Strona główna PS4 ASSASSIN’S CREED CHRONICLES CHINA – Recenzja PS4

ASSASSIN’S CREED CHRONICLES CHINA – Recenzja PS4

UDOSTĘPNIJ

 

Assassin’s Creed Chronicles było pierwotnie zapowiedziane jako element Season Passa do AC Unity. Podczas hecy z premierową jakością Unity, Ubisoft podjął decyzję, że każdy kto zakupił przepustkę dostanie wybraną przez siebie grę studia oraz nadchodzące dodatki. Z dodatków zrezygnowano, ale AC Chronicles dalej było w produkcji. Z czasem okazało się, że będzie to trylogia, a my zwiedzimy kolejno Chiny, Indie i Rosję. W moje łapy wpadła pierwsza odsłona i oto moja recenzja.

Wcielamy się w chińską członkinię Zakonu Asasynów – Shao Jun. Dziewczynę możecie kojarzyć z animowanego filmy AC Embers. Shao trenowała pod okiem legendarnego Ezio Auditore, a potem powróciła do China, aby odbudować Bractwo. Na miejscu walczy, UWAGA niespodzianka – z Templariuszami oraz poszukuje kolejnego Fragmentu Edenu.
Tło fabularne nie jest zbyt wyszukane, stanowi bardziej ciekawostkę niż rozwija uniwersum. Plus, że w ogóle w tego typu grze chciało się komuś nakreślić kolejny konflikt odwiecznych wrogów.Jak zapewne wiecie formuła gry jest nieco od tego, co widzimy rok rocznie na naszych konsolach. Rozgrywka jest prezentowana w 2,5D z ręcznie malowanymi tłami. Gdy akcja przenosi się na zewnątrz budynków tła wyglądają przepięknie i bardzo stylowo. Zrobiło to na mnie bardzo dobre wrażenie!

W momencie gdy przejmujemy stery okazuje się, że zabawa jest bardzo zbliżona do „tych głównych” odsłon serii. Skaczemy po budynkach, kryjemy się we wnękach, w tłumie i wypełniamy kolejne zadania. Bardzo duży plus, że postawiono dużo większy nacisk na skradanie. Można również lecieć na „rambo”, ale nie jest to ogóle satysfakcjonujące. Najlepiej sprawuje się zwabianie przeciwników i kolejne ich eliminowanie.

Wzorem starych gier typu Commandos możemy obserwować zasięg wzroku wrogów. Pomaga to w zaplanowaniu kolejnych posunięć, gdy uprzemy się na skradanie. A warto, bo dopiero wtedy można poczuć prawdziwą przyjemność. Shao Jun posiada kilka gadżecików, które pomagają jej odwracać uwagę strażników, zwabiać ich lub zdejmować z dystansu. Arsenał wydaje się bardzo wyważony i co najważniejsze nie przesadzony. Z reguły w serii AC jest tak, że w połowie gry mamy tak dopakowaną postać, że nie musimy w ogóle przejmować się strażnikami. Shao jest bardzo wrażliwa na ciosy i przez większość gry umieramy pod dwóch przyjętych atakach. Bardzo mi się to podoba.

Jak wspomniałem  grafika jest bardzo przyjemna dla oka. Za nią idą fajne projekty poziomów. Głównie idziemy w prawo lub w lewo, ale co jakiś czas możemy przejść wgłąb ekranu lub skręcić za róg, a wtedy kamera się bardzo płynnie odwraca i możemy hasać wzdłuż drugiej ściany budynku.

Misje oprócz celów głównych mają też cele dodatkowe, a wykonywanie ich odblokowuje kolejne ulepszenia arsenału Shao Jun. Misje dodatkowo zawsze można wykonać po drodze do celu głównego, ale zawsze trzeba na trochę zboczyć z drogi i pogłówkować. Jeśli trzeba znaleźć przedmioty to dotarcie do nich jest mała zagadką, a jesli musimy kogoś uwolnić czy zabić to trzeba liczyć na wzmożone patrole i bardziej wymagających przeciwników. I znów się to sprawdza.

Gra jest krótka to i recenzja długa nie jest. Assassin’s Creed Chronicles China to bardzo miłe zakoczenie. Spodziewałem się nic nie wartej pierdółki, a otrzymałem bardzo fajną platformówkę. Standardowa cena 42zł może jest trochę zbyt wysoka, ale co jakiś czas są promocje i można kupić ją już poniżej 30zł. Wtedy bardzo polecam!