UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



Kolejny rok – kolejny asasyn. Wolałbym, żeby Ubisoft robił większe przerwy pomiędzy kolejnymi odsłonami gry, nie mam natomiast zastrzeżeń przed wydawaniem kolejnych książek osadzonych w uniwersum. Pierwsze trzy książki dotyczące Ezio Auditore były bardzo przeciętne. Później pojawiła się niezła historia Altaira. Przy piątym podejściu, czyli AC Porzuceni Oliver Bowden rozwinął skrzydła, Czarna Bandera także była bardzo dobra. Tym razem autor trochę poeksperymentował i najnowsza książka zatytułowana Assassin’s Creed Pojednanie w pewnym stopniu różni się od poprzedniczek. W rozwinięciu recenzja.

 

Assassin’s Creed Pojednanie przedstawia nam wydarzenia z Assassin’s Creed Unity z innej perspektywy. Główną bohaterką jest tutaj Elise De La Serre. Elise jest ukochaną głównego bohatera gry – Arno Doriana. Dwójka wychowała się razem, ponieważ po śmierci ojca Arno został przygarnięty przez Wielkiego Mistrza Templariuszy i zarazem ojca Elise. Chłopak nie wiedział o swoim dziedzictwie, jak również nie wiedział, że jego przyjaciółka ma w przyszłości zastąpić ojca na czele Zakonu.

W tym momencie drogi Elise i Arno rozchodzą się na kawał czasu. Książka w większości skupia się na dziewczynie. I tutaj mamy nowość. Bowden przekazał nam opowieść w formie dziennika Elise. Taki zabieg pozwolił mu zniwelować problem kilkuletnich przeskoków w czasie, z seria jest znana. Wystarczyło umieścić kolejną datę wpisu 3 lata później i sprawa załatwiona. Bohaterka niekiedy wspomina, że nie uzupełniła pamiętnika, bo zajęta była tym, czy tamtym. Jest to na pewno świeższe podejście do opowiadania historii.

Jak prezentuje się główna bohaterka? Arno wyszedł Ubisoftowi nie najlepiej. Miałki, ponury, nie pozwalający się na zżycie z nim. Myślę, że w założeniach miał przypominać Ezio, ale nie wyszło to kompletnie. Elise natomiast to powiew świeżości. Dziewczyna, która ma zostać za jakiś czas Wielką Mistrzynią Templariuszy nie zachowuje się jak dziedziczka tak ważnego tytułu. Sprawia bardzo dużo problemów, podejmuje zbyt pochopne decyzje i nierzadko ktoś trzeci musi ratować ją z opresji. Nie jest mistrzynią walki jak znani nam poprzednicy. Elise ćwiczy samoobronę lecz w starciu z wielkimi facetami nie ma szans.
I to mi się tutaj podobało. Autor pokazuje, że nie każdy w Zakonie lub Bractwu musi mistrzowsko władać bronią, skakać po budynkach i wdrapywać się na wieżę Eiffela. Jest to zwykła dziewczyna z niezwykłym zadaniem do wykonania. Do tego dochodzi jej naiwność i ślepa wiara w niektórych ludzi. Wraz z wiekiem Elise jest co raz mądrzejsza, uczy się przewidywać zachowania innych i stara się mniej pochopnie podejmować trudne decyzje.

Sama intryga AC Pojednanie wydaje się o wiele ciekawsza niż główna oś fabularna Unity. Elise prowadzi śledztwo na temat swojej rodziny. Szuka zdrajców, dokopuje się do spisków i tak dalej. Być może skala wydarzeń jest sporo mniejsza, niż poprzednio, jednak całość zyskuje na bardziej kameralnej historii. Oczywiście wątek nadprzyrodzony w końcu się pojawia, niejako z musu, bo wydaje mi się, że bez Fragmentów Edenu mogłoby być jeszcze ciekawiej.

Oczywiście oś czasu co jakiś czas krzyżuje się z wydarzeniami gry. Misje, w których Arno miał u boku Elise poznajemy z perspektywy dziewczyny. Dialogi poza kosmetycznymi zmianami powtarzają się w większości scen wspólnych dla gry i książki. Grając w Unity Elise wydała się bardziej bucowata niż przedstawił ją Bowden. Jasne miała swoje humory, ale ta wiecznie fochowata mina trochę się nie zgrywa z tekstem. Albo tylko odniosłem takie wrażenie.

Podobnie jak w przypadku AC Porzuceni autor wpada w zastawioną przez siebie pułapkę pod koniec książki. Nie mogę zdradzać szczegółów, ale wydarzenia kompletnie burzą jego narrację i pomysł. Raziło podczas przygody Haythama, razi również podczas przygody Elise.

Ogólnie jestem bardzo zadowolony z Assassin’s Creed Pojednanie. Książka Olivera Bowdena jest bardzo dobrym uzupełnieniem AC Unity, które możliwe, że po jakimś n-tym patchu będzie sprawiało przyjemność każdemu.
Osobiście liczę, że Bowden wkrótce zaszaleje i napisze książkę nie związaną z kolejną odsłoną (AC Victory), a wymyśli nowego asasyna, w nowym miejscu, w nowym czasie. Uniwersum zna już na tyle, że powinien sobie poradzić.

Warto? Warto!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here