UDOSTĘPNIJ

Dragon Age Początek można spokojnie zaliczyć do najlepszych gier poprzedniej generacji. Było to doświadczenie najbliższe wspomnieniom po Baldur’s Gate. Dragon Age II poszło w najgorszą możliwą stronę. Ktoś wpadł na „genialny” pomysł zmienić zabawę w grę akcji z drzewkiem umiejętności do rozwijania. Dodatkowo tragicznie wyglądający świat z bezczelnie kopiowanymi lokacjami. Dragon Age Inkwizycja miało nam zrewanżować tą wpadkę i zapewnić wiele dodatkowych wrażeń. Poświęciłem na ogranie tytułu prawie 70 godzin i oto moja recenzja. Zapraszam.

Główny bohater, którego sobie stworzymy i nazwiemy jak chcemy uchodzi z życiem na atak świątyni osoby zwanej Boską. Przy tym zupełnym przypadkiem zdobył moc zamykania szczelin do Pustki, skąd jak pamiętamy z poprzednich odsłon przybywają wszelkiego rodzaju potwory. Przez fabularne zawiłości w pierwszych godzinach gry bohater staje na czele Inkwizycji, która ma przywrócić do Thedas ład i porządek.
Celowo skróciłem akapit, ponieważ BioWare wykonało tutaj kawał dobrej roboty. Jasne, cel jest banalny – uratować świat przed „tymi złymi”, jednak sposób prowadzenia i rozwijania historii zasługuje na brawa.Inkwizytor (czyli nasza postać) nie da rady zrobić nic w pojedynkę. Dostajemy twierdzę na szczycie góry o wdzięcznej nazwie – Podniebna Twierdza (Skyhold) i tam budujemy własną potęgę. Werbujemy całe armie, przekonujemy do współpracy Magów, Templariuszy, Szarych Strażników czy zwykłych chłopów. Ponadto twierdza wraz z naszymi postępami cały czas się rozbudowuje i zaludnia. Jest to swego rodzaju hub, w którym planujemy kolejne działania oraz zacieśniamy więzi z towarzyszami.Będąc przy Podniebnej Twierdzy należy wspomnieć o stole narad. W każdym momencie można zwołać naradę wojenną, a akcja przeniesie się na taktyczna mapę Thedas. Wszystkie dostępne lokacjei związane z nimi aktywności widoczne są na mapie z pionkami. Oprócz zadań głównych podświetlonych bardziej niż inne można rozpocząć tutaj wiele aktywności dodatkowych. Nowe możliwości pojawiają się na mapie wraz z postępami w grze, ale wiele z nich zobaczymy dopiero po spełnieniu bardzo różnych warunków w trakcie misji. Na przykład znalazłem gdzieś zwój mówiący o ukrytych złożach drogich metali w na południu Fereldenu. Wracając do twierdzy na stole zastałem możliwość wysłania ekipy poszukiwawczej w tamte rejony. Po kilku godzinach, prawdziwych, zegarowych godzinach (czas upływa nawet, gdy konsola jest wyłączona) odblokowała się nowa lokacja i mogłem zabrać tam drużynę i zdobyć surowce. A to tylko jedna z wielu, naprawdę wielu ciekawostek.

Wywołałem drużynę, więc teraz parę słów o towarzyszach. Inkwizytor wyruszając w drogę może zabrać ze sobą trójkę towarzyszy, z dostępnej dziewiątki. Dostępna jest trójka magów, trójka wojowników i trójka łotrzyków. Wiadomo, że w drużynie najlepiej mieć zróżnicowany skład i wybierać postaci innych klas niż sterowany bohater. Jako, że sam grałem łotrzykiem to w teamie miałem dwóch magów z różnymi żywiołami i wojownika. Jednak warto żonglować składem, gdyż wszyscy levelują w tym samym tempie, a odpowiednie prowadzenie rozwoju lub postawienie na automatyczne rozdanie punktów umiejętności sprawia, że każdy z towarzyszy przyda się w innych okolicznościach.
Do tego dochodzi także interakcja pomiędzy postaciami. Cały czas ze sobą rozmawiają, na różne tematy. Komentują ostatnie wydarzenia, zadają sobie trudne pytania, żartują, flirtują lub się kłócą. Z tak rozwiniętą interakcją pomiędzy postaciami nie widziałem jeszcze żadnej gry. Warto mieszać w składzie choćby dla samych rozmów.

