UDOSTĘPNIJ

Zakładam (pewnie słusznie), że marzeniem wielu nastolatków jest mieć „pod swoją opieką” kilka ponętnych, młodych dziewczyn. Z tego również założenia wyszli twórcy Criminal Girls. Invite Only i zaserwowali nam jRPG, przy którym ciężko jest przejść obojętnie. Nie przedłużając zapraszam do zapoznania się z recenzją.

 

Główny bohater gry to facet, a może raczej chłopak. Dziwnie wystylizowany hipster, czy inne cholerstwo. Koleś ten, o imieniu jakie mu nadamy, trafia do piekła. Tak po prostu. Nie umarł, po prostu został ściągnięty do piekła.

Tam dowiaduje się, że został wyznaczony na stanowisko nauczyciela. Nauczać ma paczkę młodych dziewcząt, które przedwcześnie opuściły nasz świat. Okazuje się, że dziewczyny miały w sobie mrok i w przyszłości popełniłyby straszne zbrodnie. Dlatego profilaktycznie umieszczono je w piekle i zamknięto w celach. Nasz bohater musi podjąć się arcytrudnego zadania resocjalizacji przyszłych kryminalistek.

 

Początek gry pokazuje spory potencjał fabuły. Jest mocno „po japońsku” (czyt. dziwnie), a przy tym śmiesznie i bardzo luźno. Mogła z tego wyjść całkiem dobra komedia z domieszką ecchi (lekkiej japońskiej erotyki w mangach i anime). Niestety nie udało się. Podróż przez poszczególne piętra piekła prezentuje szczątkową fabułę i skupia się bardziej na małych problemach niż na głównym wątku fabularnym. Przez małe problemy rozumiem przeszkody z jakimi w danym momencie muszą zmierzyć się dziewczyny. Jest to szukanie klucza do drzwi czy zmaganie się z iluzjami podopiecznych. Są również wydarzenia – perełki. Przykładowo na jednym z pięter pojawia się niewidzialny obmacywacz, który napastuje z zaskoczenia nasze dziewczyny. Trzeba gości a zlokalizować i naturalnie pomóc dziewczynom, cytując klasyka, w „spuszczeniu mu wpie… łomotu”.
Crimina Girls to typowy dungeon crawler, czy lochopełzacz jak lubię to nazywać. Świat gry składa się z oddzielnych, mocno różniących się od siebie lokacji (nazywane tutaj blokami ze względu na to, że to piekielne więzienie). Każda z nich ma swój unikalny charakter,  co zmienia lekko sposób rozgrywki.  Blok 3. to przykładowo oblodzona lokacja Frost, z wrogami wrażliwymi na inny „element” niż na przykład brzydale zamieszkujący Inferno (podpowiedź: nie, zaskakująco nie są wrażliwi na ogień). Trzeba do tego dojść lub znaleźć wskazówkę, gdzieś na mapie.
Poszczególne lokacje składają się z kilku pięter. Im dalej tym ich więcej i są bardziej skomplikowane. Opuszczenie piętra nie sprowadza się do znalezienia drogi i schodów na górę. Wszędzie czekają nas zagadki uprzykrzające życie. Na jednym z pięter mamy mnóstwo przełączników, a tylko jeden otwiera przejście. Naciśnięcie niewłaściwego skutkuje atakiem silnego wroga. Niby jest to sposób na grind, ale po zużyciu leczących czarów i mikstur robi się bardzo nieciekawie. Gdzie indziej część naszej bardzo oryginalnej drużyny rozpada się i trzeba przez jakiś czas radzić sobie z narzuconymi przez system zawodniczkami. A jeszcze innym razem kilka dziewcząt traci na jakiś czas wszystkie zdobyte poziomy i umiejętności (wraca na lvl 1). Dzięki takim zabiegom nie sposób się nudzić. Zawsze znajdzie się coś co przyciągnie nas przed ekranik.
Walka, czyli najważniejszy element dungeon crawlera z pozoru jest bardzo klasyczna. Cztery awatary wojowniczek okupują cztery rogi ekranu. Na środku przeciwnik, bądź przeciwnicy. Napisałem z pozoru, ponieważ zdecydowane większość jRPG posiada menu wyboru akcji. Standardowo atak, magia, umiejętność, przedmiot w różnych wariacjach. W Criminal Girls nasz wybór został ograniczony do wyboru jednej z czterech aktualnie dostępnych opcji. Jak widać na załączonym screenie. Jedna z dziewczyn może użyć umiejętności, dwie oferują aktualnie skille zwiększające nasze parametry, bądź osłabiające przeciwników. Ostatnia opcja to zwykły atak. NIE możemy w tym momencie zmieniać akcji. Gra sama proponuję, co zrobić może każda z dziewczyn. Rozwiązanie co najmniej dziwne i ograniczające naszą inwencję. Po przejściu gry stwierdzam jednak, że wcale mi to nie przeszkadzało. Uważam nawet, że to bardzo ciekawe rozwiązanie, do którego trzeba dostosować taktykę. Problemem są tylko opisy akcji. Jak widać wyżej Attack wiadomo co oznacza, ale już Skill z podpisem Jeez, hush up, you! nie mówi nam nic. Tym bardziej, że podczas gry odblokujemy dla jednej postaci co najmniej 7-8 skilli. Trzeba się tego uczyć na pamięć.
