UDOSTĘPNIJ
REKLAMA
Czy ktoś kiedyś czytał Baśnie? Baśnie przez duże B? Tak właśnie nazywa się komiks Billa Willinghama. Przeczytałem kilka lat temu chyba z 5 tomów i przedstawiony w nich świat bardzo przypadł mi do gustu. Po ograniu The Wolf Among Us nabrałem ochoty na sprawienie sobie kolejnej paczki z komiksami, bo Egemont zdążył wydać kolejne tomiki. A czym jest kolejna epizodyczna przygodówka od Talletale Games? O tym w recenzji.

 

Po kolei. Dla niewtajemniczonych szybkie wyjaśnienie czym są te całe Baśnie. Znamy wszyscy opowiastki o Królewnie Śnieżce, Kopciuszku, Pięknej i Bestii, Pinokio, o Jacku, który po fasolce wspinał się do krainy olbrzymów, o Małej Syrence. Ogólnie braci Grimm i Andersena przerabiał chyba każdy w dzieciństwie. Wszystkie te postaci żyły sobie spokojnie w swoich światach, aż zostali wygnani przez złe siły. Aktualnie wszyscy ukrywają się w naszym świecie, a ci bardziej ogarnięci w Nowym Jorku w dzielnicy Fabletown. Bogatsi bowiem mogą sobie pozwolić na zakup uroków/czarów (glamour) nadających im ludzkie kształty, dzięki czemu żyją sobie wśród niczego nieświadomych Amerykanów. Ci bez kasy wysyłani są na Farmę – odseparowane od ludzi miejsce, gdzie każdy mieszka w swojej oryginalnej postaci.
Wracamy jednak do Nowego Jorku. Wiele lat wcześniej (baśniowe postaci się nie starzeją i nie umierają z przyczyn naturalnych) wprowadzono wielką amnestię. Wszystkie winy baśniowych ludków zostały zapomniane i każdy mógł rozpocząć nowe życie. Porządku wśród pobratymców pilnuje Bigby Wolf znany niegdyś jako Big Bad Wolf (Wielki Zły Wilk). To on zdmuchnął domki świnkom (jeden z prosiaków, Colin został jego współlokatorem i kumplem) i pożarł babcię Czerwonego Kapturka. Teraz jest detektywem pilnującym, aby książkowe postaci się nie pozabijały. I tutaj wkracza gracz!
Fabuła gry opowiada o serii morderstw młodych kobiet. Ktoś odcina im głowy i ewidentnie ma ochotę na więcej. Jak przyzwyczaiło nas Telltale Games gra oferuje masę ciężkich wyborów moralnych i ze względu na mroczny charakter całości zdecydowanie częściej wybieramy tylko mniejsze zło, a przynajmniej tak nam się wydaje. Podobnie jak w The Walking Dead fabuła jest najmocniejszą stroną tej produkcji. Nauczony doświadczeniem, wiem, że w tego typu gry nie można grać więcej niż raz, ponieważ część wyborów będzie iluzoryczna. Niby się coś zmieni, opowieść się rozwidli, ale zawsze prowadzi do jakiegoś ważnego, identycznego wydarzenia.
Po drodze do rozwiązania śledztwa napotkamy bardzo, ale to bardzo dużo znanych postaci. Poza wspomnianymi na początku jest jeszcze mający od wieków zatargi z Bigby’m Myśliwy (tak, ten od Czerwonego Kapturka), Sinobrody, Ichabod Crane, Tweedledum i Tweedledee z Alicji w Krainie Czarów i kilkoro, których nie potrafiłem przypisać do żadnych opowiastek. Amerykanie rozpoznają dużo więcej.
Umieszczenie znanych postaci w nowych rolach to również bardzo duży plus. Mała Syrenka jako striptizerka? Proszę bardzo. Jack Pogromca Olbrzymów jako złodziejaszek, kombinator? Jest. Piękna i Bestia jako małżeństwo w kryzysie. A jakże. Świetne są te wszystkie smaczki, które odkrywamy jeśli w dzieciństwie rodzice nam czytali bajki.
Jeśli chodzi o gameplay to niestety jest to kolejny krok wstecz. Wolf Among Us jest samograjem w jeszcze większym stopniu niż przygoda Clementine. Jako, że mamy do czynienia z pracą detektywa to większość czasu spędzamy na dialogach. Bardzo dobrych, mocnych, ale jednak tylko dialogach. Przeszukiwanie miejsc zbrodni zostało ograniczone do absolutnego minimum. W ogóle nie ma operowania przedmiotami czy zagwozdek logicznych. Dialog, dialog, przejście się przez pomieszczenie do kolejnej postaci, dialog i dialog. Moim zdaniem szkoda.
Udźwiękowienie jest najwyższych lotów, postaci zdubbingowano idealnie. Pasowało mi dosłownie wszystko! Podobała mi się również komiksowa grafika, utrzymana w stylu noir. Ale… Technicznie jest tragedia. Gra niemiłosiernie przycina, zawiesza. Podczas gry zwieszała mi konsolę na rozpoczęciu czwartego odcinka. Pomogło jedynie usunięcie i ponowne ściągnięcie wszystkich odcinków. Porażka. Ponadto na pełne pięć odcinków czekaliśmy chyba z 9 miesięcy. Moim zdaniem jest to skandaliczne. Telltale po sukcesie zombie, chciało złapać wszystkie sroki za ogon i porwało się na kilka projektów jednocześnie. W efekcie zamiast co miesiąc nowe odcinki dostajemy nieregularnie. Z tego co pamiętam drugi pojawił się 3 miesiące po premierowym… Wstrzymałem się z zakupem, aż do premiery epizodu czwartego gdy cena za całość spadła o 50% i to był najlepszy wybór.
Trochę ponarzekałem na koniec, ale było to warte odnotowania. The Wolf Among Us błyszczy w przedstawianiu mrocznej historii i wspiera ją kapitalnymi postaciami. Niestety trudno to już nazwać grą przygodową, ponieważ więcej tutaj wybierania linii dialogowych niż jakiejkolwiek innej działalności. Ładna grafika popsuta została przez spadki animacji, klatkowanie i zwieszki. Warto dać szansę za cenę około 30zł, w pełnej cenie nie polecam. I taką taktykę chyba muszę przyjąć przy kolejnych projektach od TT.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here