UDOSTĘPNIJ

 Od pierwszej informacji mówiącej, że Telltale Games bierze się za Grę o Tron jaram się strasznie tym tytułem. Pierwszy epizod pojawił się dość nagle, bez wielu zapowiedzi, reklam, zwiastunów. Na szczęście TT Games nie zapatrzyli się na Ubi czy EA, gdzie zwiastuny pompują balonik kilka miesięcy przed premierą. Balonik potem pęka i zaczyna się przepraszanie, rekompensaty (BF4, Unity) i tak dalej. Telltale spokojnie, swoim tempem przygotowali pierwszy odcinek, wrzucili zwiastun, a dwa tygodnie później możny było już pobrać epizod na swoją konsolę czy komputer. W rozwinięciu recenzja pierwszego epizodu Game of Thrones.

Zacznę od minusów. Największym, a w zasadzie jedynym bardzo poważnym, zarzutem jest tragiczna oprawa graficzna. To co sprawdziło się przy komiksowym The Walking Dead, Wolf Among Us czy Tales from Borderlands w Grze o Tron bardzo kuleje. Poprzednie gry były wzorowane na komiksach, czy w przypadku ostatniego tytułu na grze w oprawie cell shadingowej i to wizja Telltale pasowała do tego idealnie. Gra o Tron czerpie z serialu HBO i tworzenie komiksowo wyglądającej grafiki mija się z celem. Jest po prostu brzydko. Twarze znanych postaci również zawodzą. Tyrion, Margaery czy nawet Ramsay Snow ledwo przypominają siebie. Jedynie królowa Cersei ma taki sam wyraz twarzy (czyt. wrednej suki) jaki znamy z serialu. Historia Georga R.R. Martina postaciami stoi, a więc bohaterowie powinni być dopieszczeni do granic możliwości.

Na szczęście po jakimś czasie przestajemy zwracać uwagę na mankamenty graficzne. Wszystko dzięki zatrudnieniu aktorów z serialu! Gdy na scenę wkraczają Lena Headey (Cersei), Peter Dinklage (Tyrion) i Natalie Dormer (Margaery) oraz Iwan Rheon (Ramsay Snow) czujemy się częścią po prostu kolejnego odcinka. Ba! Jest nawet serialowa czołówka po prologu. Miodzio!

Historia jest oryginalną opowieścią przygotowaną przez scenarzystów Telltale Games. Śledzimy losy rodziny Forresterów zamieszkujących Ironrath na północy. Byli oni zawsze wierni Starkom, a Robba uważają za prawowitego króla Siedmiu Królestw. Wcielimy się (póki co, nie wiadomo jak będzie w kolejnych epizodach) w trójkę bohaterów. Będzie to giermek Lorda Forrestera Gared Tuttle, Ethan Forrester, syn Lorda Forrestera oraz córka Lorda Mira.

Akcja zaczyna się tam, gdzie zakończył się sezon trzeci, a rozpoczął czwarty, czyli podczas krwawych godów. Pierwsza sterowana przez nas postać to giermek Gared Tuttle, który towarzyszył Lordowi Forresterowi podczas wesela w bliźniaczych wieżach Waldera Freya (krwawe gody). Gdy żołnierze Freya zaczynają atakować zebranych na wokół wieź gości Gared za wszelką cenę chcę pomóc Lordowi. Po dramatycznych wydarzeniach i ucieczce Gared wraca do Ironrath po drodze wpadając na ludzi Lorda Boltona – nowego namiestnika północy, mianowanego przez króla Joffreya.

Później przeskoczymy w skórę Miry Forrester, która przebywa Królewskiej Przystani jako służka/pomocnica Margaery Tyrell. Dzięki temu wpadniemy na niezbyt miłą audiencję do królowej Cersei i ciągle dogryzającego siostrze Tyriona Lannistera.

Ostatnią dostępną postacią (w tym odcinku) jest Ethan Forrester, młodszy syn Lorda Forrestera, przyszły Lord Ironrath. Przez przygodę Gareda u Freyów do Ironrath przybywa Ramsay Snow, tak ten sam, który torturował Theon Greyjoya. Przed młodym przywódcą nie lada zadanie.

Każdy z wątków poruszonych w pierwszym epizodzie ma swoje nudniejsze i wiele ciekawsze momenty. W przypadku Gareda krwawe gody robią robotę. Mira, która tylko gada będąc u królowej zyskuje kilka punktów. Wisienką na torcie są dialogi Ethana z Ramsayem.

Po pierwszym epizodzie jest bardzo pozytywnie. Wybory wydają się mieć duże znaczenie na przyszłość. Oczywiście kanonu nikt z Forresterów nie zmieni, ale historia tego rodu jest satysfakcjonująca. Krótko mówiąc Forresterowie, których nie znamy z serialu i bardzo mgliście z książek dobrze wpisują się do historii Siedmiu Królestw. Jest zaskakująco, jest bardzo brutalnie, a to wszystko dobrze rokuje na przyszłość. Czekam niecierpliwie na kolejny epizodzik. Warto? WARTO!