UDOSTĘPNIJ
REKLAMA
Ostatnio pisałem o tym, że kontynuacja 300 przed premierą była dla mnie kompletnym nieporozumieniem. To samo zdanie miałem o filmie RoboCop, gdy zapowiedziano remake z Holderem (The Killing), a dokładniej Joelem Kinnamanem w roli głównej. Nawet jeśli dawny klasyk dzisiaj ogląda się z zażenowaniem i tak nikt nie powinien go zmieniać. Film jednak wyszedł, więc trzeba było go obejrzeć. Jak się to udało? O tym w recenzji.
Na początek muzyczka dla klimatu 🙂

Remake całe szczęście nie kopiuje pierwowzoru w skali 1:1. W zasadzie różni się wszystkim oprócz wątku przewodniego. Policjant Alex Murphy wpada na trop znanego przestępcy i przypadkowo odkrywa korupcję w szeregach policji. Raczej nie jest to na rękę bandziorom i brudnym gliniarzom, więc siłą rzeczy zapada decyzja o likwidacji zagrożenia. Murphy cudem przeżywa zamach, ale lekarze nie pozostawiają złudzeń. Jeśli z tego wyjdzie to po amputacji kończyn nie podniesie się z wózka. Za zgodą rodziny Alex zostaje pierwszym uczestnikiem eksperymentu łączącego maszynę z człowiekiem. Dalej już standardzik w postaci przystosowywania się do nowej rzeczywistości, problemach z rodziną oraz dążenie do zemsty na oprawcach.

Nie pamiętam za dobrze pierwszego Robocopa, chociaż będąc dzieciakiem oglądałem go kilkukrotnie. Nie wiem czy motyw, o którym teraz wspomnę był obecny w pierwszym filmie. Chodzi mi o świetnie zarysowane tło wydarzeń. Mamy przyszłość, humanoidalne roboty są już na porządku dziennym. Zarówno amerykański rząd jak i obywatele nie zgadzają się wykorzystywać blaszaków na własnej ziemi. Armia z powodzeniem używa ich w rejonach konfliktowych na przykład w Afganistanie. Ale wiadomo, maszyna nie ma sumienia, opiera się na chłodnej kalkulacji. Zagrożenie, brak zagrożenia i tyle. Dodanie intelektu ludzkiego może zmienić postrzeganie maszyn wśród ludności. Temat jest kontrowersyjny i przy okazji element, który podobał mi się najbardziej w filmie. Bardziej spodziewałem się bezmyślnej sieczki, a tu niespodzianka.
Akcji jest zadziwiająco mało i zadziwiająco mi to nie przeszkadzało. Robocop broni się opowiadaną historią. Jeśli już mamy strzelaniny to nie są one specjalnie wymyślne. Nie ma tutaj zbyt dużo widowiskowych wybuchów, skoków, wygibasów. Nie ma nawet krwi… Nie sprawdziłem, ale jestem gotów się założyć, że film miał kategorię PEGI 13.
Joel Kinnaman w roli Murphy’ego wypada nieźle. Postać Robocopa nie daje zbyt dużego pola manewru, więc Oscara nie dostanie 🙂 Wygląda naturalnie i to chyba wystarczy. Gary Oldman jako genialany wynalazca i Michael Keaton w roli bezwzględnego szefa korporacji Omnicorp też są niczego sobie. Show kradnie jednak Samuel L. Jackson w roli gospodarza programu The Novak Element. Jako Pat Novak prowadzi „obiektywny” program polityczny. Z jego relacji dowiadujemy się jak zmienił się świat przez roboty, jak może się zmienić za kilka lat, a także poznajemy punkt widzenia osób po przeciwnej stronie barykady. Jest to oczywiście propaganda Omnicorpu, a nie rzetelny program. Samuel L. Jackson po prostu jest tutaj genialny!
Polecam nową wersję Robocopa. Nie stara się odświeżać znanych scen, a po prostu przedstawia na nowo napisaną historię Murphy’ego. Nawet kombinezon/zbroja zmienia kolor na czarny. Bardzo dobry film!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here