Lokacje w grze są ogromne, wręcz gigantyczne. Na dobre gra rozpoczyna się w lokacji Zaziemie, gdzie szybko okazuje się, że można w niej spędzić spokojnie 8-10 godzin i nie wykonać wszystkich dostępnych zadań! BioWar odrobiło lekcje i wreszcie odwiedzane miejscówki kompletnie się od siebie różnią. Nawet w tej samej lokacji zróżnicowanie terenu jest bardzo duże. Idziemy spokojnie przez las, za moment wyrastają wielkie góry, które trzeba jakoś przebyć. Robi to ogromne wrażenie.

Czas przejść do zadań. Wiadomo, najbardziej dopracowane są misje główne. Tych nie ma zbyt dużo i teoretycznie możemy przystępować do kiedy chcemy. W praktyce wygląda to tak, że do odpalanie misji fabularnej potrzebujemy odpowiednio rozwiniętej postaci oraz sporej ilości punktów władzy. Punkty zdobywamy, a jakże, wykonując zadania poboczne. Tych są setki, dosłownie! Nie każdy jednak zasadzi się na tyle, aby je wykonać. Zdecydowana większość to niestety charakterystyczne dla MMO zbieractwo roślin i metali, odkrywanie punktów na mapach, zbieranie odłamków pustki i tym podobnych. Bywa to nużące i wydaje czasem wydaje się bezowocne. Ja natomiast mam te dziwne poczucie obowiązku zaliczenia zadania jeśli tylko pojawi się na mapce.
Wśród zalewu zbieractwa i odkrywania pojawiają się też perełki. Fantastycznym pomysłem są astraria znajdujące się w każdej dużej lokacji. Jest i z reguły po trzy na mapę. Oglądamy przez nie niebo i naszym zadaniem jest stworzyć za pomocą niepowtarzalnych linii odtworzyć gwiazdozbiór widoczny w dolnym roku ekranu. Są to świetne logiczne zadania. Stworzenie wszystkich gwiazdozbiorów na danej mapie odblokuje ukrytą jaskinię z cennymi przedmiotami i rzadkimi surowcami. Są też zadania polegające na badaniu starożytnych ruin, zamykanie szczelin do Pustki, śledztwa. Nie sposób się nudzić, nawet zupełnie ignorując zbieractwo.

Gigantycznym questem pobocznym jest polowanie na smoki. W końcu to Dragon Age, nie? Opcjonalnych, spokojnie sobie żyjących smoków jest dziesięć. Wyglądają obłędnie. Są wielkie, bardzo silne i każdy z nich posiada unikalne zdolności. Jeden jest odporny na lód, drugi atakuje błyskawicami, jeszcze inny ma bardzo mocny pancerz. Stanowią wielkie wyzwanie nawet po zakończeniu gry, gdy nasza postać to prawdziwy wymiatacz. Raz jeszcze podkreślam: smoki w Dragon Age Inkwizycja są NIESAMOWITE!

Rozwój postaci jest mocno uproszczony. Wzorem ostatniego Mass Effect statystyki postaci rosną same, a do nas należy jedynie przypisanie umiejętności poszczególnym postaciom. Słabo, ale przy ogromie rzeczy do zrobienia jakoś mocno mi to nie przeszkadzało. Spędziłem nawet sporo na odpowiednim zróżnicowaniu postaci. Mamy trzech magów, więc każdy wymaksował drzewko jednego z żywiołów plus unikalne dla każdego (świetny pomysł) drzewko specjalizacji.

