UDOSTĘPNIJ
Rok temu oglądałem film World War Z z Bradem Pitt’em. Był bardzo średni. Podobały mi się niektóre sekwencje i kilka fajnych obrazów z różnych części opanowanego zarazą świata, ale poza tym nie wyróżniał się zbytnio na tle konkurencji. Książkę będącą pierwowzorem filmu polecił mi znajomy. Mówił, że nie ma praktycznie nic wspólnego z filmem, a jest o niebo lepsza. Zdobyłem i przeczytałem. W rozwinięciu recenzja książki World War Z.

Już na samym początku mamy znaczną różnicę w opowieści. Akcja toczy się parę lat po zakończeniu wojny z zombie. Główny bohater pełni rolę dziennikarza podróżującego po świecie i przeprowadzającego wywiady zarówno z bohaterami jak i zwykłymi ludźmi, którzy w jakiś sposób ocaleli. Jest to swego rodzaju reportaż, gdzie poznajemy punkt widzenia wszystkich zainteresowanych stron (no, oprócz zombie oczywiście).

Nigdy nie czytałem tego rodzaju książki i być może dlatego zrobiła na mnie tak duże wrażenie. Dosłownie nie mogłem się od niej oderwać, a jej pokaźne rozmiary okazały się zbyt małe w porównaniu do głodu kolejnych rozdziałów.
Autor pokazuje światową wojnę z zombie ze stron, o których nawet nie pomyślałem czytając, grając, czy oglądając filmy o tej tematyce. Bo jak prowadzić sensowną wojnę z dwustu milionową armią amerykańskich zombie przy użyciu konwencjonalnych metod. Przecież nie potrzebują zaopatrzenia, uzbrojenia, nie odczuwają strachu i nikt nie musi dbać o ich morale. Do tej pory nikt nigdzie nie wspominał o takich aspektach. A tutaj mamy wywiad z generałem armii wyłuszczającym poszczególne odstępstwa od wojen, do jakich świat przywykł. Pada fajne zdanie: wszystko czego nauczyliśmy się w ciągu tysiącleci o wojnie, odkąd jedna małpa przydzwoniła drugiej kamieniem w łeb, wzięło w łeb.
To tylko jeden z kilkudziesięciu wywiadów z całego świata. Poznajemy losy chińskich dezerterów nie pochwalających działań przywódców, przesiadującego całe swoje życie przed komputerem japońskiego geeka, pilota samolotów zaopatrzeniowych, dowódcę międzynarodowej stacji kosmicznej, a nawet ochroniarza mających ciągle parcie na szkło celebrytów. Każdy ma dla nas anegdotę, historię, opowieść. Każdy kolejny wywiad to nowa część układanki, którą układamy sobie w głowie. Powoli dowiadujemy jak to się zaczęło, gdzie to się zaczęło i w końcu jak sobie z tym poradzono.
To nie tak, że Ameryka wymyśla wszystkie rozwiązania i daje przykład reszcie świata. Tutaj pomysły radzenia sobie z zarazą wychodziły z najróżniejszych miejsc na świecie. Czasem bardzo kontrowersyjne, czasem niesamowicie dziwne, czasem efektywne, czasem wręcz przeciwnie.
Nie chcę za dużo zdradzać, bo książka jest naprawdę wypasiona! Chłonąłem każdą stronę, każdy akapit, każde zdanie. Nie mogłem się doczekać kiedy poznam punkt widzenia kolejnego uczestnika wydarzeń. Kiedy dowiem się co w tym czasie robiła taka Korea Południowa, a co na przykład Kuba. Polecam każdemu odkryć to samemu. Nie oglądać filmu, czytać książkę!