UDOSTĘPNIJ
Serial fenomen. Mimo, że The Killing jest jednym z najciekawszych projektów jakie zaprezentowały amerykańskie telewizje został dwa razy anulowany. Emitowany przez AMC został skasowany po drugim sezonie. Stacja za jakiś czas zdecydowała się reaktywować projekt co zaowocowało genialnym sezonem trzecim, po którym znów został anulowany… Na ratunek przyszedł Netflix i zamówił czwarty, finałowy sezon, aby dać twórcom dokończyć swoją historię, a fanom pozwolić na jeszcze jedno spotkanie z parą detektywów. Bardzo czekałem na zaplanowaną na 1 sierpnia premierę, ale dopiero parę dni temu miałem możliwość sprawdzić jak potoczą się losy Linden i Holdera. Recenzja w rozwinięciu.
Sezon trzeci zakończył się potężnym cliffhangerem. Kto nie oglądał niech nadrobi stracone odcinki, bo nie da się tutaj uniknąć spoilerów.

Linden odkrywając prawdę o szefie policji i zarazem jej kochanku nie wytrzymuje psychicznie i posyła gość do piachu. Zabija go na odludziu służbową bronią. Holder podejmuje decyzję, że pomoże jej ukryć zwłoki i jakoś się z tego wykaraskać. Na poszukiwania Skinnera dość szybko decyduje się Reddick, były partner Holdera, który do tej pory jawił się jako rzucający czerstwymi żartami czereśniak.

Śledztwo w sprawie zaginięcia Skinnera to zaledwie drugi wątek. Główne skrzypce gra tutaj nowe śledztwo prowadzone przez głównych bohaterów. Domu bardzo zamożnej rodziny dochodzi do wielokrotnego morderstwa. Ginie ojciec, żona, dwie córki. Jedynym ocalałym jest syn, uczeń szkoły oficerskiej. Znaleziono go z raną postrzałową głowy i wszystko wskazuje na to, że najpierw zamordował rodzinę, a później chciał popełnić samobójstwo.

Śledząc serial wiemy, że nic nie jest tutaj jednoznaczne i proste. Finałowy sezon to jedynie sześć godzinnych odcinków, więc siłą rzeczy śledztwo nie jest aż tak zagmatwane i rozbudowane jak widzieliśmy do tej pory. Dodatkowo mamy prywatny wątek Linden i Holdera zmagających się z wewnętrznym śledztwem i prywatnymi problemami. Jest tego sporo jak na sześć godzin oglądania i nie wiem czy nie za dużo. Konkluzja wielokrotnego morderstwa jest troszkę rozczarowująca, liczyłem na coś bardziej spektakularnego i bardziej rozbudowanego. Jest oczywiście wszystko to, za co kochamy The Killing. Gigantyczne zwroty akcji, ciągłe mylenie tropów, podrzucanie wątków, żeby namieszać widzowi w głowie. Chyba przez skrócony sezon czuć malutki niedosyt.

Wątek śledztwa przeciwko Linden i Holderowi wyszedł nad wyraz dobrze. Jeśli miałbym go podsumować trzema słowami to byłyby to: emocje, emocje, emocje! Wiemy, że zrobili coś złego, że mu się należało, ale jednak jest to morderstwo i powinni ponieść tego konsekwencje. Problem w tym, że im kibicujemy… że chcemy aby jakoś się z tego wywinęli. A przysłowiowa pętla zaciska się co raz mocniej, co raz więcej faktów wychodzi na jaw, a niepozorny Reddick wszystko ładnie zbiera do kupy. Zarówno Holder i Linden ledwo trzymają się w garści, popełniają błędy, kłócą się. Dzieje się!

Odcinek finałowy zgrabnie kończy wszystkie otwarte wątki. Dostajemy nawet kilkuletni przeskok w czasie, żeby mieć pojęcie co stało się z dwójką partnerów, co robią, jak wygląda ich życie. Świetne zakończenie świetnego serialu.

Finałowy, czwarty sezon The Killing to zaledwie sześć godzinnych odcinków. Sześć napakowanych emocjami, zwrotami akcji i dramatyzmem odcinków. Netflix tradycyjnie udostępnił wszystkie epizody jednego dnia i gdyby nie domowe obowiązki pewnie obejrzelibyśmy wszystko w ciągu jednej nocy. Będę tęsknił za Holderem i Linden, a Wam z całego serca polecam zapoznanie się z tym tytułem!