UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



Za sprawą wydawnictwa Sine Qua Non w moje ręce wpadła najnowsza książka napisana przez Jamesa Freya do spółki z Nilsem Johnson – Shelton zatytułowana Endgame: Wezwanie. Jest to pierwsza część zapowiedzianej trylogii. Zarówno autorzy jak i tytuł były dla mnie zagadką przed otwarciem tego liczącego prawie 500 stron tomiszcza. Dzięki temu podszedłem do książki bez uprzedzeń i wygórowanych oczekiwań. Co dostałem? O tym w recenzji w rozwinięciu.
Mówi wam coś Erich von Daniken? Gość popełnił kilkanaście książek na temat początków naszej cywilizacji. Traf chciał, że przeczytałem chyba z pięć z nich oraz oglądałem parę odcinków programu przygotowanego przez stację History pod tytułem Starożytni Kosmici (można je też znaleźć na YouTube). Teoria Danikena mówi, że starożytne cywilizacje swój rozwój zawdzięczają przybyszom z kosmosu. Bogowie w wielu religiach świata różnią się zaledwie szczegółami, mają dość podobne opisy oraz osiągnięcia. To zdaniem Danikena dowód na to, że nasi przodkowie czcili kosmitów, a wielkie moce (np. rzucanie piorunami przez Zeusa) przypisywali im, ponieważ nie rozumieli ich technologii. Stonehage, Piramidy w Gizie, Nazca i wiele innych zagadkowych miejsc przez zwolenników teorii Szwajcara uznawana jest za budowle stworzone przez lub przy pomocy  kosmicznych podróżników. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ James Frey oraz Nils Johnson – Shelton chyba też zainteresowali się tą teorią i stworzyli wokół tego omawianą trylogię, a przynajmniej jej pierwszy tom.
Swoje istnienie zawdzięczamy istotom pozaziemskim. Przybysze nauczyli nas wszystkiego i zniknęli. 12 pierwotnych ludów w zamian za nauki musiało przygotować swoich przedstawicieli – Graczy w wieku 13-20 lat to wzięcia udziału w Endgame. Nikt nie wie czym dokładnie jest Ostateczna Rozgrywka ani kiedy nastąpi. Z tego powodu Gracze przygotowywani są od tysięcy lat. Gdy jeden z nich przekroczy 20 lat lub ulegnie jakiemuś wypadkowi na jego miejsce wyznaczony zostaje kolejny wojownik.
I tak dochodzimy do czasów współczesnych. Na Ziemię spada 12 meteorytów, zabijając tysiące ludzi. Każdy spada w pobliżu miejsca zamieszkania Graczy. Jest to tytułowe Wezwanie, znak, że rozpoczyna się Endgame. Każdy z Graczy udaje się do miejsca zbiórki w Chinach, gdzie od tajemniczej istoty dowiadują się co mają zrobić. Każdy dostaje od przybysza indywidualną wskazówkę, aby wiedział gdzie rozpocząć poszukiwanie mistycznych kamieni. Zwycięzca nie tylko zachowa życie, ale również ocali własny lud. Stawka jest niesamowicie wysoka, bo na świecie nie będzie miejsca dla przegranych!
Długi wstęp lecz trzeba było trochę rozjaśnić z czym mamy tutaj do czynienia. Opisując żonie książkę powiedziałem, że mamy tutaj trochę Danikena, trochę Tomb Raidera i trochę japońskiej mangi (Battle Royale). Wydaje mi się, że jest to najtrafjniejszy opis.
Każdy Gracz to jednoosobowa armia, wyszkolona maszyna do zabijania. Nie posiadają nadprzyrodzonych zdolności, ale każde z nich jest mistrzem sztuk walki, potrafi zabić w ciągu sekundy bez mrugnięcia okiem. Autorzy postarali się o duże zróżnicowanie bohaterów, dzięki czemu możemy ich rozróżnić. Mamy tutaj genialnego hakera, przebiegła niemą azjatkę, amerykańską królową balu i prymuskę, psychotycznego trzynastolatka i jeszcze kilka pokręconych postaci. Bardzo mangowe podejście do sprawy bohaterów, za co od fana japońszczyzny plusik.
Wydarzenia pędzą tutaj z prędkością światła. Cały czas coś się dzieje. Ktoś strzela, ktoś walczy wręcz, coś wybucha. Trup ściele się bardzo, bardzo gęsto. Niewątpliwym plusem jest podzielenie książki na rozdziały z punktu widzenia poszczególnych postaci, coś a’la Gra o Tron. Lubię ten zabieg, bo pozwala  przedstawić przeżycia jednego z bohaterów, a później pokazuje co o danej sytuacji myśli następny bohater.
Jak wspomniałem akcji jest bardzo dużo, a i tak znajduje się miejsce na rozwiązywanie zagadek pozostawionych w głowach Graczy. Zagadki fajnie wplątują w wydarzenia wspomniane na wstępie starożytne budowle. Zabytki, które zwiedzamy okazują się mieć dużo większe znaczenie niż nam, zwykłym ludziom się wydaje. Pojawiają się artefakty, ukryte przejścia, zakodowane wiadomości. Stąd porównanie do gier Tomb Raider.
Oczywiście patrząc na chłodno znajdziemy też jakieś minusy. Przykładowo nie zawsze można zrozumieć ciąg przyczynowo skutkowy i motywacje poszczególnych bohaterów. Dlaczego ktoś leci do danego kraju? Co ma tam zamiar znaleźć? Zdarzało mi się zaplątać w kolejności wydarzeń. Tak samo irytowała mnie ilość zbiegów okoliczności czy szczęśliwych ocaleń, gdy ktoś już miał umrzeć. Powinno być tego troszkę mniej.

Koniec końców Endgame: Wezwanie mnie po prostu zachwyciło, pochłonęło bez reszty. przeczytałem ją w trzy dni, a liczy 500 stron. Idealnie trafia w gust gracza, miłośnika filmów i fana japońszczyzny. KAPITALNA KSIĄŻKA! Już odliczam czas do drugiego tomu!

PS. Na stronach książki znajdziemy wskazówki do zagadki przygotowanej przez autora dla czytelników. Osoba, która pierwsza ją rozwiąże otrzyma klucz do skrytki Ceasars Palace, a w niej 500 000 dolarów!!! ($). Kwota niesamowita, ale to nie moja liga.

Dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non za egzemplarz do recenzji

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here