UDOSTĘPNIJ
REKLAMA
Z serią Tales zapoznałem się całkiem niedawno (recenzja Tales of Graces F) i mimo swoich małych potknięć gra się bardzo przyjemnie. Lekka, typowo japońska historia o ratowaniu świata, zabawni bohaterowie i bardzo fajny system walki bez przeszkód utrzymały mnie przy konsoli do napisów końcowych. Jak przy tym wygląda ostatnia, póki co wydana w Europie gra z serii? W rozwinięciu recenzja Tales of Xillia.

Na samym początku wybieramy postać z perspektywy, której chcemy śledzić wydarzenia. Może to być Jude lub Milla. Różnice ograniczają się głównie do scenek przerywnikowych i narracji. Na dobrą sprawę jest to ta sama gra. Millę tylko sprawdziłem, a całość przeszedłem grając jako Jude.

Jude szuka pewnego profesora i przypadkowo trafia na blond piękność. Milla jest ludzkim wcieleniem boga Maxwella skupiającego moce żywiołów. W wyniku wydarzeń, których świadkiem jest Jude traci swoje moce i bez pomocy chłopaka nie wyszła by żywo z opresji. Para jest zmuszona uciec z miasta, a Jude nie mając już nic do stracenia postanawia pomóc Milli w wykonaniu jej misji.
Tak zaczyna się pełna przygód podróż po całym świecie Riezie Maxia. Dwójka uciekinierów dość szybko zdobywa nowych przyjaciół i co za tym idzie towarzyszy. Najciekawsze postaci to zabawny najemnik Alvin i Milla. Jako, że jest wcieleniem boga to dopiero uczy się ludzkich zachowań i czynności. To z kolei prowadzi do paru naprawdę śmiesznych wydarzeń.
Powracają skity, czyli odpalane za pomocą przycisku select rozmówki w drużynie. Te dotyczą głównej osi fabularnej, questów pobocznych, czy zupełnie nie związanych z zadaniami tematów. Często, gęsto są świetne i nie odpuściłem żadnej okazji do rozmowy.
Rozgrywka to już stary jak świat standard jrpg. Odwiedzamy miasta i wioski zamieszkiwane przez bardzo różnych ludzi, z zaawansowaniem technicznym na bardzo różnym poziomie. Mimo tego parę lokacji zostało ewidentnie stworzonych studencką techniką kopiuj/wklej. Pomiędzy miastami podróżujemy po dość dużych polanach, lasach, jaskiniach. I tak samo jak w przypadku miast w jednym momencie jest bardzo różnorodnie, by za chwilę przeżyć deja vu z lokacji mijanej dwie godziny wcześniej. Bardzo nierówno.
Walka to już wyższa liga. System z Tales of Graces f (w inne talesy nie grałem) został jeszcze bardziej usprawniony i przyspieszony. Mamy pasek HP oraz niebieski pasek TP (technical points) pełniący rolę many. Mimo, że po planszy możemy poruszać się swobodnie (trzymając L2) to ilość możliwych ataków w combo jest ściśle określona. Wskaźnik ten możemy oczywiście zwiększyć z czasem i cieszyć się dłuższymi combosami. Zwykły, niezbyt mocny atak to X. Jego zaletą jest to, że nie zużywa TP, a wręcz go ładuje! Natomiast to rozładowania paska TP służy O (kółko). Wszystkie ataki specjalne (magiczne, leczące, z dodatkowym żywiołem, rozbijające gardę itp) wykonujemy tym przyciskiem. Każdy z nich kosztuje trochę TP. Słabe mniej, mocne więcej, jeszcze inne dużo więcej. Naszym zadaniem jest utrzymać balans pomiędzy utratą  punktów TP, a ich zyskiem. Ataki specjalne wykonujemy wciskając kółko wraz z modyfikatorem. Jest to lewa gałka, L1 lub przypisane skróty do prawej gałki. Możemy ustawić je dowolnie z dostępnej puli powiększanej wraz z rozwojem postaci. Brzmi to wszystko dziwnie, ale wierzcie mi system walki jest bardzo fajny i sycący!
Rozwój bohaterów to kolejna wariacja na temat sphere grid z FFX. Każda postać ma swoją pajęczynkę z umiejętnościami, a co poziom dostaje 4 punkty do wykorzystania na niej. Pajęczyna powiększa się co jakiś czas przez co do samego końca mamy dostęp to zwiększania statystyk, nowych umiejętności czy buffów. Dla leniwych jest opcja automatycznego awansu na kolejny poziom.
Zrezygnowano z craftingu. W poprzedniej grze nie był on najwyższych lotów, ale to co zrobiono w ToX jest jeszcze gorsze. Mianowicie podczas podróży znajdujemy przedmioty w każdej lokacji. Oprócz wszelakich przedmiotów leczących znajdujemy różny badziew pełniący rolę surowców. Te wykorzystujemy do rozwoju sklepów. Mamy sklepy z jedzeniem (różne krótkotrwałe bonusy), bronią, ciuchami, akcesoriami. Ładując surowce w dany rodzaj sklepu np. z bronią dostajemy dostęp do co raz nowszych broni i znaczą zniżkę na odblokowane wcześniej. Rozwiązanie może byłoby fajne, gdyby nie to, że musimy to robić jeśli chcemy mieć fajną broń. Podróżując znajdujemy sam szajs. Chyba tylko ze dwie znalezione bronie założyłem komuś z drużyny. Straszna bieda.

Poprzedni akapit nie był optymistyczny, dlatego muszę jasno zaznaczyć, że Tales of Xillia to kawał solidnego jRPG. Dość ciekawa fabuła, dużo lekkiego humoru i bardzo solidny system walki spokojnie zabiorą wam te kilkadziesiąt godzin. Można czepiać się szczegółów, ale koniec końców będzie to bardzo dobrze spędzony czas. Polecam, tym bardziej, że w Wielkanocnej wyprzedaży PSStore można wyrwać za 59zł!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here