Wraz z rozwojem podopiecznych mamy dostęp do różnorodnych ataków i perków. W ważnych momentach fabuły otrzymujemy kolejne cztery umiejętności do rozwoju. Co ważne każda z kilku dostępnych dziewczyn ma własne drzewko rozwoju i chyba oprócz zaklęć leczących nic się nie powtarza. Daje to kolejny element taktyczny. Ponieważ przed każdą turą możemy wymienić jedną z dziewczyn na jedną z posiadanych w obwodzie. Jeśli przeciwnik (skazaniec) wrażliwy jest na ogień to do czwórki wstawiamy osobę używającą ataków lodem. Wszystko wychodzi bardzo naturalnie i pozorne ograniczenie kreatywności gracza odchodzi w niepamięć.
Czas na najbardziej kontrowersyjny element gry. Chodzi o levelownie, czy inaczej zdobywanie umiejętności, buffów, perków. Ogólnie rozwijanie postaci. Dziewczyny zdobywają standardowe EXP, które automatycznie awansuje ja na nowy poziom i zwiększa statystyki. Jednak aby zdobyć nowe umiejętności, perki, buffy potrzebujemy CM Points, będących jednocześnie walutą jak i „surowcem” do rozwoju. CM inkasujemy razem z EXP po walkach, a potem przeznaczamy na rozwój każdej z dziewczyn. Robimy to za pomocą minigry pozwalającej odblokować nowe skille. Nasze zadanie to wyeliminowanie pokus, na które podatne są dziewczyny. Sprowadza się do tego, że na ekranie widzimy roznegliżowaną podopieczną w wyzywającej pozie, a my za pomocą przedniego i tylnego panelu dotykowego musimy niszczyć pojawiające się ikonki pokusy, jakkolwiek to nie brzmi. Prosta zabawa, chociaż zdarza się, że jednym palcem zasłaniamy sobie inną ikonkę, co może skutkować słabszą oceną na koniec.
Co w tym kontrowersyjnego? Jak widzicie wyżej nie są to zbyt grzeczne pozy, a niektóre z dziewczyn wyglądają na bardzo młode. Może to sprawiać wrażenie, że oglądamy dziewczynki, a nie dziewczyny. W Japonii jest to norma w mangach i anime, ale dla przeciętnego Europejczyka może być to spora przesada. Nie jest to ostra erotyka, a jedynie arty w wyeksponowanymi kształtami. Widać, że wersja w zrozumiałym dla nas języku została ocenzurowana, ponieważ niektóre miejsca zakrywają jakieś dziwne lisie ogony, czy inne elementy pokryte sierścią. Czy jest to gorszące? Dla mnie, fana mangi i anime w ogóle. Dla kogoś kto nie miał styczności z taką japońszczyzną, pewnie tak. Warto mieć to na uwadze sięgając po grę.
Bardzo podoba mi się prezentacja. Widok z góry na korytarze i mini wersje naszych podopiecznych to strzał w dziesiątkę. Jest bardzo kolorowo, postaci są specjalnie lekko rozpikselowne, ale spokojnie można je rozróżnić.
Zdecydowany plusik za japoński dubbing. W ogóle nie ma możliwości wybrania angielskich głosów, co moim zdaniem jest świetną decyzją NIS America. Dzięki temu więcej osób zda sobie sprawę, że japońskie głosy w japońskiej grze to najlepszy możliwy wybór.
Ależ mam dylemat z Criminal Girls. Invite Only Zmarnowano potencjał na świetną fabułę. Zbyt mało tutaj humoru, a aż się prosi o wrzucanie różnego rodzaju sucharów co krok. Nie ma nawet mangowej mimiki obrazującej uczucia postaci. Bardzo tego brakuje.
Z drugiej jednak strony dostajemy kawał porządnego dungeon crawlera, który wystarczy na co najmniej 20 godzin zabawy. Jest zaskakująco wciągający system walki oraz uzależniające grindowanie. Mało, która gra sprawia, że zwykły grind może być przyjemny, a zaimplementowane tutaj umiejętności do odblokowania motywują do częstego tłuczenia potworków. Gdy pojawiło się Criminal Girls odstawiłem gry dostępne w lutowym plusie na wszystkich platformach, a wróciłem do nich dopiero po ukończeniu gry. To chyba dobra rekomendacja.
Egzemplarz do recenzji dostarczył wydawca