UDOSTĘPNIJ
Po lutowej przygodzie z Danganronpa Trigger Happy Havoc (recenzja) zostałem wielkim fanem gier od Spike Chunsoft. Fantastycznie rozpisana fabuła, wyraziści, pokręceni bohaterowie i bardzo emocjonujące rozprawy sądowe sprawiły, że jest to w dalszym ciągu mój faworyt do gry roku! Przy okazji Danganronpa 2: Goodbye Despair stała się najbardziej oczekiwanym tytułem. Dzięki uprzejmości wydawcy mogłem zapoznać się tytułem przed premierą. A teraz po około 30 godzinach zabawy mogę napisać recenzję. Zapraszam do rozwinięcia.

Sequel rozpoczyna się bliźniaczo podobnie do pierwowzoru. Hajime Hinata przychodzi na pierwszy dzień zajęć do wymarzonej szkoły – Hope’s Peak Academy. Szkoła znana jest z tego że zbiera tylko wybitnych uczniów. Każdy z nich jest mistrzem w jakiejś dziedzinie i po otrzymaniu zaproszenia może przystąpić do nauki wśród utalentowanych kolegów.

Wszystko jest piękne do momentu wejścia w osławionego budynku. W sali lekcyjnej uczniowie poznają Monomi – różowego, przesłodzonego króliczka. Monomi oświadcza zebranym, że jest ich nauczycielem i zabiera ich na wycieczkę. Nie wiadomo jakim sposobem uczniowie przenoszą się na tropikalną wyspę, a tam czeka na nich… Monokuma! Psychotyczny misio oświadcza szesnastce wybtiniaków, że jedyny sposób na opuszczenie wyspy to dokonanie zabójstwa w taki sposób, aby reszta nie odkryła kto jest sprawcą!

Dałem przeczytać poprzedni akapit mojej żonie i od razy zapytała: co to za idiotyzmy?. Zdaję sobie sprawę, że może tak to brzmieć i spieszę z wyjaśnieniami. Danganronpa 2 mimo pozorów bajeczki dla dzieci to bardzo mroczny thriller ze scenariuszem ocierającym się wręcz o geniusz! Co prawda znający poprzednią część, czy chociażby czytający moją recenzję zauważą, że mimo zmiany miejsca akcji chodzi o to samo. Uspokajam – fabuła kręci się swoim torem i jeśli wydaje nam się, że napotykamy gdzieś podobieństwa i kopie pierwowzoru, to tylko nam się wydaje! Są to z reguły bardzo zgrabne nawiązania rozbudowujące naszą wiedzę o akademii i wydarzeniach z ostatniej przygody.
W odbiorze bardzo pomaga znajomość części pierwszej, bo ilość nawiązań i powiązań rośnie z każdą godziną rozgrywki. Dzięki pojęciu o wcześniejszych wydarzeniach można cieszyć się FENOMENALNĄ fabułą jeszcze bardziej.

Zanim przejdę do najważniejszego elementu zabawy wspomnę o czasie wolnym. Wydaje mi się, że jest go mniej niż poprzednio, co zaliczam na plus. W tym czasie możemy szwendać się po wyspie i lepiej poznawać bohaterów. Znajomość rozwijamy rozmawiając, dając im odpowiednie prezenty. Osiągnięcie maksimum z daną postacią dodaje umiejętności do wykorzystania podczas rozprawy.
Inni bohaterowie jak zwykle są baaaardzo oryginalni. Jako Ultimates (eksperci w swoich dziedzinach) różnią się od siebie znacznie. I tak mamy między innymi przypakowanego trenera, super mechanika, fotografa, gracza(!), pielęgniarkę, kucharza, piosenkarkę. Rolę Ultimate Lucky Student (największy farciarz), czyli tytuł jaki nosił protagonista pierwszej części, przejął zagadkowy Nagito Komaeda. Co ciekawe główny bohater nie pamięta swojego tytułu, co jest zagadką do rozwiązania również dla nas. Mamy również małe, elektroniczne zwierzątko (tamagochi?), o które trzeba raz na jakiś czas zadbać.

Najważniejsze są jednak dochodzenia. Zbytnim spoilerem nie będzie to, że uczniowie wkrótce zaczynają ginąć. Na tym przecież polega przygoda. Po znalezieniu ciała przez co najmniej trzy osoby rozpoczyna się śledztwo. Jest ono bardzo liniowe, często nie możemy opuścić lokacji bez znalezienia wszystkich wskazówek lub przesłuchania wszystkich zainteresowanych. Czasem możemy wybrać w jakiej kolejności posprawdzamy lokacje mające coś wspólnego ze zbrodnią i na tym nasza dowolność się kończy. Jedni będą z tego powodu narzekać, a inni (jak ja) będą zadowoleni, że mogą bardziej wczuć się w klimat.  Nierzadko sceny zbrodni są dość makabryczne, dodajmy do tego wulgarny język i kilka dwuznacznych tekstów i pozornie cukierkowa gierka staje się tytułem tylko dla dorosłych.
Samo poruszanie się po lokacjach to prawdziwy miszmasz. W większości dostępnych miejsc obserwujemy całe pomieszczenie i jedynie klikamy w interaktywne miejsca lub postaci. W innych możemy poruszać się swobodnie z widokiem z pierwszej osoby po przygotowanych w trzech wymiarach miejscówkach. Ostatnia możliwość do zwiedzanie wysp (tak, jest kilka) w stylu sidescrollowym, czyli widzimy naszą postać i idziemy w lewo lub w prawo. To ostatnie rozwiązanie nie wnosi do zabawy nic prócz kilku bardzo ładnych widoczków.

