UDOSTĘPNIJ

Po premierze byłem lekko rozczarowany Assassin’s Creed Unity (poprzednia recenzja tutaj). Płytkość fabularną można było jeszcze jakoś przeboleć, ale technicznie była to tragedia. Czytałem o osobach, którym ACU działało płynnie, praktycznie bezproblemowo. Ja nie miałem tego szczęścia. Mimo, że wprowadzono masę fajnych rzeczy to nie mogłem się tym nacieszyć przez wszelkiego rodzaju przeszkadzajki. Po prostu jak najszybciej chciałem skończyć grę.

Na początku marca, czyli 5 miesięcy po premierze znów dosiadłem się do Unity. Ściągnąłem gigantyczny 6,5GB patch, do tego 7GB DLC, usunąłem zapisane stany gry i postanowiłem sprawdzić czy jest lepiej! Czy jest? O tym w rozwinięciu, w drugiej recenzji Assassin’s Creed Unity.

Fabuła – tutaj patch niestety nic nie zmienił. Dalej niczym się nie wyróżnia. Najgorsze jest to, że konflikt Asasyni – Templariusze nic nie wnosi. Wydaje się być nawet wrzucony na siłę, żeby gracze pamiętali kto jest zły, a kto dobry. Moje odczucia są lekko zamglone przez świetną książkę Assassin’s Creed Pojednanie (recenzja tutaj), która przedstawia historię Elise de la Serre – ukochanej Arno i zarazem młodej Wielkiej Mistrzyni Templariuszy. Ależ byłoby rewelacyjnie gdyby Ubi zrobiło dwie grywalne postaci i pokazało historię z perspektywy Arno i Elise na zmianę. Jeśli komuś nie straszny spoiler zakończenia gry to mocno polecam przeczytać najpierw książkę! Dzięki niej wszystko wydaje się mieć więcej sensu.

Największy problem Unity to płynność animacji. Pomijam błędy w systemach rag doll i tym podobne. Cięcia, zwolnienia były tak wkurzające, że nawet ja, koleś zbierający w sandboxach wszystkie znajdźki omijałem wyświetlające się na mapie ikonki. Po ważącym 6,5GB patchu zwolnienie animacji pojawiło mi się tylko raz! I to w pierwszych scenach z małym Arno. Od tego momentu zwolnień nie odnotowałem. Jedynie z 5 razy wywaliło aplikację do menu głównego PS4, ale na szczęście nie utraciłem żadnych postępów.

Podtrzymuję zdanie, że kończące każdą z sekwencji zlecenie zabójstwa to najfajniejszy element ACU. Na początku takiej misji Arno za pomocą wyostrzonych zmysłów ogląda okolicę, w której znajduje się cel i notuje w głowie (i na naszej mapie) ciekawe miejsca, czy różne ułatwiacze misji. Można komuś pomóc i zapewnić sobie sojusznika, można dokonać sabotażu czy dywersji. A można też polecieć na pałę i przebić się przez dziesiątki strażników. Nasz wybór.

Skradanie, które jest po części nowością w serii (!) nie wypadało najlepiej. Pod przycisk X dodano komendę przylepiania się do ścian i terenowych przeszkód. System działa różnie, nie za bardzo można odkryć, czy wciskając kolejny raz X Arno przeskoczy za kolejną osłonę, czy może za niej wyjść. Zabrakło jakiegoś znacznika mówiącego nam, gdzie teraz przemieści się nasz bohater. Bywa to frustrujące, gdy w ostatnim momencie zaliczmy skuchę i zbiegnie się z 50 strażników. Po za tym 90% gry rozgrywa się w dzień, więc trudno oczekiwać, żeby Arno znikał w cieniu. Krok naprzód jest, trzeba to tylko dopracować.

Bardzo miła niespodzianką okazały się misje poboczne, które praktycznie pomijałem w pierwszym podejściu. Są to Paris Stories oraz Murder Mysteries. W przypadku paryskich historii mamy do czynienia z mniej lub bardziej rozbudowanymi zadaniami z jakąś opowiastką w tle. A to sam Napoleon Bonaparte prosi nas o szpiegowanie jego narzeczonej, a to ktoś potrzebuje ochrony, a ktoś inny jest zastraszany. Zróżnicowanie problemów z jakimi spotykają się Paryżanie jest naprawdę sporo i zadania te dają sporo frajdy.

Tajemnicze morderstwa to jak sama nazwa wskazuje szereg śledztw jakie musimy poprowadzić, aby morderców spotkała sprawiedliwość. Tutaj nie ma w ogóle walki. Znajdujemy ciało, przeszukujemy okolicę, zbieramy dowody, przesłuchujemy świadków, sprawdzamy miejsca powiązane z denatem. Wszystko by na koniec wskazać winnego. Świetna zabawa w Sherlocka Holmesa! Liczę na dużo więcej tego typu misji w AC Victory.

Rozwój postaci wymaga punktów umiejętności zdobywanych przez zaliczanie zadań. Ulepszać możemy walkę na krótki dystans, daleki, skradanie i zdrowie. Podwójne zabójstwo ukrytym ostrzem nie jest dostępne od razu. Trzeba je dokupić. Tak samo zwiększanie zdrowia czy umiejętność otwierania zamków. Każdy kolejny skill sporo kosztuje, przez co nie jesteśmy w stanie rozwinąć postaci z samej gry w singla.

Dlatego też pojawiła się opcja kooperacyjnej zabawy. Twórcy przygotowali kilka misji specjalnych i napadów dla dwu i czteroosobowych zespołów. Misje coop są naprawdę fajne i trudne. Dlatego ważna jest tutaj dość bliska współpraca. Naturalnie granie z przypadkowymi osobami zbyt dużo wspólnego z kooperacją nie ma. Większość się rozbiega i próbuje zrobić wszystko na własną rękę. Z kumplem lub kumplami zabawa wygląda zupełnie inaczej.

Twórcy poszli po rozum do głowy i zrezygnowali z powiązania gry z aplikacją mobilną. Niektóre dostępne skrzynie były zamknięte, odblokować można było je jedynie przez mobilną aplikację. Na szczęście ostatni patch usunął to ograniczenie i można sobie spokojnie zbierać skarby, a przy tym trofea. Przypomina mi się akcja z AC IV Black Flag, gdzie zakończyłem przygodę z 99% synchronizacji. Okazało się, że ostatnia mapa skarbu była dostępna jedynie przez aplikację mobilną. Grę sprzedałem i platyny nie było…

Przy drugim podejściu Assassin’s Creed Unity okazuje się o wiele lepszą grą niż myślałem w okolicach premiery. Ubisoft wziął się do roboty i wyeliminowano żenująca wydajność, durne rozwiązania z zamkniętymi skrzyniami. Minus za to, że nie zrezygnowano z mikropłatności i ceny ekwipunku w dalszym ciągu są zbójeckie. Jeśli lubicie serię Assassin’s Creed, a nie graliście w Unity po przeczytaniu różnych recenzji to teraz jest najlepszy moment, aby to naprawić.