UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



Arno, Arno, Arno. Podoba mi się imię głównego bohatera. Zapada w pamięci równie mocno co Ezio z asasyńskiej mini serii. Szkoda tylko, że jego historia wypada z głowy dużo szybciej. Niestety wątek główny jest nudny, bardzo nudny. Opowiastka o zemście nie zaskakuje, nie dodaje nic do konfliktu Asasynów z Templariuszami. Z resztą odwieczny konflikt od kilku odsłon nie wnosi nic do uniwersum. Po prostu jedni robią za tych dobrych, a drudzy za tych złych. Nie trzeba wymyślać innego zagrożenia. Plusem jest to, że nie mamy tutaj wielu kilkuletnich przeskoków czasowych. Dzięki temu łatwiej zrozumieć fabułę. A może właśnie dlatego, że łatwiej ją zrozumieć wydaje się taka słaba?
Oczekiwania spełnia natomiast Paryż. Przeogromny, przepiękny Paryż. Kilkuosobowe grupki przechodniów zastąpiły setki, niekiedy tysiące postaci. Modele postaci oczywiście pojawiają się dość często i gęsto lecz gdy spojrzymy na nich jako tłum to nie raz można zbierać szczękę z podłogi.
Niesamowite wrażenie robi architektura. Charakterystyczne paryskie budowle z katedrą Notre Dame na czele to po prostu majstersztyk. Można gapić się na nie bez końca. Po prostu nie można się oprzeć przed wejściem na każdy z tych budynków.
Nowością dla serii jest odwzorowanie wnętrz niektórych budynków. Dotyczy do zarówno wspomnianych budowli historycznych jak i zwykłych domów. Jest pięknie…
… zdarzają się natomiast zrywania animacji. I nie zdarza się to tylko w kilkutysięcznym tłumie. Zdarza się, że w pomieszczeniach przeskoki i klatkowanie są tak częste, że chce się rzucić padem o ścianę. Pojawił się ważący prawie 1GB patch, ale nie dane mi było przetestować usprawnień jakie wniósł.
Sama rozgrywka doczekała się zaskakująco małej ilości zmian. Są usprawnienia i poprawki, ale tylko tyle. Żadnej rewolucji, żadnego nowego systemu, żadnej większej nowości.
Misje główne nie są zdominowane przez śledzenie i podsłuchiwanie przeciwników. Dla mnie i zapewne wielu graczy były to najgorsze elementy poprzednich gier. Widać, że ocenianie misji w Black Flag przyniosło wymierne korzyści. Misje są naprawdę zróżnicowane i ciekawe. Nie będę zdradzał szczegółów, by nie psuć zabawy.
Najlepsze są jednak zlecenia zabójstw. Otrzymujemy tutaj wiele możliwości rozegrania akcji. Ktoś może próbować rozwalić cel atakują a’la Rambo (dla mnie niewykonalne), można znaleźć otwarte okno twierdzy i skradać się prosto do celu. Można pomóc na przykład więźniom naszego celu, a potem oni odwdzięczą się nam. Wachlarz możliwości jest bardzo zadowalający.
Bardzo dobrze, że utrudnienia doczekała się walka. Walka z grupą przeciwników to wielka mordęga. Gra przestała informować kiedy jeden z przeciwników ma zamiar zaatakować. Trzeba dokładnie obserwować i reagować w odpowiednim momencie. Jest to bardzo trudne i nie raz kończy się zgonem. Tak samo sprawa wygląda z przeciwnikami używającymi broni palnej. Nie stoją jak kołki, a ich salwy nie można powstrzymać wciskając jeden klawisz jak do tej pory (asasyn używał jednego z przeciwników jako żywej tarczy).
AC Unity stawia na ciche podejście do sprawy. Ktoś wreszcie przypomniał sobie, że jest to historia skrytobójców, a nie jednoosobowych armii. Jako, że akcja ma miejsce praktycznie w całości w terenach miejskich nie ma skakania po drzewach, śmigania po dżunglach i krzakach. Skradanie działa na zasadzie przylepiania się do osłon i przeskakiwania pomiędzy nimi w stylu nowszych odsłon Splinter Cell. Moim zdaniem działa to średnio. Czasem idzie gładko, a czasem Arno zamiast przeskoczyć do następnej, wyjdzie zza osłony. Dodatkowo nie wiadomo czy przeciwnik nas zobaczy czy nie. Na logikę nie wystarczy kucnąć za stołem żeby się ukryć, w praktyce najczęściej to wystarcza. Fajnie, że Ubi zaczyna stawiać na skradnie, szkoda, że średnio to wychodzi.
Zachwycony jestem animacją głównego bohatera. Od czasu ACII przez kilka lat każdy bohater  (Ezio, Connor, Edward) poruszał się w identyczny sposób. Tak samo się wspinał, tak samo biegał i walczył. Arno dostał pakiet ruchów wyglądający jak nowoczesny parkour. I jeśli przy wspinaniu nie jest to jakoś widowiskowe to już schodzenie z budowli, przeskakiwanie pomiędzy budynkami muszą się podobać. Wielki plus.
Na osobne wspomnienie zasługują elementy RPG w rozwoju bohatera. W skrócie za różne akcje otrzymujemy punkty kredo (Creed Points), które przeznaczamy na rozwój postaci. Ulepszać możemy dosłownie wszystko. Lepsze współczynniki ciuchów? Płacisz i proszę bardzo. Lepsze parametry broni? Płacisz i masz. Umiejętność posługiwania się nowymi rodzajami oręża? Też trzeba wykupić. Do tego masa umiejętności definiująca nasz styl gry. Czy Arno ma lepiej się skradać, czy może walczyć w zwarciu, a może będzie likwidował przeciwników z dystansu? Punktów jest mało, a możliwości bardzo dużo. Nie da się odblokować wszystkiego, więc w menu rozwoju spędzamy dużo czasu głowiąc się nad kolejnym odblokowaniem.
Tylko ludzie, czemu nawet historyczni Francuzi mówią z angielskim akcentem? Przecież już ACII pokazało jak zrobić grę po angielsku kojarzącą się z Włochami. Tragiczne rozwiązanie…
Ogólne wrażenie? W sumie pozytywne. Assassin’s Creed Unity nie rzuca na kolana. Nie powoduje, że będzie mi się śniła po nocach. Nie sprawia, że będę się nią jarał tak samo jak zeszłorocznym Black Flag i ACII kilka lat temu. Jednak podoba mi się droga, którą obrał Ubisoft. Poprawiono wiele elementów, rozwinięto misje główne i niektóre poboczne, dodano elementy RPG. Tak powinien się prezentować Assassin’s Creed III. Rewolucji mimo zapowiedzi nie ma, jest całkiem udana ewolucja.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here