Gdy już zbierzemy wystarczającą ilość wskazówek zostajemy przeniesieni do najważniejszego miejsca na wyspie, czyli do sali sądowej. Tutaj zaczyna się zabawa troszkę w stylu przygód Phoenixa Wrighta z serii Ace Attorney. Z tym, że jest o wiele bardziej dynamiczna! W porównaniu do poprzedniczki rozprawy w Danganronpa 2 są o wiele bardziej rozbudowane, obfitują w więcej zwrotów akcji i choć wydawało mi się to przed zagraniem niemożliwe, są znacznie lepsze! Naprawdę! Część pierwsza w każdej rozprawie dodawała nowy element do minigier, co ostatecznie prowadziło do bardzo rozbudowanego systemu. Tutaj praktycznie od początku musimy używać wszystkich wariacji minigier. A do tego cały czas pojawiają się nowe elementy.

Dla nowych w temacie muszę pokrótce wytłumaczyć jak wygląda rozprawa (lub odesłać raz jeszcze do recenzji). Postaci stają w kręgu i rozpoczyna się ogólna dyskusja. Za pomocą zebranych podczas śledztwa wskazówek mamy do dyspozycji tak zwane Truth Bullets. Każdy segment dyskusji to kilka, kilkanaście zdań wypowiadanych przez różne postaci. Za pomocą Truth Bullets musimy znaleźć sprzeczność w czyjejś wypowiedzi i wystosować własny argument. Dla ułatwienia stwierdzenia, których moglibyśmy się uczepić są zaznaczone na pomarańczowo, ale żeby nie było znów zbyt łatwo tylko jedno z kilku twierdzeń możemy podważyć, a do tego mamy kilka różnych Truth Bullets. Potrzebne jest tutaj logiczne myślenie i wciąganie wniosków podczas prowadzenia dochodzenia.
Później pojawiają się dodatkowe elementu jeszcze to utrudniające. Po ekranie latają tak zwane szumy, które zasłaniają wypowiedzi, więc musimy je zestrzelić. Czasem jako Truth Bullet trzeba użyć czyjejś wypowiedzi. Nowością jest możliwość potwierdzenia jakiejś tezy postawionej przez innego z bohaterów. Robimy to analogicznie do zaprzeczenia niektórym wypowiedziom. Jeśli na niebieskim tekście użyjemy odpowiedniej wskazówki to możemy udowodnić, że ktoś mówi prawdę.

Wydaje się skomplikowane, ale to jeszcze nie koniec!!! Minigry, które znamy z pierwszej części zostały albo rozbudowane, albo przebudowane. I bardzo dobrze! Zabawa w wisielca (Hangman Gambit) została nieco poprawiona, dzięki czemu jest bardziej przyjazna użytkownikowi. Zręcznościowa kłótnia (Panic Talk Action) dostała kilka nowych elementów i usprawnień. Nowością jest Logic Drive, czyli wirtualna jazda na desce, gdzie wybranie właściwej drogi skutkuje uformowaniem w głowie Hajime nowego pomysłu tłumaczącego jakąś akcję. Druga nowość to pojedynek na słowne miecze nazwany Rebbutal Showdown. Aktywuje się, gdy ktoś zdecyduje się podważyć nasze zdanie. Rzuca wtedy argumentami, które dosłownie musimy przecinać za pomocą przycisków kierunkowych lub ekranu dotykowego, by zaatakować jakimś konkretnym argumentem.
Sprawę kończymy na ułożeniu mangi w lekko zmienionym  układzie. Tym razem zamiast wszystkich możliwych scenek komiksu mamy koszyk pięciu, z czego tylko 2-3 możemy umieścić w mandze. Gra od raz informuje czy zrobiliśmy to dobrze, nie trzeba czekać na podsumowanie. Ułatwienie, ale na plus, bo trochę zbyt dużo czasu spędzałem w tej minigrze.

Warstwa techniczna jak zwykle bez zarzutu. Muzyka dostosowuje się do sytuacji, a udźwiękowione dialogi brzmią idealnie (grałem z japońskimi głosami). Grafika chociaż bez fajerwerków została dość znacznie podciągnięte. Zasługa w tym krajobrazów tropikalnej wyspy, ale również różnego rodzaju pomieszczenia dostały więcej szczegółów i kolorów.
Natomiast jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to na pewno byłoby to sposób prezencji dialogów. Sama wielkość tekstu i jego rozmieszczenie są bez zarzutu. Chodzi mi o imię i nazwisko postaci, która wypowiada dane zdanie. Poprzednio wyświetlało się nad tekstem poziomo. Teraz pojawia się na pionowym pasku po lewej stronie ekranu. Zrobiło się mniej przejrzyście. Na szczęście jeśli mówi ktoś inny to zmienia się jego portret i nie przeszkadza to tak bardzo.

Kolejna Danganronpa i kolejne zachwyty. Spike Chunsoft znów to zrobiło! Trudno było oczekiwać jeszcze lepszej fabuły, ale i tak ją dostaliśmy.  Ba, mamy do czunienia z prawdziwym majstersztykiem. Hollywood powinno uczyć się od scenarzystów tej serii! Oczekiwałem poprawienia minigier i zostały poprawione. Oczekiwałem ulepszenia rozpraw i są ulepszone. A do tego masa świetnie napisanych postaci, poprawiona grafika. Poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko i aż strach pomyśleć co zaserwują w Dangaronpa 3 🙂 Dla mnie Danganronpa 2: Goodbye Despair to gra FENOMENALNA! Najlepsze co może Cię spotkać na PS Vita!

Grę do recenzji udostępnił wydawca.