UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



Trzy lata oczekiwania, trzy lata pompowania atmosfery (od pierwszej odsłony The Avengers) i trzy lata budowania podwalin pod zamykający drugą fazę filmowego uniwersum Marvela obraz dobiegło końca. Od czasu Króla Lwa, gdy miałem z 7 lat, nie jarałem się tak bardzo wyjściem do kina. Pytanie tylko, czy moje oczekiwania nie były zbyt wysokie? Postaram się odpowiedzieć w recenzji Avengers Czas Ultrona.

Recenzja zawiera lekkie spoilery. Nie zdradza natomiast więcej niż trailery.

Akcja zaczyna się od polowania na Barona von Struckera. Mogliśmy poznać go w scenie po napisach w filmie Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz. Strucker za pomocą berła Loki’ego zaczął tworzyć ulepszonych ludzi, a jego pierwszym udanym eksperymentem jest rodzeństwo Maximoff – Wanda i Pietro. Lepiej znamy ich pod ksywkami Scarlet Witch i Quicksilver. Bliźniaki zgłosiły się same, ponieważ za całe nieszczęście swojego kraju – Sokowii obwiniają Tony’ego Starka oraz, co za tym idzie Avengers.

Cała sekwencja otwierająca to widowiskowy majstersztyk. Każdy z członków oryginalnego składu (w filmowym uniwersum) Avengers dostaje swoje parę, niesamowicie efektownych sekund. Przypomina to trochę sceny z bitwy o Nowy Jork, gdzie kamera latała od jednego Avengera do drugiego. Robi to świetne wrażenie i pozwala być spokojnym o cały film.

Później, gdy przychodzi czas Ultrona mamy chwilę na przyjrzenie się jego postaci. Przyznam, że zawsze miałem z nim problem czytając komiksy. Jak na sztuczną inteligencję Ultron zawsze był zbyt emocjonalny i za bardzo uczłowieczony. Miałem nadzieję, że w filmie się to zmieni i będzie z niego większy madafaka. Przyznać trzeba, że początki jego istnienia są kapitalne. Jest odpowiednio mroczny i bezwzględny. Niestety później zaczyna się stawać co raz bardziej ludzki. Nawet jego głos z elektronicznego ewoluuje w zwykły męski tembr. Z czasem z wielkiego zagrożenia staje się jedynie kolejnym przeciwnikiem Avengers. Silnym, ale nic ponadto. Niestety Loki dalej nie ma konkurencji.

Kolejne sekwencje akcji to również najwyższa półka. Wyczekiwana walka Hulka z Iron Manem w zbroi Hulkbuster jest po prostu FENOMENALNA. Ileż tam się dzieje, budynki się walą, samochody rozbijają, asfalty pękają. Genialność czuć tutaj w każdym momencie.

To samo można powiedzieć o potyczce kulminacyjnej, która została zrealizowana z innaczej niż w pierwszej części. Avengers oprócz walki z zastępami robotów Ultrona ratują cywilnych mieszkańców. Zmienia to trochę dynamikę walki, ale w żadnym wypadku nie psuje ogólnego wrażenia. Martwienie się o bezbronnych wymaga od bohaterów dużo więcej zaangażowania niż skupienie się na celu i ładowanie w niego wszystkim co jest pod ręką. Ogólnie sceny akcji na WIELKI PLUS.

O dziwo w Avengers 2 mniej jest Iron Mana. Whedon postanowił więcej czasu poświęcić zaniedbanym dotychczas postaciom. Swoje kilkanaście minut dostaje Hawkeye oraz Black Widow. I szczerze mówiąc te sekwencje za bardzo zwalniają film. Szczególnie wątek łucznika ciągnie się w nieskończoność. Przy Romanoff jest lepiej, ponieważ dowiadujemy się co nieco o jej przeszłości i może to oznaczać, że niedługo pojawi się solowy film.

Uleciał też gdzieś ten genialny humor rozbrajający w pierwszym filmie i Strażnikach Galaktyki. Iron Mana jest mniej to mniej jest jego tekstów, prześmieszne sceny z Hulkiem z „jedynki” zastąpione zostały dramatami przeżywanymi przez Bannera. Komediowe sceny ratuje jedynie Thor, który bryluje od samego początku. Ma kilka momentów, gdzie cała sala wybuchała śmiechem.

Odniosłem dziwne wrażenie, że ktoś nakazał Whedonowi umieścić w filmie sceny będące zapowiedzią kolejnych filmów z uniwersum. Zupełnie niepotrzebne sceny zapowiadające Thor Ragnarok wydają się dolepione w postprodukcji, bo kompletnie nie pasują do wydarzeń. Jest to dziwne o tyle, że Avengers 2 miał zamknąć drugą fazę (no, jeszcze Ant – Man) MCU, a wyszło na to, że otwiera trzecią fazę filmów. Ktoś się gdzieś pogubił.

Nie spodziewałem się, że to napiszę, ale jednak Avengers: Czas Ultrona jest słabszy od pierwszej części. Ustępuje też Strażnikom Galaktyki i Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz. Niestety. Nie jest to zły film. Wręcz przeciwnie, jest bardzo dobry, bardzo widowiskowy. Gdzieś jednak popełniono głupie błędy, a to rzutuje na całość odbioru. Czekam z niecierpliwością na Captain America: Civil War, bo wierzę, że tam fabuła będzie grała pierwsze skrzypce. Czy jestem zawiedziony? Wmawiam sobie, że nie, ale chyba sam siebie oszukuję. Jest to dobry film, ale nie napalajcie się tak jak ja.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here