UDOSTĘPNIJ
REKLAMA
Nie muszę wspominać, że filmem LEGO Przygoda jarałem się strasznie, więc nie przedłużając wstępu zapraszam do rozwinięcia.
Emmet to zwykły facet… to znaczy klocek, lego ludzik zamieszkujący Klocburg. Jak wszyscy obywatele miasta Emmet wiedzie szczęśliwy żywot najzwyklejszego przeciętniaka. Nie wyróżnia się do tego stopnia, że jego koledzy z pracy 5 minut po rozmowie z nim nie wiedzą, że ktoś taki z nimi pracuje.
Każdy w mieście funkcjonuje według instrukcji szczęśliwego życia. Instrukcji stworzonej przez Prezesa Biznesa, korporacyjnego przywódcy świata. To przez niego wszyscy oglądają ten sam idiotyczny sitcom, wszyscy kupują horrendalnie drogą kawę (37$ !!!) i słuchają tej samej piosenki (wpadające w ucho Everything is awsome) przez cały dzień.
Przypadkiem w łapki Emmeta trafia tajemniczy artefakt poszukiwany przez ruch oporu. Przepowiednia mówi, że osoba, która znajdzie ów artefakt będzie wybrańcem i poprowadzi wszystkich do zwycięstwa nad złą korporacją.Niesamowicie zaskoczyła mnie fabuła. Jest naprawdę ciekawa i obfituje w wiele ciekawych zwrotów akcji. W kilku ważnych momentach mimowolnie mówiłem do siebie aaa, no przecież, kurde, to o to chodziło. Wspominam o tym, ponieważ nie spodziewamy się takich zagrań po animacji, a tym bardziej klockowej animacji.

Wszystko okraszone jest FENOMENALNYM humorem! Nie pamiętam kiedy na jakimkolwiek filmie śmiałem się tyle razy co na LEGO. Jasne, zdarzają się czerstwe suchary, jak wszędzie. Jest ich na szczęście zdecydowanie mniej niż tych udanych gagów. Same żarty opierają się na grach słownych, mega celnych nawiązaniach do filmów czy szeroko pojętej popkultury oraz scenach z klockami Lego w roli głównej. Klocki z racji swojej konstrukcji zostały genialnie wykorzystane. Każdy wie jak wygląda rączka legoludka, nie? Jak więc mają złapać się za ręce bohaterowie? Taki mały przykładzik 🙂

Nawiązania do popkultury są idealnie zobrazowane przez umieszczenie w filmie szeregu barwnych postaci z wielu światów. Oprócz klockowych bohaterów różnych serii Lego jak Średniowiecze, wściekle różowe, do urzygu słodkie unikitty, Dziki Zachód, Kosmos, dostajemy licencjonowane postaci innych wielkich firm. I tak spotykamy wiecznie nadąsanego Batmana, Supermana i narzucającego się mu Zieloną Latarnię, Gandalfa, Michangelo z Żółwi Ninja, jego imiennika Michała Anioła, jakiegoś gościa :), Abrahama Lincolna, a nawet drużynę gwiazd NBA sezonu 2002! Taka mieszanka po prostu rozwala i daje potencjał na bardzo dużo śmiesznych momentów. Co prawda przez natłok osobowości cierpią trochę główni bohaterowie, ale i tak jest prześmiesznie.

Moim zdaniem LEGO PRZYGODA to najśmieszniejszy film jaki widziałem od kilku lat. Poważnie. Po pierwsze zaskakuje zgrabną fabułą, z morałem. Po drugie rozwala humorem. Bałem się, że to co widziałem na zwiastunie to wszystkie śmieszne momenty, ale bezpodstawnie. Żartów wystarczy dla każdego! Warto? Nieee. TO TRZEBA OBEJRZEĆ!!!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here