UDOSTĘPNIJ
Sleepy Hollow to serial bardzo nierówny. Sam nie wiem czym przyciągnął mnie do ekranu na całe dwa sezony. Sezon pierwszy był mocno proceduralny, dopiero końcówka złapała rytm i ciągle rozwijała wątek główny, co zachęciło mnie do poznania dalszych przygód dwójki bohaterów z obrazka powyżej. Jak wypadł sezon 2? W miarę bezspoilerowo odpowiem w recenzji.
 

Sleepy Hollow w Polsce emitowany jest jako Jeździec Bez Głowy. Jak zwykle dziwny wybór tytułu. Co prawda Bezgłowy Jeździec przewija się tutaj od początku pierwszego sezonu, ale nie jest centralną postacią. Nie jest nawet głównym antagonistą, póki co przynajmniej. Jego działania wpływają znacznie na wiele wydarzeń, ale żeby przez to zmienić nazwę? Oczywiście jest bardziej chwytliwa dla osób nie kojarzących nazwy miasteczka z książek, komiksów czy filmów.

Jeśli nie oglądaliście sezonu pierwszego to krótkie przypomnienie o czym to w ogóle jest. Ichabod Crane walczył u boku Jerzego Waszyngtona, uczył się o Bena Franklina i ogólnie był bliskim współpracownikiem Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych Ameryki. Podczas wojny secesyjnej walczy ginie z rąk zamaskowanego wroga. Ostatnim ciosem pozbawia napastnika głowy. Następnie budzi się ponad 200 lat później w teraźniejszości. Nie wiadomo jak to się stało, że nie zginął, a praktycznie przespał dwa stulecia. Na domiar złego z miasteczku w tym samym momencie pojawia się Jeździec Bez Głowy, czyli koleś, którego Crane ściął przed swoją śmiercią. Potem poznaje policjantkę Abigail Mills i razem rozwiązują co raz to dziwniejsze zagadki nawiedzające to senne miasteczko. Pod koniec sezonu pierwszego serial nabrał tempa. Pojawił się John Noble w roli Henry’ego Parisha, co dodało historii świetnego antagonistę. Crane dowiedział się, że jego żona także żyje i jest uwięziona w Czyśćcu, a do tego jest potężną czarownicą.

Dosyć wspomnień. Przechodzimy do sezonu drugiego. Ten podobnie jak pierwszy jest również nierówny. Z tym, że pierwsze 10 odcinków jest dużo lepsze od ostatnich 8. Wątek główny jest kontynuowany praktycznie bez dużych przerw. Bohaterowie rozwijani są w ciekawy sposób, a kolejne wydarzenia zbliżają nas do konfrontacji z demonem Molochem. I gdy ta konfrontacja wreszcie następuje… tempo mocno spada. Wątek demona zakończył się bardzo sztampowo i dało się to przewidzieć zanim się to wszystko zaczęło. Z ostatnich 8 odcinków co najmniej 5 to zapychacze fabularne. Nie dzieje się praktycznie nic co pchnęłoby wydarzenia do przodu. A potem znów przychodzi finał i jest świetnie. Mogę zdradzić, że akcja w nim dzieje się 220 lat wcześniej co okazało się bardzo mocnym powiewem świeżości i rozruszało słabe wrażenia z poprzednich tygodni.

Cały drugi sezon to fantastyczne wątki komediowe z Ichabodem w roli głównej. Crane postanowił dostosować się do naszego świata i dzięki temu mamy masę zabawnych sytuacji. Wrzucanie zdjęć na instagram, ogarnianie internetu, komórek czy tak proste czynności jak zamówienie jedzenia w restauracji wyszły super. Dla mnie najlepszą sceną sezonu okazała się ta, w której Crane wciągnął się w gry komputerowe, a dokładniej w jakiegoś sieciowego FPSa. Staroangielskie słowa jakich używa żeby pojechać innego gracza przez headset rozkładają na łopatki. Z resztą zobaczcie sami.

To dzięki takim akcjom Sleepy Hollow przyciągało mnie przed telewizor nawet jeśli fabuła nie porywała. Do tego niesamowicie podoba mi się scenografia. Wszędzie pełno strasznych drzew, opuszczonych domów w środku lasu, wszystko skąpane we mgle. Poezja.

Czy warto oglądać? To zależy czego oczekujemy. Nie ma tutaj jakiejś skomplikowanej fabuły, wybitnej gry aktorskiej. Klimat mimo prezencji stylizowanej na horror jest bardzo lekki i luźny. Chociaż świat się wali to główni bohaterowie przed zabiciem jakiegoś potwora muszą wygłosić jakiś bzdurny one-liner. Polecam sprawdzić jeden z odcinków i podjąć decyzję czy chcemy to dalej oglądać. Zapowiedziany kilka dni temu trzeci sezon będę oglądał, tym bardziej, że zmieniono osobę prowadzącą serial. Będą nowe pomysły i mam nadzieję wyższy poziom. I precz z odcinkami typu potwór tygodnia!