UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



Podsumowując serialowy rok 2014 napisałem (w tym miejscu), że czwarty sezon Gry o Tron jest zdecydowania najlepszy, a piąta seria będzie miała bardzo wysoko zawieszoną poprzeczkę. Rok temu wydarzyło się więcej niż w poprzednich dwóch sezonach razem wziętych, a dodatkowo zaczęli ginąć „ci źli” co jeszcze bardziej cieszyło widza. Jak na tym tle wypada zakończona w ostatnią niedzielę piąta seria? Zapraszam do rozwinięcia.

Tekst zawiera spoilery z czwartej serii i lekkie, nie psujące wrażeń, spoilery serii piątej.

Wszystko zaczyna się bardzo spokojnie. Królewska Przystań opłakuje śmierć Tywina Lannistera, Tyrion uciekł za morze, Arya również, a Jon Snow robi porządki po bitwie o Mur. A gdzieś tam za morzem Deanerys próbuje sprawować rządy w wyzwolonym mieście Mereen.
Co ciekawe kolejne wesele Lannisterów przebiega nad wyraz spokojnie kameralnie i bezkrwawo, a Margaery wreszcie traci dziewictwo 🙂 Dziewczyna naczekała się na ten moment, szczególnie biorąc pod uwagę, że to już jej trzeci mąż.

Arya w tym sezonie sporo się rozwinęła i chyba jako jedyna z Siedmiu Królestw konsekwentnie realizuje swoje cele. Dostała się do Braavos i rozpoczyna trening, aby zostać Człowiekiem Bez Twarzy, czyli członkiem najlepszej, elitarnej Gildii Zabójców. Do tej pory nie mieliśmy pojęcia na czym polegają umiejętności ludzi Bez Twarzy, więc twórcy uchylają lekko rąbka tajemnicy. W ciągu 10 odcinków sprawy trochę się rozjaśnią, ale nie liczcie, że ktoś od razu wywali kawę na ławę. Wątek został napisany bardzo interesująco i bardzo różni się od pozostałych. Jest tutaj dużo niedopowiedzeń, dużo mieszania w głowie. Niektóre wydarzenia musimy sami sobie wytłumaczyć, przeanalizować, zadać pytania i od razu spróbować na nie odpowiedzieć. Bardzo mi się to podobało.

Zgoła inaczej prezentuje się historia Tyriona. Zmuszony do ucieczki wraz z Varysem postanawiają dołączyć do Denaerys. Sama wizja spotkania najlepszego mówcy Westeros z Matką Smoków jest bardzo ekscytująca. Niestety zanim to nastąpi Tyrion pojawia się tylko w króciutkich epizodach. Przez pierwsze pięć odcinków widzieliśmy go tyle niż przez jeden odcinek czwartego sezonu. Jest to dla mnie spore rozczarowanie, bo ciągle uważam go za najlepszego bohatera zarówno serialu jak i książek.
Całe szczęście, że w trakcie drugiej połowy sezonu jego wątek nabiera tempa, a wydarzenia z jego udziałem niosą wielkie emocje. Scenarzystom udało się zrehabilitować za przynudzanie w trakcie jego podróży. Jest MOC!U Denaerys również dzieje się sporo. Królowa Meereen poznaje co oznaczają sprawowanie władzy na tysiącami poddanych. Mamy zdrady, zamachy, bitwy i smoki, a w zasadzie SMOKI! Te kilka fragmentów, w których pojawiają się smoki po prostu rządzi!

Kapitalna jest również rywalizacja Margaery z Cersei. Lena Headey w roli Królowej Matki sprawiła, że oprócz Joffreya można poczuć szczerą nienawiść także do innych bohaterów. Nie wyobrażam sobie nikogo innego w roli tej zimnej, wyrachowanej, mściwej suki ;). Kontrast między Królową, a słodką Margaery (uwielbiam Natalie Dornan i ten jej „dźióbek”) podnosi te uczucia do potęgi.
Tym razem zwykłe dogryzania obu pań zamienia się w otwartą wojnę pełną niespodziewanych zwrotów akcji i szokujących konkluzji. Nie chcę nikomu psuć zabawy, więc nic więcej nie powiem.

