UDOSTĘPNIJ
REKLAMA
Pierwszy sezon Hannibala był średni. Bardzo wolno się rozkręcał, pierwsze kilka odcinków przypominały procedural typu CSI. Jedna sprawa – jeden odcinek, z lekkim tylko zawiązaniem wątku głównego. Dalsza część sezonu była co raz lepsza, a końcówka wręcz kapitalna. Drugi sezon miał być lepszy pod każdym względem. A jak wyszło? O tym w recenzji.
Nie mogę rozpocząć bez spoilera na temat zakończenia pierwszej serii. Will Graham został wrobiony i aresztowany jako Rozpruwacz z Chesepeake. Prawdziwy Rozpruwacz, czyli dr. Hannibal Lecter zajmuje miejsce Willa jako konsultant FBI. Lecter jak wiemy z kanonu przejawia dziwne zainteresowanie wybranymi przez siebie osobami. Will znaczy dla niego dużo i ma wobec niego własny plan i powoli go realizuje.
Nie opowiadam dalej! Sezon drugi nie przypomina już procedurala. Każdy odcinek to kontynuacja wątku głównego. Nawet poszczególne, wydawałoby się mało istotne wątki z pierwszego sezonu mają tutaj swój ciąg dalszy. Wszystko co wydarzyło się w zeszłym roku miało swój cel. I za to wielki szacunek dla twórców. Zwroty akcji są tak niesamowite, że co chwila zbieramy szczękę z podłogi. Pewnie powtórzę to jeszcze parę razy, ale każda konkluzja dotycząca jakiegoś wątku to ciągle powtarzane ŁAŁ! Nic nie da się przewidzieć, scenarzyści podeszli do sprawy chyba w sposób: Czego będzie się spodziewał widz? Tego? Zrobimy, więc odwrotnie. Z mojej perspektywy tak oglądało się cały sezon. Jedno wielkie ŁAŁ!
Hannibal to także niesamowity artyzm. Jest to serial z naprawdę dużą dawką brutalności. Scen walki nie ma praktycznie wcale, brakuje też strzelanin i pościgów. Są za to ciała, dużo ciał. Gore jest tutaj mocno zaakcentowane. Upozorowanie niektórych ciał sprawia, że mamy poważne wątpliwości co do zdrowia psychicznego scenarzystów. Jest to obrzydliwe, odrzucające, a zarazem intrygujące. Brzmię jak psychopata, ale gdy obejrzycie zrozumiecie o czym mówię. Zdjęcie powyżej to jedynie jeden z lżejszych obrazków z jakimi można się spotkać podczas drugiej serii.
Pisząc artyzm miałem również na myśli zdjęcia. Tutaj dostajemy coś, czego nie ma żaden serial. Bardzo sugestywne zbliżenia, zwolnienia zarówno na krew jak i przedmioty. A najlepiej wyglądają sceny gotowania i wszędobylskie zbliżenia na produkty ze wspaniałą muzyką. Hannibal jest wytrawnym kucharzem i jeśli mamy wątpliwości co do pochodzenia mięsa (patrz królik w pierwszym sezonie) to nikt nie odmówi mi przepięknych dań. Najgorsze jest to, że wiemy co jada Hannibal Lecter to i tak cieknie nam ślinka na widok jego kuchennych wyczynów. TO TRZEBA ZOBACZYĆ!!!
Zarówno Hugh Dancy jako Will Graham i Mads Mikkelsen jako Hannibal Lecter świetnie odnajdują się w swoich rolach. Dancy po mistrzowsku odgrywa niestabilność Willa. Jego wahania, zwidy, emocje, od których aż kipi. Bomba! Mikkelsen dla mnie jest nawet lepszym Hannibalem niż sir Anthony Hopkins, co może brzmieć jak herezja, ale takie jest moje zdanie. Miny, ton głosu, ogólnie cała aparycja stwarza postać magnetyczną! Najlepsza serialowa obsada? Chyba tylko Fargo może podskoczyć, wszyscy inni bez szans.
Hannibal w drugim sezonie wskoczył na najwyższy możliwy poziom. Nie zauważyłem żadnych minusów stąd recenzja w samych superlatywach. Fabuła jest napisana na najwyższym możliwym poziomie. A oprócz tego są jeszcze nieszablonowi bohaterowie i boskie zdjęcia. Chyba najlepszy obecnie emitowany serial. Aż strach pomyśleć co dostaniemy w serii trzeciej!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here