UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



Nadrabiania zaległości ciąg dalszy. Po The Order 1886 zabrałem się za pominiętego na poprzedniej generacji Far Cry 4. Zeszło mi trochę, bo moje zboczenie działa tak, że gdy dorwę się do sandboxa to nie odpuszczam dopóki na liczniku nie pojawi się 100% zaliczenia gry. Czekałem dość mocno na ten tytuł chociaż bałem się, jak wypadnie główny antagonista. Jak wyszło? O tym w recenzji.


Zacznijmy od Pagan Mina. Otwierająca grę scena pozwala nam poznać postać tego złego. Pagan Min jest samozwańczym królem Kyratu – fikcyjnego państwa leżącego gdzieś u stóp Himalajów. Mieszkańcy mają dość terroru jaki sieje dyktator i szukają sposobu na jego obalenie. To tak w skrócie.

Nie da się nie odnieść wrażenia, że Pagan Min został stworzony po sukcesie Vaasa z Far Cry 3. Problem w tym, że jest on zbyt mocno upodobniony do swojego poprzednika. Mówi inaczej, wygląda zupełnie inaczej, ale jego szaleństwo objawia się bardzo podobnie. Nie zrozumcie mnie źle. Grając wyczekuje się kolejnego spotkania z Paganem, z jego kapitalnym głosem i stylem mówienia (idealnie dobrany aktor) i jego ponadprzeciętnymi tekstami. I znów pojawia się problem. Pagana jest zdecydowania zbyt mało. W ciągu 32 misji fabularnych pojawia się może z 5 razy, z czego ze 3 na tylko momencik. Kilka razy dzwoni do głównego bohatera, ale to nie to samo. Vaasa też nie było jakoś dużo, ale dziwi mnie reklamowanie przez rok czasu gry poprzez gościa w filetowym garniturku tylko po to, żeby w grze pokazywać go jedynie w najważniejszych momentach fabularnych. Niewykorzystany potencjał.

Fabuła natomiast zbytnio się nie wyróżnia. Ajay Ghale urodzony w Kyracie, a wychowany w USA przybywa do kraju, aby zgodnie z ostatnim życzeniem matki rozsypać jej prochy na terenie ojczyzny. Od razu wpada na Pagana, który aż zbyt dobrze znał jego rodziców. Ojciec zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, a matka uciekła do USA. Za parę chwil Ajay wpada na Złoty Szlak, czyli Kyracki ruch oporu i postanawia pomóc w powstaniu.
Historia wypada gorzej niż w FC3 mimo, że wydaje się bliźniaczo podobna. Nowością są misje, w których musimy wybrać, której z postaci pomożemy. Amita oraz Sabal rywalizują o przywództwo Złotego Szlaku i mają dwie zupełnie inne wizje Kyratu. Sabal jest przywiązany do tradycji, wierzeń, dziedzictwa. Amita natomiast patrzy na świat nowocześniej i bardziej martwi się o to by mieszkańców stać było na utrzymanie niż o pielęgnowanie tradycji. Wynikiem tego są misje, gdzie jedno każe nam zniszczyć uprawę narkotyków, a drugie każe przejąć wytwórnie, aby następnie czerpać z nich zyski.
Szkoda tylko, że to na co się zdecydujemy w ogóle nie wpływa na przyszłe wydarzenia. Ot widzimy inną scenkę. Za dwie misje neutralne spokojnie możemy zrobić coś dla drugiej osoby, bez żadnych konsekwencji. To samo tyczy się Ajay’a, który jest standardowym przedstawicielem gier z otwartym światem. Nie ma własnego zdania. Biega tylko jak debil i robi co mu każą osoby, które poznał przed paroma sekundami. Nuuudaaa.

Gameplay to dokładna kopia FC3. Biegamy po gigantycznej mapie. Zamiast oceanu i plaż mamy tereny górskie. I to jedyna różnica. Nowości jest tyle co nic. Jazda na słoniu to pierdółka, o której nie ma sensu się rozpisywać. Na plus można zaliczyć możliwość postawienia na koła pojazdu, którym zaliczymy wywrotkę lub zepchnięcie do wody skutera, gdy nie wyhamujemy przed plażą (brak takiej możliwości wkurzał mnie w trójce).

