UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



W ostatnim czasie przeżywam mały powrót do przeszłości. Michael Jordan (recenzja tej niesamowitej książki tutaj) zmienił moje podejście do nauki i do sportu, gdy miałem te kilka lat. Miesiąc po odłożeniu książki na półkę na swojej konsoli odpaliłem grę równie mocno napakowaną wspomnieniami. Resident Evil zmienił podejście do gier nie tylko moje, ale również reszty świata. Pokazał, że nie są to tylko elektroniczne zabawki dla dzieci. Potrafią również wciągnąć i przerazić każdego bez względu na wiek. Za sprawą Resident Evil HD Remaster mogłem powrócić do legendarnej ‚rezydencji zła‚ i jak tylko pojawiła się sposobność to od razu złapałem za pad.

Resident Evil HD Remaster to tak naprawdę odświeżona wersja remake’u słynnej gry wydanej w 2002 roku na Gamecube. Kostki nigdy nie miałem, więc jest to dla mnie pierwszy kontakt ze stworzoną od podstaw rezydencją. Dużych nowości raczej nie uświadczymy. Podniesiono rozdzielczość, dodano format 16:9 oraz usprawniono lekko sterowanie, dzięki czemu możemy swobodnie przechylać lewą gałkę bez męczącego odkręcania krzyżakiem. To praktycznie tyle. Aa można jeszcze wybrać stroje wygląd Jill i Chrisa z nowszych odsłon, ale to pierdółka.
Krótki przypomnienie czym jest Resident Evil. Wcielamy się w jedną z dwójki postaci, członków oddziału S.T.A.R.S. przybywających do tajemniczej posiadłości znajdującej się w lesie w okolicach Racoon City. Na miejscu ekipa natrafia na zombie oraz łapie trop wielkiej korporacji Umbrella tworzącej broń biologiczną. Do wyboru mamy Jill Valantine i Chris Redfield. Przechodząc grę jedną z tych postaci (polecam zacząć od Jill) druga ma lekko zmieniony scenariusz, więc warto zagrać co najmniej dwa razy, a ta dwójka ma jeszcze różne zakończenia w zależności od tego co zrobiliśmy, a czego nie w ciągu gry.
Nie będę recenzował tutaj klasyka, bo swego czasu gra była wybitna. Nie wyobrażam sobie punktować wszystkie archaizmy niepojęte dla współczesnego gracza. Nie zapominajmy, że wkrótce minie 20 lat od premiery. Resident Evil grą wybitną był i kropka! Zwrócę za to uwagę na różnice pomiędzy grami dzisiaj i „tymi, które były kiedyś”. Różnice sprawiające, że ukończoną 15 lat temu grę pamiętam lepiej niż skończonego rok temu blockbustera.
1. STEROWANIE
W tej wersji jest ono usprawnione, mamy wybór między klasycznym ustawieniem, a nowszym. Nowsze to ruch lewą gałką, w miarę swobodny, aczkolwiek trzeba pamiętać, że postać porusza się praktycznie w 8 kierunkach. To nie jest parafrazując EA total control 360 (ech, te nowatorskie systemy elektroników). Dość wygodne i każdy sobie poradzi. Polecam jednak przełączyć się na trochę na wersję oryginalną sterowania. Gałka, bądź lepiej krzyżak na padzie obracają postać wokół własnej osi. Strzałka w górę porusza postać w stronę, w którą jest ustawiona/obrócona. Spróbujcie wtedy uciec przed Yawnem (taki WIELKI wężyk), albo chociaż przed psami w ogrodzie. Ciśnienie podnosi się bardzo mocno, ale za to satysfakcje o wiele większa.
2. ZAPISYWANIE POSTĘPÓW W GRZE
Zapis gry/ save to rzecz prosta i banalna. Teraz. W czasach Resident Evil był to jeden z aspektów survival horroru. Świeży w temacie nie mają pojęcia o co chodzi. Już tłumaczę. Naturalnie nie było czegoś takiego jak checkpoint czy autozapis. Grę zapisywaliśmy ręcznie, ale nie kiedy nam się chciało. Żeby zapisać grę trzeba było się natrudzić, a nierzadko mocno zaryzykować. W grze znajdujemy tusz do maszyny do pisania (Ink Ribbon), grając w to wiele lat temu z kolegami mówiliśmy po prostu wstążka (pewnie nikt nie wiedział co oznacza Ink ;]). W jednym miejscu znajdujemy maksymalnie 3 sztuki pozwalające na trzy zapisy gier. Ale jeśli mamy tusz do maszyny do pisania to musimy też mieć maszynę, nie? W całej grze spotykamy łącznie może z 10 miejsc z maszyną do pisania. I nie, nie są rozstawione tylko przed bossami. Może ze dwa razy się zdarzy, ale nie więcej. Dotarcie do maszyny po wykonaniu kilku zadań, czy po oczyszczeniu korytarzy dotarcie do pokoju z maszyną często stanowi nie lada wyzwanie. Bo czy nie lepiej zachować wstążkę na później i pociągnąć jeszcze kilka zagadek? A może trafi się boss i dostane bęcki, a potem będę powtarzał kilkadziesiąt minut gry? Decyzja należy do gracza. Wydawało mi się, że zapisywałem grę rzadko, a i tak okazało się, że miałem bardzo długi moment bez możliwości zapisu. Grając drugi raz inną postacią pierwszy zapis w razie czego zrobiłem dopiero po godzinie gry. Oszczędność.
