UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



osa-okladka-front-1000px

Jest taka dziwna gra. Odmiana bilarda o nazwie snooker. Bile nie są numerowane, niektóre trafione wracają na stół, inne zostają w kieszeni. Dziwne. A tak naprawdę, gdy odkryłem snooker prawie 15 lat temu z miejsca się w nim zakochałem! Pewnie w dużej mierze jest to zasługa pana z powyższego zdjęcia, który dokładnie w tamtym momencie zdobywał swój pierwszy tytuł Mistrza Świata. Gdy trafiła się możliwość zrecenzowania autobiografii O’Sullivana nie zastanawiałem się ani chwili. Zapraszam do rozwinięcia.

Króciutkie wprowadzenie dla świeżych w temacie. Snooker jest odmianą bilarda, dużo bardziej efektowną, a czasami wręcz spektakularną. 15 bil czerwonych i 6 kolorowych wbijane jest naprzemiennie. Po wbiciu bili czerwonej za 1 punkt zawodnik wbija zadeklarowaną sędziemu bilę kolorową (zółta 2pkt, zielona 3pkt. brązowa 4pkt. niebieska 5pkt. różowa 6pkt. i czarna 7pkt.). Wbita bila kolorowa powraca na stół na swój punkt jeśli jeszcze znajdują się na nim bile czerwone. Partię, czyli frame (frejm) wygrywa zawodnik z większą ilością punktów. Natomiast mecz wygrywa zawodnik, który pierwszy osiągnie wyznaczoną przez organizatorów ilość frejmów (np. 10). Samo określenie snooker oznacza takie ustawienie czerwonej, aby zawodnik nie miał możliwości bezpośredniego zaliczenia kolejnej wyznaczonej bili (bez band, rogali, wózków, przeskoków itp.). Po więcej szczegółów zapraszam na stronki poświęconej snookerowi lub najlepiej obejrzenie kilku filmików na YouTube.

Wracam do tekstu właściwego. Pełny tytuł brzmi Running. Ronnie O’Sullivan. Autobiografia Mistrza Snookera. Jak mówi sam tytuł mamy do czynienia z autobiografią, a nie reportażem, czy zbiorem anegdot. Ronnie, oczywiście przy pomocy ghostwritera, prowadzi nas przez swoją dotychczasową karierę, nie szczędząc szczegółów na temat życia prywatnego.
Co ciekawe pierwsza część książki o snookerze samym w sobie mówi bardzo mało, a tematem przewodnim jest bieganie. Ronnie przytaczając wszystkie traumatyczne wydarzenia ze swojego życia opowiada jak bieganie pozwalało mu walczyć z depresją i wyniszczającymi nałogami. Poznamy historię osadzenia w więzieniu jego ojca, o którym często wspominał po wygranych turniejach. Nie ma tutaj zbyt dużo o jego dzieciństwie, ale to bardzo dobrze, bo dzięki temu Ron mocniej skupia się na tych dwudziestu latach zawodowej kariery.
W pierwszej połowie książki snooker pojawia się epizodycznie i trochę zacząłem się martwić, że będzie tak do końca. Na szczęście w pewnym momencie O’Sullivan bierze się za niego na poważnie. Ileż tam jest ciekawostek z jego najlepszych, najgorszych i najdziwniejszych występów. Dowiemy się dlaczego Ronnie mając długie włosy zgolił głowę na łyso pomiędzy sesjami meczy z Kenem Doherty’m. Dowiemy się co sądzi o Marky Selby’m, z którym często wpadał w pyskówki podczas meczów. Dowiemy się jaki jest jego stosunek do wybitnej dwójki – Stephen Hendry i Steve Davies. Po co zakładał wampirze zęby po jednym z wielkich zwycięstw? A nawet dlaczego w ramach protestu nie chciał wbić maksymalnego brejka (147 punktów wbijając wszystkie czerwone z czarną za 7pkt.), który jest wyczynem marzeń każdego zawodnika.
Niektóre historyjki są zabawne, ale są też takie, które zmieniły mój pogląd na tego człowieka. To co zawsze uważaliśmy za kolejne dziwaczne fanaberie O’Sullivana miało dużo poważniejsze podłoże. Chociażby prawie roczna przerwa od gry po zdobyciu czwartego tytułu Mistrza Świata w 2012 uznana była za ignorancję i znieważanie innych zawodników, a wcale nie była to decyzja podjęta dla zabawy. Po lekturze całości mój szacunek do postaci Rona wzrósł kilkukrotnie. Dosłownie.
Ronnie O’Sullivan napisał autobiografię odważną, do bólu szczerą. Nie boi się poruszać tematów drażliwych, niszczących człowieka. Nie wybiela swojej osoby, nie zrzuca na nikogo winy za własne błędy. Nie wstydzi się pisać o zarobkach i oszczędnościach. Czy czegoś mi tutaj zabrakło? Nie.  Z perspektywy fana zarówno snookera jak i postaci O’Sullivana jest to biografia kompletna. Ronnie O’Sullivan przygód podczas swojej, ciągle trwającej kariery miał tyle, że nawet osoby spoza fanów zielonego sukna i błyszczących kulek znajdą tutaj coś dla siebie. POLECAM.
PS. Zwlekałem troszkę z recenzją, ponieważ trwały Mistrzostwa Świata, w których grał również O’Sullivan. Tytuł zdobył Stuart Bingham, a Ronnie przegrał z nim w ćwierćfinale. W dalszym, więc ciągu Ronnie O’Sullivan jest pięciokrotnym Mistrzem Świata, czyli trzecim zawodnikiem w historii. Ale to jeszcze nie koniec 🙂

PS2. Jak piękną grą jest snooker zobaczcie w poniższym filmiku. Jest to najszybszy w historii maksymalny brejk Rona wbity podczas Mistrzostw Świata 18 lat temu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here