UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



millenium-co-nas-nie-zabije (1)

Kilka lat temu dostałem trylogię Millenium Stiega Larssona od koleżanki. Pierwsza książka była niezła, ale wielkiego szału nie zrobiła. Drugi tom zrobił na mnie o wiele większe wrażenie i wciągnął na tyle, że praktycznie po przeczytaniu ostatniej strony przeskoczyłem do „Zamku z piasku, który runął”.  Drugi i trzeci tom były ze bezpośrednio powiązane i było to czuć na każdym kroku. Wielka intryga, suspens, świetni bohaterowie i mocne zwroty akcji uczyniły z Millenium sagę, o której mówi się po dziś dzień.

Od kilku lat chodziły plotki, że wydawca zaproponuje napisanie kolejnych odsłon innemu autorowi. Wybór padł na Davida Lagercrantza – dziennikarza, któremu największą sławę przyniosła biografia Zlatana Ibrahimovica pt. „Ja, Ibra”. Zobaczmy jak poradził sobie z tym tematem.

Akcja przenosi nas kilka lat do przodu względem oryginalnej trylogii. Mikael Blomkvist najlepsze lata ma już za sobą. Od głośnych wydarzeń nie trafił mu się równie mocny temat, a przez to również miesięcznik Millenium stracił na prestiżu. Borykająca się z problemami redakcja została wykupiona przez wydawniczego molocha i próbuje wepchnąć na łamy tego poważanego pisma rubryki z celebrytami i życiem towarzyskim. Czasy się zmieniły i w dobie nowoczesnych technologii żmudne dziennikarstwo śledcze nie przynosi oczekiwanych zysków.
Wtem Blomkvist wplątuje się z sprawę śmierci szwedzkiego naukowca, który pracował nad nowoczesnym algorytmem sztucznej inteligencji. Sprawa nie wydawała się specjalnie intrygująca, gdyby nie fakt, że denat znał i współpracował z Lisbeth Salander.

Tak zaczyna się kolejne, zakrojone na olbrzymią skalę śledztwo. Mamy tutaj szpiegostwo przemysłowe, mafię, szemrane interesy w wykonaniu amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego – NSA (National Security Agency). Jakby tego było mało to pojawia się temat przemocy domowej oraz dziecko z autyzmem obdarzone niesamowitymi zdolnościami (sawant). Trzeba przyznać, że Lagarcrantz odrobił pracę domową i udało mu się naszpikować wątkami całą książkę, podobnie było w oryginale. I co najlepsze udało się to dobrze spoić i sprzedać czytelnikom. Nawet budowa rozdziałów jest identyczna jak u Larssona, przez co książka może wydawać się imitacją dla czytelników ceniących własny styl pisarza. Z drugiej strony osoby, których nie interesuje nazwiska autora szybko odnajdą się w kolejnej odsłonie. Podsumowując zarówno fabuła jak i konstrukcja powieści na plus!

Rozczarowują za to postaci. Zarówno Mikaela jak i Lisbeth jest dość mało biorąc pod uwagę ilość stron. Ponadto wspomniana dwójka praktycznie przez całą powieść nie spotyka się oko w oko. Szkoda, ponieważ dynamika pomiędzy bohaterami to największa zaleta poprzednich książek. Pozostali niczym się nie wyróżniają. Eriki jest zbyt mało, aby ją oceniać i tak samo z kolejnymi nazwiskami, a trochę się ich przewija. Chyba lepszym pomysłem byłoby uszczuplenie obsady, a większe jej rozwinięcie.

Ktoś powiedział kiedyś, że nie powinno się tworzyć czwartej części trylogii. Czy miał rację? Gdyby kolejne odsłony tworzył Larsson to nikt nie miałby pretensji i żalu. Lagercrantz miał mocno pod górkę i wydaje mi się, że podołał zadaniu. Mimo dość nudnawego początku czytało się świetnie, a stopniowane napięcie dawało się we znaki. Stęskniłem się za Lisbeth i Mikaelem i miło było znów o nich poczytać.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here