Żeby nie było, że wszystko chwalę, czas na najsłabszy punkt tego sezonu. Bohaterem tego wątku jest Jaime Lannister, który wraz z Bronnem (fantastyczna postać w tym serialu) wybiera się do Dorne, aby zabrać mieszkającą tam bratanicę (czyli jego kazirodczą córkę) do Królewskiej Przystani. Po śmierci Oberyna Cersei obawia się o życie córki i wysyła do Dorne brata. Zapowiadało się niesamowicie, a okazało się baaardzo nuudno. Zawodzi dosłownie wszystko. Jaime i Bronn byli świetnym duetem w poprzednim sezonie, tutaj poza jednym, małym wyjątkiem gdzieś uciekł humor, ciągłe dogadywanie i uszczypliwości. Liczyłem na żądnych zemsty mieszkańców Dorne i tego też nie było. Żmijowe Bękarcice to natomiast dodane na siłę trzy laski, których bitewne umiejętności przyćmiła Dzika pojawiająca się po koniec sezonu. Zmarnowany potencjał i tylko konkluzja wydarzeń z Dorne daje nadzieję, że ten wątek się rozwinie w przyszłości.

Podobnie jak w czwartym sezonie na pierwszy plan wysunął się Jon Snow. Powiem tylko, że Jon w przeciwieństwie do braci z Nocnej Straży widzi w Dzikich potencjalnych sprzymierzeńców w zbliżającej się wojnie w Innymi/Białymi Wędrowcami. Jon spotkał ich już wcześniej i wie, że jeśli mieszkańcy Westeros nie zjednoczą się w tej walce to będzie oznaczało zagładę. Wątek Jona jest bardzo dynamiczny i naładowany wręcz zwrotami akcji. Jest to zdecydowanie najjaśniejszy punkt tego sezonu. A gigantyczna bitwa z końcówki sezonu ma iście hollywoodzki rozmach. Nie wiem jaki był budżet tego wielkiego starcia, ale wiele filmów fabularnych przy nim blednie.

Wspomnę jeszcze o różnicach pomiędzy książkami a serialem. Sezony 3 i 4 czerpały garściami z 3,4 i 5 książki. Martin po Krwawych Godach mocno zwolnił tempo i wprowadził szereg nowych postaci, a w konsekwencji fabuła mocno wyhamowała. Uważam, że scenarzyści wykonali kawał świetnej roboty łącząc wątki z trzech książek, bo tym samym mocno podkręcili tempo. Piąty sezon serialu wychodzi już daleko poza wydarzenia z książek. Samo zakończenie jest niemalże identyczne jak Tańca ze Smokami, natomiast większość wydarzeń nie miała jeszcze miejsca w książkach. W ogóle nie przeszkadza mi, że serial uprościł niektóre wątki, a nawet myślę, że postać Sansy dużo zyskała przez powrót do Winterfell. Tak samo nie przeszkadzają mi śmierci postaci, które Martin dalej trzyma przy życiu. Widać, że serial może się bez nich obejść, a fabuła tylko zyskuje.

Gra o Tron sezon 5 wypada jak wszystkie poprzednie znakomicie. Seria czwarta zapisała się pamięci przez śmierci znienawidzonych bohaterów. Patrząc jednak obiektywnie to sezon 5 mocno rozwija wydarzenia w Westeros. Wątki większości postaci rozwinęły się dużo bardziej niż w poprzednich latach, a będące gigantycznym cliffnagerem zakończenie sprawiło, że fora internetowe kipią od spekulacji i teorii kolejnych wydarzeń. Mocno czekam na kolejny sezon i nawet jeśli wyjdzie szósta książka to odpuszczę ją sobie do zakończenia serialu. POLECAM!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here