UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



Zmęczyłem serial Wayward Pines. Obejrzałem go już po przeczytaniu książkowej trylogii (tom 1, tom 2, tom 3). W zasadzie książki przedstawiły gotowy scenariusz na te 10 odcinków. Twórcy postanowili jednak pójść własną ścieżką i pozmieniali większość kluczowych wydarzeń. Czy było warto? O tym w recenzji.

Cały serial ma 10 odcinków. Nie będzie kolejnych sezonów, więc całą historię można było wpasować w te 10×45 minut. Ethan Burke – rządowy agent budzi się w szpitalu w miasteczku Wayward Pines. Jadąc do miasteczka w celach służbowych Ethan i jego partner ulegli wypadkowi samochodowemu, a przeżył go tylko główny bohater.
Pokiereszowany agent opuszcza szpital i rusza w miasto. Bardzo szybko zdaje sobie sprawę, że z miasteczkiem jest coś nie w porządku. Dziwni ludzie, trudno dostępne i nie działające telefony i bardzo specyficzny szeryf.Burke nie jest w ciemię bity i postanawia uciec z miasteczka. Niestety przy każdej próbie dzieje się coś co nie pozwala mu opuścić jego granic. A gdy już udaje się dotrzeć na skraj lasu okazuje się, że całe Wayward Pines ogrodzone jest wielkim płotem pod napięciem. Tak zaczyna się śledztwo i zarazem walka o życie bohatera.

Jak to się ogląda? Do piątego odcinka bardzo przyjemnie. Problemy zaczynają się w momencie, gdy zostaje ujawniona prawda o miasteczku. Scenarzyści zupełnie pogubili się w wątkach i zaserwowali nam bezsensowne zapychacze ze szkołą młodego Burke’a w roli głównej. Do tego zupełnie nielogiczne i absurdalne wydarzenia. Jak inaczej tłumaczyć, że wybuch bomby w naczepie samochodu ciężarowego, gdzie schowała się dwójka nastolatków, funduje im otarcia i zadrapania, a kierowca siedzący kilka dobrych metrów dalej, ginie? Absurd.

Czarę goryczy przelewa postawienie czarnego charakteru po dobrej stronie. Może i twist dla znających książki, ale jeśli ktoś decyduje się na taki krok to powinien zadbać o konkretnego antagonistę. W zamian dostaliśmy całą zgraję małolatów latających z bronią. Kretyński wymysł, niszczący kompletnie, wypracowany przez pierwszą część sezonu, klimat. Przewrotny finał trochę poprawia wrażenia, ale znów wątki, po za głównym, zostały rozwiązane po prostu głupio. Wiele tragicznych wydarzeń można było uniknąć, a całość rozegrać zupełnie inaczej.

Podsumowując Wayward Pines ma dwa oblicza. Pierwsze pięć odcinków jest napakowane tajemnicami, zwrotami akcji. Ogólnie na plus. Druga połowa serialu to z kolei festiwal głupot i niedorzeczności. Mam wrażenie, że w trakcie nagrywania pierwszych odcinków planowany był drugi sezon, a potem ktoś nakazał zakończyć wszystko w jednym i pomieszano wątki. Trochę by to tłumaczyło fabularny chaos, ale nijak nie kompensuje straconego czasu. Oglądać? Lepiej przeczytać!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here