UDOSTĘPNIJ
REKLAMA
Dobiegł końca pierwszy sezon True Detective (Detektyw), nowości od HBO. Pierwsza, licząca osiem odcinków, seria przedstawiła nam zamkniętą historię dwóch detektywów na przestrzeni aż siedemnastu lat. Skończyłem oglądać w HBO Go, a w rozwinięciu znajdziecie moją recenzję.
True Detective zachwyca zarówno pod względem wizualnym jak i fabularnym. Poznajemy w nim dwóch, kompletnie do siebie nie pasujących detektywów. Rusty Cohle (Matthew McConaughey) to ekscentryk w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Aspołeczny, nie dający się polubić, zamknięty w sobie, wysnuwający co raz to dziwniejsze teorie na temat życia i śmierci. Marty Hart (Woody Harrelson) z kolei sprawia wrażenie bardzo ogarniętego człowieka. Ma piękną żonę, dwie córki i szacunek kolegów w pracy. On też ma swoje słabe punkty, nie wiem czy nie więcej niż Cohle, ale to zostawiam wam do odkrycia.
Wymieniona dwójka przez całe osiem odcinków próbuje rozwiązać zagadkę rytualnych morderstw na młodych kobietach. Na początku przez większość czasu jesteśmy z nimi w roku 1995, później w 2002, a ostatnie dwa odcinki mają miejsce już w 2012 roku. Zostało to zrealizowane po mistrzowsku. Obaj, byli już, detektywi zostali wezwani na przesłuchanie w 2012 roku w celu ustalenia dokładnego przebiegu wydarzeń z ’95 oraz ’02. Po latach na jaw wyszły nowe fakty stawiające nowe znaki zapytania, więc śledztwo zostało wznowione. Rust i Marty przesłuchiwani są oddzielnie, abyśmy mogli poznać ich punkt widzenia na wiele spraw. Dzięki temu historia wydaje się być bardziej spójna i przeskoki kilkudniowe lub tygodniowe są tutaj uzasadnione, a my nie mamy poczucia chaosu. Dopiero dwa ostatnie odcinki to przeniesienie akcji do 2012 i ostateczne wyjaśnienia.
Muszę przyznać, że dwa ostatnie odcinki wypadają dość blado w stosunku do sześciu poprzednich. Lepiej oglądało się detektywów z przeszłości z wieloma problemami osobistymi. Rzutuje to trochę na zagmatwaną intrygę i ostateczne konkluzje. Finał nie miał tego za przeproszeniem ‚jebnięcia‚, na które liczyłem. Cały czas czekałem na wielki twist, ale nic takiego nie nastąpiło do ostatnich sekund.
Najsilniejszą stroną są tutaj relacje pomiędzy bohaterami, a co za tym idzie fenomenalna gra aktorska. Harrelson zawsze jest świetny, nie zawodzi też w serialu. Ale to co wyprawia McConaughey jest nie do opisania. Dostał Oscara za Witaj w Klubie (Dallas Buyers Club), więc za serial powinien otrzymać Emmy, a najlepiej od razu ze trzy! To się nazywa aktorstwo!
Trochę pochwaliłem, trochę ponarzekałem. Nie zrozumcie mnie źle, True Detective to serial fenomenalny. Utyskiwanie wzięło się z niesamowitych oczekiwań względem finału. Czegoś takiego brakowało w telewizji. Mam nadzieję, że druga seria także posiadać będzie na pokładzie wielkie nazwiska Hollywood, a fabuła zrobi nam przysłowiową sieczkę z mózgu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here