UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



Po Jurassic World (recenzja) nie oczekiwałem wiele, a dostałem całkiem przyjemny film na letni wypad do kina. Terminator Genisys miałem odpuścić, ale pokazany jakiś czas temu trailer namówił mnie, abym dał mu szansę. Obejrzałem, a w rozwinięciu moja recenzja.

Podczas produkcji wielokrotnie słyszałem, że będzie to reboot serii, dlatego chciałem go sobie odpuścić. Później okazało się, że film sam w sobie jest kontynuacją, ale zmienia wydarzenia z pierwszej części, a co za tym idzie wywraca całą historię do góry nogami.

I tak, Kyle Reese raz jeszcze cofa się w przeszłość, żeby uratować Sarę Connor przed wysłanym za nią T-800 w postaci młodego Arnie’go. Okazuje się jednak, że Sarah już nie potrzebuje pomocy, ponieważ ktoś wcześniej wysłał jej przeprogramowanego Terminatora i razem próbują załatwić tropiącego ich T-1000. Zmienia to kompletnie historię, ponieważ jak wiemy T-1000 pojawił się dopiero w drugiej części, gdy John był nastolatkiem.

Później mamy całą masę zamotanych wyjaśnień tego co miało miejsce, a co było w innej linii czasowej. Znając serię idzie się jakoś połapać, ale osoby, które nie oglądały lub po prostu nie pamiętają nie otrzymują odpowiedzi na pytania dlaczego jedna osoba chce przenieść się do 1997 roku, a inna do 2017. Są to odniesienia do drugiego i trzeciego filmu, które przypomniałem sobie pod prysznicem w domu kilka godzin później. To chyba najpoważniejszy zarzut do fabuły. Motanie w historii, która i tak nie była specjalnie logiczna sprawia wrażenie, że scenariusz wydaje się bardzo chaotyczny. Ale gdy już sobie wszystko ułożymy w głowie to okazuje się, że wcale nie jest tak źle.

Chyba każdy już wie, że w Genisys główny „zły” to sam John Connor (Jason Clarke). John jest hybrydą człowieka i androida przez co łączy umiejętności T-1000 i T-800 z inteligencją człowieka. Wydaje się niepokonany, ale jakoś nie widać tych jego niesamowitych mocy. Jest pomysłowy i przewidujący, ale sceny akcji są trochę przewidywalne. Oczywiście jest o niebo lepiej niż w T3, gdzie Pani Terminator okazała się mocno przereklamowana.

Sarah Connor wykonaniu Deanerys, czyli Emilli Clarke nie do końca przekonuje. Sarah dostała kilka żartów i one-linerów, który Emilia nie wykorzystała. Rozładowujące napięcie suchary są dużo bardziej suche w jej wykonaniu. Trzeba natomiast przyznać, że w naturalnych ciemnych włosach wygląda o wiele lepiej niż w GoT 🙂

Królem tego filmu jest natomiast Arnie. Schwarzenegger dzięki swojej sztywności jest idealnym Terminatorem. Jego wiek został bardzo umownie wytłumaczony starzejąca się tkanką powlekającą roboty… Co tam, niech będzie. Blaszak został wykorzystany jako autor najlepszych dowcipów i nie tylko maglujących jego ikoniczne wypowiedzi. W kilku momentach jest tak rozbrajający, że przestajemy interesować się wydarzeniami i czekamy na kolejny humorystyczny wątek. Rewelacja.

Podsumowując muszę was ostrzec przed Terminator Genisys. Film wywraca do góry nogami całą historię serii i nie bardzo tłumaczy dlaczego. Wszystkie powiązania zakładają, że dokładnie wiemy o co chodzi, co dla wielu może być mocno kołujące. Jeśli natomiast znacie serię i lubicie Arnie’go to będziecie się świetnie bawić.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here