UDOSTĘPNIJ
REKLAMA
Legenda mojego dzieciństwa, w owych czasach wzór do naśladowania dla każdego 8-11 latka. Każdy film obejrzany po kilka lub kilkanaście razy na zarżniętych kasetach VHS. Czerwona opaska i strój moro na karnawale w podstawówce również zaliczyłem. Ja się zestarzałem, Sylwester również i cała fascynacja kinem akcji lat osiemdziesiątych poszła w cholerę. Krakowskie studio Teyon zdobyło licencję i stworzyło grę opowiadającą o słynnej jednoosobowej armii. Jak im to wyszło? O tym w recenzji.
 

 

Rambo The Video Game przebrniemy przez misje zainspirowane filmowymi przygodami Johna Rambo. Uściślając bierze na warsztat trzy pierwsze filmy, a ignoruje czwarta odsłonę sprzed kilku lat. Nie jest to przełożenie 1:1, a jedynie dostosowanie pod gatunek jaki prezentuje gra.
Rambo… jest bowiem przedstawicielem dawno zapomnianego już gatunku rail shooter, zwanego po polsku strzelaniną na szynach. John po lokacjach porusza się sam, a zatrzymuje się w zaplanowanych z góry momentach (czyli co 5 sekund) i wtedy naszym zadaniem jest wyeliminowania wszystkich pojawiających się złych kolesi. Sterujemy celowniczkiem broni i kasujemy poszczególnych delikwentów. Ci wyskakują z każdej strony i niewiele myśląc ładują w nas tony ołowiu. Nasza ingerencja w ruch ogranicza się do chowania za odsłonami, co z kolei oznacza wciśnięcie któregoś z przycisków kierunkowych. Biedniutko ale taki już  urok rail shooterów.

Druga sprawa to grafika. Rambo jest niesamowicie brzydki. Sylvester Stallone nigdy nie był brany za przystojniaka, ale nawet on skrzywiłby się oglądając swoją twarz. TRAGEDIA. Co ciekawe gameplay wygląda znacznie lepiej niż koszmarne cutscenki. Pamiętam czasy, gdy grało się np w Final Fantasy, aby zobaczyć kolejny niesamowicie wyglądający filmik. W tym przypadku nie mogę się doczekać powrotu do gry.
W grze wykorzystano głosy z filmów. Nie wiem czy wszystkie wypowiedzi są przeniesione z ekranu, zapewne nie, ale i tak pomysł ciekawy. Gorzej z wykonaniem. Niestety ścieżka dźwiękowa 30 letnich filmów nie należy do wysokiej jakości i wielu wypowiedzi Rambo w ogóle nie słychać. Trochę szkoda. Na szczęście można wyłapać kilka charakterystycznych dla serii dialogów.

Każde działanie to punkty. Strzał w korpus parę punktów, headshot to dużo punktów. Wykorzystanie zniszczalnego elementu otoczenia też sporo punktów. Zawalanie QTE – punkty minusowe. Raj dla wielbicieli masterowania wyników i chwalenia się nimi w miejscach, gdzie nikogo to nie obchodzi. Ukończenie gry powinno dawać pretekst do rozpoczęcia każdej misji od nowa i zdobycia dużo wyższego wyniku. I pewnie wielu osobom taka zachęta wystarczy, to po prostu nie dla mnie. Co nie znaczy, że nie chciałem zdobyć jak najwyższego wyniku w każdej misji. Zdobyte punkty mnożone przez współczynnik odpowiedni do poziomu trudności zwiększają naszą rangę. Każda ranga daje 1 punkt umiejętności. Te są jak najbardziej standardowe – zwiększenie zadawanych obrażeń, zmniejszenie zadawanych obrażeń, dodanie paska furii i jakieś jeszcze, których nie używałem.

Oprócz samego strzelania system gry wprowadza kilka dodatkowych patentów. Przy przeładowaniu wciśnięcie przycisku w odpowiednim momencie da perk w postaci podwójnego magazynka. Naładowanie specjalnego paska i następnie odpalenie go z każdym kolejnym zabiciem odnawia pasek życia postaci. Są też wspomniane Quick Time Events. Prezentują kilka scen znanych z filmów nie dających przełożyć się na misje strzelankowe. Nie do końca potrafiłem w nich wyczuć odpowiedni moment i albo jestem cieniasem, albo było jakieś opóźnienie. Czasem zawalenie jakiegoś QTE skutkuje mniejszą ilością punktów, a czasem to wyrok śmierci i konieczność załadowania checkpointa. Cóż, trzeba z tym żyć.

Ogólnie rzecz biorąc zabawa jest… fajna. Przypomina zabawy na automatach w dawnych czasach. Naparzało się trochę za ciężko zarobione w po peerelowskich czasach złotówki rodziców, więc zarówno tytuł jak i mechanika przywołują miłe wspomnienia z nie tak dawnych, a jednak odległych czasów.

Wszystko to co wyszło fajnie bierze w łeb, gdy sprawdzimy cenę gry. 100 zł za wersję PC i po 150 za PS3 i X360 to nie za dużo, to po prostu skandal. Jedyną szansą na zdobycie sympatii graczy w tym przypadku była niska cena i najlepiej w cyfrowej dystrybucji. Umieszczając grę na PSN, XBLA i Steam za te 30zł nikt nie czepiałby się jakości wykonania. I założę się, że tytuł szybko zdobyłby popularność wśród maniaków bicia rekordów. Ktoś pewnie pomyślał, że zarobi na znanej marce, bo licencjonowane produkty się sprzedają. Dlatego NIE polecam Rambo The Video Game nikomu, kto choć trochę szanuje swój portfel. Jak znajdziecie w koszu w Tesco za 9.99zł to jak najbardziej, w innym przypadku trzymać się z dala!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here