Tragiczny jest za to ekran ekwipunku. Wszystko zostało podane w postaci listy przedmiotów i jest niesamowicie nieczytelne. Przez pierwsze parę godzin wyposażając postaci byłem zagubiony jak dziecko we mgle. Koszmar. Na przykład po przenosiłem przedmioty niepotrzebne do kategorii kosztowności i dzięki temu u kupca jednym kliknięciem pozbywałem się całego nieużywanego śmietniska. Problem w tym, że niektóre ważne znaleziska również wpadają do kosztowności i w ten sposób sprzedałem krasnoludzkie figurki potrzebne do zadania i, co ważniejsze, zebrane po pokonanych przeciwnikach pozostałości (oznaczone specjalnym kolorem krew, tkanki, przedmioty itp.), które należy oddać naukowcom w twierdzy. Po zebraniu i oddaniu jakiejś ilości rzeczy należących do jednego rodzaju przeciwników otrzymujemy po pierwsze sporo doświadczenia, a po drugie bonusy w walce z tymi wrogami. Sprawdzajcie co sprzedajecie!

System walki odszedł od typowej naparzanki z DAII na rzecz bardziej taktycznego podejścia. Zwykłe ataki wykonujemy trzymając spust pada, natomiast pod przyciski geometryczne przypisane są poszczególne czynności aktywowane, czyli specjalne ataki, ocucanie powalonych towarzyszy, rozstawianie pułapek i tak dalej. Wciśnięcie lewego spustu daje możliwość przypisania kolejnych czterech umiejętności co łącznie daje osiem i spokojnie wystarcza. Sterować możemy każdą z postaci, a sterowanym przez SI możemy ustawić proste schematy zachowania. Pod jednym z przycisków znajduje się aktywna pauza, gdzie możemy bardzo taktycznie zaplanować ruchy wszystkich postaci i w ten sposób prowadzić potyczkę. Daje to sporo możliwości i wykonane jest całkiem znośnie, ale nie przekonało mnie do końca. Na początku starałem się korzystać z aktywnej pauzy, ale ostatecznie przestawiłem się na normalne sterowanie.

Ważnym elementem jest crafting. W twierdzy oraz w niektórych obozach polowych możemy tworzyć broń i zbroję. To stworzenia przedmiotu potrzebujemy naturalnie surowców, więc i tutaj kłania się zbieractwo. Ja, z racji tego, że wypełniałem zadania poboczne nie miałem problemu z zebraniem unikalnych surowców, ale osoby ignorujące te zadania będą musiały polegać na znalezionych broniach i ubraniach. A szkoda, ponieważ crafting pozwala stworzyć dużo lepszy sprzęt niż ten, który możemy zdobyć w terenie. Broń, z którą skończyłem grę była o około 30% lepsza niż najmocniejszy oręż zdobyty podczas przygody.
Prawie każdą broń możemy za to modyfikować. W niektórych jest to trzonek, w innych uchwyt. W te miejsca można umieścić znalezione lub zrobione przez siebie elementy dodające różne perki. Na koniec warto zainwestować w wszelkiego rodzaju runy i dołączyć do broni. Runy są różnej mocy i różnego rodzaju. A to premiują walkę z demonami, a to zadają więcej obrażeń smokom, a to w każdym ataku aplikują obrażenia od żywiołów. Przydają się.

Grałem na PS3, więc grafika nie może równać się z tą z nowszych konsol, ale i tak gra wygląda bardzo ładnie. Postaci są bardzo szczegółowe, tereny bardzo kolorowe i dystans rysowania obiektów więcej niż zadowalający.
Fenomenalnie wypada muzyka. Bardzo klimatyczna, miejscami wręcz epicka. Idealnie pasuje do klimatu, a w ważniejszych momentach nawet go podkręca. Wszystkie dialogi bez wyjątku zostały udźwiękowione, a gra spolszczona kinowo (napisy). Jedyny minus to mikroskopijna czcionka. Nie wiem na jakich ekranach EA testuje gry, ale na 49 calach trzeba było mocno wytężać wzrok.Uff, długa recenzja. Długa, ale w pełni zasłużona. Dragon Age Inkwizycja nie tylko zaciera niesmak po poprzedniczce, a nawet podnosi jeszcze wyżej poprzeczkę w kategorii RPG. Spodziewałem się, że BioWare się powoli kończy, że studio uległo niezbyt przyjaznej graczom polityce EA. Byłem jednak w błędzie. Inkwizycja oferuje zgrabnie napisaną historię, wielu arcyciekawych bohaterów, setki zadań pobocznych i dziesiątki godzin zabawy. Jestem zachwycony!