3. ZAGADKI
Resident Evil wbrew pozorom bardzo mocno przypomina grę przygodową. Walka z zombie wielokrotnie podczas zabawy jest opcjonalna. Naszym głównym zadaniem było rozwiązywanie zagadek rozsianych po całej posiadłości. Nie są one banalne jak przynieś klucz, ale też nie tak bardzo trudne. Jeśli 15 lat temu poradziłem sobie bez poradników to chyba da radę (Remaster HD, a raczej RE Remake z GC dodał względem oryginału pewne lokacje z prostymi zagadkami, w całość wpisują się świetnie). Aby znaleźć rozwiązania potrzebna jest dokładna obserwacja otoczenia, czytanie znalezionych notek i wyciąganie z nich potrzebnych informacji. Pewne zagadki są też czysto opcjonalne. Na przykład żeby pominąć walkę z jednym z bossów należy przygotować pewien środek chemiczny. Przeczesując lokacje bez trudu znajdziemy potrzebne do tego instrukcje. Potem trzeba znaleźć miejsce, gdzie taką miksturę można przygotować, a potem gdzie i jak jej użyć. Osoba nastawiona na szybką grę będzie zmuszona do ciężkiej walki. Co kto lubi.
Swego rodzaju minigrą jest też zarządzanie ekwipunkiem. Jill ma 8 miejsc na przedmioty, a Chris tylko 6. Pozostałe przedmioty można przechowywać w skrzyniach znajdujących się w pokojach zapisu. Wrzucony przedmiot do jednej skrzyni znajduje się też w każdej innej napotkanej. Mając 8 miejsc jest trudno, bo sam pistolet i magazynki to już dwa miejsca. Przyda się coś do leczenia, no i oczywiście przedmioty do zagadek (korby, klucze, kamienie, medaliony i tak dalej). A gdzie shotgun, magnum, miotacz ognia? Coś za coś.
4. WALKA
Punkt wyżej napisałem, że walka często jest bardzo opcjonalna. Sam zabijałem tylko zgnilaki w ciasnych, często uczęszczanych korytarzach. Nawet nie walczyłem z większością bossów. Zabiłem tylko trzech, w tym ostatniego. To gra polegająca na przetrwaniu, a nie na rzezi wśród przemienionych. Zombie jest elementem układanki, a nie mięsem armatnim.
5. PREZENTACJA
Prezentacja również jest bardzo niestandardowa. Postaci i pomieszczenia widzimy z kamery zawieszonej w różnych miejscach. Coś a’la kolorowy monitoring rezydencji. Bywa to mocno irytujące, zasłania widok, nie ma możliwości sprawdzić co jest za zakrętem. Ale jest też kolejnym elementem survivalu. To jeden z czynników przez, które naprawdę boimy się grać. Bo jak wyskoczy hunter i zabije mnie jednym ciosem? Albo pies, którego nie mogłem nigdy trafić zwykłym pistoletem? Cykor i niepewność towarzyszą nam przez całą grę. Szybko uczymy się polegać też na słuchu. Wchodząc do pomieszczenia nasłuchujemy. Są stęki, mruczenie, szuranie i mlaskanie? Coś tutaj jest…
Jest to 5 punktów, które Resident Evil zostawił w mojej głowie dawno temu. Zarówno jedynkę, jak później dwójkę i trójkę przechodziłem po kilkanaście nawet razy. Zaraz po zakończeniu HD Remastera złapałem PS Vita i ściągnąłem RE2 i RE3 Nemesis w wersji z PSX. Wspaniała gra i wspaniała seria. A potem niestety pojawiły się RE5 i RE6 🙁 Oby RE HD sprzedało się dobrze, bo tylko wtedy Capcom przy siódmej odsłonie weźmie pod uwagę to czego chcą gracze, a nie to czego pragnie ich korporacyjny wskaźnik.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here