UDOSTĘPNIJ
Ostatnio wzięło mnie na oglądanie animacji o superbohaterach. Po owocnych zakupach podczas jednej z promocji w cdp.pl, gdzie pełnometrażowe filmy z bohaterami Marvela można było kupić po 5 zeta sztuka zdecydowałem się sięgnąć po coś ze stajni DC. Wybór padł na nowość zatytułowaną Batman: Atak na Arkham wydaną u nas dzięki Galapagos. W rozwinięciu recenzja.
Film zaskakuje już na samym początku. Okazuje się, że głównymi bohaterami są tutaj złoczyńcy. To nie jest film o Batmanie! Gacek oczywiście jest, ale hasa gdzieś na dalekim drugim planie. Przez wiele minut nawet nie mignie nam przed oczami. Okazuje się to genialnym pomysłem!

Grupa skazańców zostaje zwerbowana do bardzo ryzykownego zadania. Mają bowiem włamać się do azylu Arkham – osławionej miejscówki dla obłąkanych przestępców. A tych w Gotham, jak wiemy, mieszka dużo. Na czele grupy staje Deadshot, a partnerują mu Harley Quinn, Black Spider, Captain Boomerang, Killer Frost, KGBeast oraz King Shark. Jest to znany z komiksów Suicide Squad  wysyłany na samobójcze misje przez Amandę Waller. Fabuła jest bardzo prosta, ale niezwykle satysfakcjonująca. Niektóre zwroty akcji są tak nieprzewidywalne jak to, że po wtorku jest środa, ale pasuje to do całości. To co zaoferowali nam twórcy wystarczy, aby dobrze się bawić.

Największym zaskoczeniem oprócz odsunięcia na drugi plan Batmana był dla mnie poziom brutalności. Głównymi bohaterami są ci źli, więc można było popuścić wodze fantazji. Niestandardowo dla animacji trup ściele się gęsto. Wszędzie tryska krew, odpadają głowy, jest nawet sporo nagości.  Ktoś idealnie trafił w mój gust, bo od zawsze uważam, że bardzo mroczny świat Mrocznego Rycerza potrzebuje troszkę więcej brutalności. Zdecydowanie +18! Napięcie rozładowuje całkiem zgrabnie wpleciony humor. I chyba nie muszę nikogo przekonywać, że Harley Quinn kradnie każdą scenę w jakiej się pojawi?

Film jest prequelem do serii gier Arkham od studia Rocksteady i WB. Stąd też dubbing i design postaci zbliżony do tego z gier. Jokera dubbinguje świetnie zastępujący Marka Hamilla, wszędobylski ostatnio Troy Baker. Kevin Conroy znany z gier i pozostałych animacji podkłada głos Batmanowi, a Nolan North znów pokazuje się ze świetnej strony w epizodycznej roli Pingwina.

Film trwa tylko 75 minut, jednak jest są to bardzo miło spędzone minuty. Osadzenie antagonistów w rolach głównych okazało się strzałem w dziesiątkę. Odsunięcie na boczny tor Batmana? Również na plus. Liczę, że Warner Bros. pójdzie tym tropem i stworzy kolejne filmy, nie zważające na ograniczenia wiekowe i poprawność. Fantastyczny film!