filmów, czego oczywiście nie mam mu za złe. Udało się znaleźć czas na trzygodzinny wypad do kina. Nie żałuję ani minuty spędzonej na Wilku z Wall Street. Recenzja w rozwinięciu.
Jordan Belfort (Leonardo Di Caprio) tytułowy Wilk został maklerem, a następnego dnia krach na giełdzie pogrążył jego firmę. Szukając pracy przyjmuje się do malutkiej firemki, gdzie wykorzystując swoje nadzwyczajne zdolności maklerskie i tony blefu zostaje gwiazdą. W ten sposób otwiera własną firmę i wkrótce nie do końca legalne miliony dolarów leją się strumieniami.
Historia prowadzi nas przez 7 lat kariery Jordana. Jak łatwo się domyśleć obserwujemy jej początki, rozrost do niebotycznych rozmiarów i upadek głównego bohatera. Prosta historia jakich wiele, ale podana w taki sposób, że chłonie się każdą minutę.

Film dźwiga na barkach Leonardo Di Caprio. Już na wstępie pisałem, że uwielbiam jego filmy, ale muszę dodać, że moim zdaniem (jak pewnie wielu innych osób również) jest to najbardziej niedoceniany aktor na świecie. To co ten gość wyprawia w Wilku… jest nie do opisania. Raz widzimy go jako czułego męża, za chwilę jako ambitnego przywódcę rzeszy maklerów, za moment przeskakujemy do przekomicznych scen pod wpływem narkotyków by jeszcze za parę minut obserwować bardzo dramatyczną kłótnię rodzinną. Dla mnie film kradnie sekwencja jawnie nawiązująca do roli Di Caprio w Co gryzie Gilberta Grape’a. MISTRZOSTWO!!! Jeśli za ten film nie otrzyma Oscara to chyba już nie ma na niego szans. Ewentualnie za całokształt. Podkreślam raz jeszcze. Leonardo Di Caprio w Wilku z Wall Street jest po prostu genialny i kropka!

Jonah Hill w roli jego lekko psychopatycznego partnera także wypada nadzwyczajnie. Aż dziw bierze, że to koleś z komedii typu Supersamiec. Czyżby drugi po Moneyball Oscar za rolę drugoplanową? Pewnie jest na najlepszej drodze.

Nie można zapominać o epizodzie Matthew McConaughey (jako Mark Hanna) na początku filmu. To on jest mentorem Jordana i autorem stwierdzenia, że sukces w tej branży wymaga wielu dziwek i kilogramów koki. Cała rozmowa Jordana z Markiem jest jak żywcem wyjęta z filmów Tarantino. MEGA!

Dla amatorów kobiecych wdzięków trzeba dodać dziesiątki nagich kobiet. Szokowało mnie jakim cudem udało się zebrać tyle nagich lasek w jednym filmie. Nagich, nie topless! To tylko wtrącenie, bo Wilk z Wall Street jest po prostu FANTASTYCZNY! Tak zagranego filmu, tak śmiesznego filmu nie widziałem już bardzo, bardzo dawno. Werdykt może być tylko jeden – Oglądać koniecznie!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here