Dobra, ale nie każdy grał w trójkę i wypada trochę opisać co można robić oprócz wykonywania misji głównych. A można robić OGROMNĄ ilość rzeczy. Na mapie rozsiano dzwonnice, czyli wieże, z których Pagan nadaje propagandowe audycje. Wdrapanie się na wieżę i przerwanie przekazu skutkuje odkryciem mapy i odblokowaniem misji pobocznych. Działa to jak punkty widokowe w Assassin’s Creed.
Do tego mamy 24 strażnice, które należy zdobyć aby odblokować kolejne zadania oraz zdobyć nowe kryjówki, a co za tym idzie punkty szybkiej podróży. Strażnice mają różny poziom trudności i różną ilość przeciwników. Każdą  można zdobyć na Rambo i wcale nie jest to takie trudne. Największą frajdę daje jednak załatwienie sprawy po cichu. Kolejna eliminacja przeciwników, wyłączanie alarmów, aby nikt nie wezwał posiłków, albo sprytne zwabianie drapieżników, aby zasiały trochę paniki w obozie.

Będąc przy drapieżnikach warto wspomnieć o polowaniach. Zabijanie zwierząt daje nam skóry (ACIII, Rogue), które później wykorzystujemy do ulepszenia ekwipunku. Fajna zabawa, a do tego premiuje spokojne polowanie. Gdy zabijemy zwierzę nożem lub z łuku od razu dostajemy dwie skóry i szybciej można coś ulepszyć. Wierzcie mi, upolowanie 8 tygrysów występujących w górach zajmuje kawał czasu, ale gdy pomęczymy się z łukiem można go znacznie skrócić. Jest też wytwarzanie mikstur wspomagających. Do tego potrzebujemy poznania odpowiednich umiejętności awansując na kolejne poziomy i zbierania liści różnych kolorów, występujących w całym świecie.

Misji  pobocznych jest zatrzęsienie. Po zdobyciu wież i odbiciu strażnic stopniowo pojawiają się nowe i nowe i nowe… Wyścigi, jazdy popisowe dla wytwórni filmów, polowania na rzadkie zwierzęta, odbijanie zakładników, rozbrajanie bomb, ochrona konwojów, eliminowanie zwierząt ze wścieklizną zagrażających mieszkańcom, zbieranie zrzutów zaopatrzeniowych. Jest co robić przez wiele, wiele godzin. I niektóre z tych misji są naprawdę świetne!

Oddzielne wątki mają też postaci spotykane w trakcie gry. Kaznodzieja Longinus, będący jednocześnie handlarzem broni zleca nam kradzieże diamentów. Yoggi i Reggie to dwaj ćpuni, którzy na naszej postaci testują nowe narkotyki, co owocuje świetnymi misjami na haju. Pojawia się nawet Shangri La! Ajay potrafi przeżywać wspomnienia Kalinaga, który podobno dostał się do tego legendarnego miasta. Shangri La to zestaw misji z potworami, schizami i wielkimi budowlami. Bez broni palnej, ale za to z możliwością spowalniania czasu.
W tych wątkach każdy znajdzie coś dla siebie. Wybór jest gigantyczny. I pewnie jeszcze o paru eventach zapomniałem!

Czas na technikalia. Far Cry 4 wygląda średnio. Widać tutaj, że twórcy nie poszli na całość, bo blokowała ich poprzednia generacja. Oglądając filmik porównawczy PS3 i PS4 na YT widać, że różnic nie ma zbyt wiele. Ot większa szczegółowość, machające się korony drzew i powiewające elementy otoczenia. Zdarza się widok potrafiący zachwycić, ale przy grze z tak rozległym światem chciałoby się dużo więcej takich miejsc.
Wypada jakoś to wszystko podsumować. Far Cry 4 to zachwyci większość osób, nie mających wcześniej styczności z trójką. Jest to przeogromna gra z zapadającym w pamięci czarnym charakterem i z niedorzeczną wręcz ilością zadań. Wspominałem o zbieractwie pierdyliona rzeczy? Chyba nie, więc dodajcie to do listy ‚do zrobienia’.
Osoby, które tak jak ja znają trójkę na pamięć (platyna zobowiązuje 😉 będą lekko rozczarowane. Nie zawiedzione, ale jednak trochę rozczarowane. Jest to dokładnie to samo z niewielkimi usprawnieniami. Taki Far Cry 3.5. Bawić można się bardzo dobrze, ale nie jest to must have, po jaki trzeba biec natychmiastowo do sklepu. Nowe gry od Ubi tanieją powoli, więc radzę poczekać na jakąś fajną ofertę gier używanych.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here