UDOSTĘPNIJ

Miałem straszną awersję do tego serialu. Po widowiskowych kinówkach nie wyobrażałem sobie, że serial osadzony w MCU (Marvel Cinematic Universe) będzie miał jakiekolwiek szanse na zaistnienie. Nie oglądałem pilota, nie śledziłem zwiastunów. Po prostu olałem. Jednak pod koniec zeszłego roku dałem mu szansę. Wrażenia w rozwinięciu.

 

 

Serial zaczyna się kilka miesięcy po wydarzeniach z Avengers. Cały świat już wie, że nie jesteśmy sami we wszechświecie. Po ataku Chitauri na Nowy Jork ludzie wiedzą, że oprócz Iron Mana istnieją tacy indywidualiści jak Thor, Hulk czy Kapitan Ameryka. Po sukcesie projektu Avengers autorstwa Nicka Fury’ego S.H.I.E.L.D. tworzy oddział, który zajmie się wyszukiwaniem i werbowaniem osób obdarzonych nadludzkimi możliwościami. Projektem dowodzi Agent Coulson – tak, ten którego zabił Loki w Avengers. Coulson żyje i ma się dobrze, a tajemnica jego powrotu to główny wątek pierwszego sezonu.
Coulson zbiera dość ciekawą i zróżnicowaną ekipę. Grant Ward to bardzo sprawny fizycznie agent, potrafiący powalić kilku wrogów na raz. Jest dość narcystyczny, nie lubi, gdy ktoś mu pomaga. Weteranka Melinda May pracowała dawno temu w Fury’ym i Coulsonem, ale od paru lat nie chce brać udziału w akcjach w terenie. Duet Fitz i Simmons to dwójka przekomicznych młodych naukowców. Badają wszystkie anomalie, zmodyfikowanych ludzi, kosmiczne artefakty. Głównie dzięki ich pomysłom drużyna może poradzić sobie z wieloma zagrożeniami. Na koniec zostawiłem Sky. Prześliczna dziewczyna mieszkająca w vanie. Przy okazji Skye jest niesamowicie utalentowaną hakerką. Coulson werbuje ją do zespołu, ponieważ widzi wieli potencjał, a Skye przy okazji chce rozwikłać zagadkę swojej przeszłości.
Największym problemem Agentów TARCZY są niestety pierwsze odcinki. Po trzecim epizodzie chce się rzucić to w cholerę i zapomnieć. Jest dużo całkiem zabawnego humoru, ale formuła serialu proceduralnego jest totalną pomyłką. Trwa to do 9-10 odcinka. Wątek główny, czyli powrót Coulsona do tego momentu zabierał jedynie 5 minut w każdym z odcinków. Gdy Coulson zaczyna odkrywać prawdę serial zaczyna zmieniać swoje oblicze. Jest poważniej. Jest dramatyczniej. Jest po prostu ciekawiej, a wątek główny staje się osią serialu, a nie przebąkiwaniem w dialogach.
Druga połowa sezonu pierwszego idzie jeszcze o krok dalej. Scenarzyści nabrali odwagi i wplatają bardzo ciekawe wątki związane z całym Uniwersum Marvela. Również wątki z kinowych filmów  MCU zaczynają odgrywać tutaj rolę. W jednym z odcinków pojawia się Lady Sif z Asgardu, którą znamy z obu części Thora. Największy jednak wpływ na fabułę ma tutaj historia z Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz. Po ujawnieniu się Hydry w szeregach S.H.I.E.L.D. wszystko wywraca się do góry nogami. Serial od tego momentu rozwija się niesamowicie. Ostatnie kilka odcinków pierwszego sezonu ogląda się z zapartym tchem. Zwroty akcji wreszcie robią duże wrażenie, a bohaterowie są dużo bardziej wyraziści.
Podsumowując Marvel Agents of S.H.I.E.L.D. zaczyna się bardzo słabo i nudno. Serial będący proceduralem nie ma miejsca w Filmowym Uniwersum Marvela. Zachęcam jednak by dać mu szansę, ponieważ druga połowa sezonu pierwszego zapomina o jego początkach i serwuje nam ciągłą fabułę z odważnymi decyzjami scenarzystów. Zwroty akcji zaskakują i sprawiają, że chce się więcej. POLECAM!
 
PS. W dwóch odcinkach pojawia się sam Samuel L. Jackson jako oczywiście Nick Fury!