UDOSTĘPNIJ
Uniwersum The Walking Dead rozrasta się do gigantycznych rozmiarów. Komiks, serial, gra, a teraz jeszcze książki. Tak się złożyło, że zainteresowałem się wszystkim naraz i niestety troszkę cierpi na tym moja pamięć. Serial toczy się nieco innym torem niż komiks, chociaż czwarty sezon stara się czerpać jak najwięcej z rysunkowego pierwowzoru. Giną inne osoby, niektórzy mają zupełnie inny charakter i pochodzenie. Akcja gry ma miejsce obok wydarzeń z komiksu, jedynie lekko o niego zahaczając. Książki natomiast to rozwinięcie komiksu, dość mocno z nim powiązane. W rozwinięciu recenzja najnowszej z nich. The Walking Dead. Upadek Gubernatora cz.1.

Jest to trzecia wydana książka, zacznę więc od przypomnienia poprzednich.

Narodziny Gubernatora przedstawiły nam początki człowieka, który na zawsze zmienił życie Ricka. Jesteśmy z nim od początku zarazy, aż do objęcia przywództwa w Woodbury. Książka podobała mi się bardzo, nawet pewne sceny przeplatały się z komiksem. Na przykład pozostawienie tabliczki w luksusowej dzielnicy ostrzegającej przed trupami. Na tę samą tabliczkę trafił później Rick ze swoją grupą. Ponadto na końcu otrzymaliśmy świetny twist fabularny. Naprawdę zaskakujący i zmieniający nieco postrzeganie Gubernatora. Nie pojawiła się żadna inna postać z komiksy, co zadziwiająco wyszło jej na dobre. Warto przeczytać.

 

Droga do Woodbury to z kolei historia Lily Caul. Dziewczyna w komiksie odegrała epizodyczną, ale cholernie ważną rolę. Jak wskazuje tytuł dowiemy się jak trafiła do Woodbury i jak zmieniło to jej życie. Droga… nie była już tak dobra. Męczyła mnie główna bohaterka., emocjonalnie rozchwiana kobieta. W jednym momencie twarda i bezwzględna, za chwilę pełna rozterek nastolatka. Brakowało mi w niej konsekwencji i czegoś, co pozwoliłoby się z nią trochę zżyć. Całość ratowała duża dawka akcji i przemocy dobrze nam znanej z kart komiksu.

Upadek Gubernatora cz.1 jak wskazuje tytuł przedstawia nam wydarzenia, które doprowadziły do walki o więzienie i koniec samozwańczego przywódcy. Nie wiem czemu Kirkman podzielił całość na dwie części. Rzekomo materiału było zbyt dużo żeby umieścić w jednej książce. Dziwne, bo książka wydaje się bardzo krótka. Mam wersję ebook i przez tę dziwną opcję location w Kindle nie widzę ile jest stron do końca. Patrząc po mijanych procentach wersja Kindle na prawie najmniejszej czcionce (druga patrząc od najmniejszej) ma jakieś 250 stron, czyli spokojnie można było zmieścić wszystko w jednej pozycji. Kasa musi się zgadzać…

A jak wygląda sama zawartość? Miernie niestety. W trzeciej książce przeplatają się rozdziały Lily i Gubernatora, bohaterów dwóch poprzednich. Wydarzenia pokrywają się z uwięzieniem w Woodbury Ricka, Michonne oraz Glenna. Przez prawie połowę opowieści autorzy starają się ukryć tożsamość przybyszów, bo niby będzie wielki szok, gdy już padnie imię Rick. Mamy, więc do czynienia z mężczyzną z kilkudniowym zarostem z ciemnymi włosami, młodym chłopakiem wyglądającym na Azjatę oraz czarnoskórą dziewczyną z dreadami.

Co chwila odskakuję od tematu, żeby przyczepić się do jakiegoś elementu. Tak, więc Lily po wydarzeniach z Drogi do Woodbury próbuje zacząć nowa, spokojne życie w granicach miasteczka. Stara się nie wchodzić w drogę Gubernatorowi i być po prostu częścią społeczności. Spotyka się z młodym chłopakiem Austinem i przypadkiem trafia na znanych nam więźniów.
Gubernator natomiast okazuje się coraz większym psycholem, a jego działania wydają się nie mieć większego sensu. Szczerze wolałem wiedzieć tyle, co przedstawił nam komiks. Kirkman uznał chyba, że zbyt mało czasu poświęcił tej postaci i co rusz rozszerza jego osobowość. Podobnie jak w przypadku Lily jego działania często pozbawione są logiki, a rozwijanie jego osobistych problemów jeszcze bardziej udziwnia tę postać.
Fabuła przedstawia najważniejsze wydarzenia w miasteczku z udziałem znanych nam bohaterów, ale też kilka zupełnie nic nie wnoszących. Gadki o niczym, wypady po zapasy w celu opisania kilku starć ze Szwendaczami i tym podobne. Nic szczególnego.

Ważna uwaga:
Jeśli oglądacie serial nie znając pierwowzoru, NIE czytajcie tej książki. Pokrywa się ona z komiksowymi wydarzeniami i nie ma nic wspólnego z serialem AMC. Sprawy w Woodbury wyglądają zupełnie inaczej. Postaci też są inne. Martinez jest kimś innym, Bob Stokey to starszy pijaczyna leżący na chodniku, no i zupełnie inny Gubernator. Powtarzam jeszcze raz. Czytajcie tylko jeśli znacie komiks!

Podsumowując The Walking Dead. Upadek Gubernatora część pierwsza to słaba książka. Nie wnosi praktycznie nic do arcyważnych wydarzeń w miasteczku Woodbury i więzieniu. W ogóle nie czekam na część drugą, bo wiadomo jak się skończy, a oprócz tego raczej niczym nie zaskoczy. Mam nadzieję, ze Bonansinga i Kirkman napiszą historię przedstawiającą zupełnie inną grupę, w zupełnie innym miejscu. Nie będą musieli grać zachowawczo. O Gubernatorze wiemy już wszystko, nawet więcej niż byśmy chcieli…