UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



marsjanin-b-iext26964316

Za kilka dni wybieram się na kinowego Marsjanina. Z tego też powodu postanowiłem zapoznać się z polecanym przez znajomych literackim pierwowzorem. Co takiego napisał Andy Weir, że Hollywod nakręciło film z Mattem Damonem w roli głównej?

Mark Watney uczestniczy w trzeciej załogowej misji na Marsa. Z zaplanowanego miesiąca na powierzchni planety załoga wytrzymuje tylko 6 dni, ponieważ wielka burza uniemożliwiła dalszą pracę. W wyniku wypadku ranny Mark pozostaje sam na planecie. Watney staje wtedy przed wyborem: poddać się lub walczyć i spróbować przeżyć do kolejnej misji planowanej za cztery lata. Oczywiście wiemy jaką podjął decyzję 🙂

Większość książki obserwujemy z perspektywy Marka, a dokładniej z prowadzonego przez niego dziennika. Na koniec każdego sola (marsjański dzień) Mark podsumowuje wydarzenia, zbiera do kupy wyliczenia i przedstawia plany na kolejne dni.
Pewnie gdzieś to słyszeliście, ale nie da się opisać tego lepiej. Mark Watney to połączenie Beara Gryllsa, Robinsona Crusoe i MacGyvera. Z wykształcenia botanik, więc co i rusz próbuje stworzyć pierwszą uprawę ziemi na innej planecie. Naprawia radio, kombinuje jak stworzyć więcej wody, jak wyciągnąć poszczególne pierwiastki chemiczne. Ma więcej ciekawych pomysłów niż rezydenci naszego sejmu razem wzięci…

Nie będę rozpisywał się nad pomysłami ich realizacją, ponieważ tojeden z najlepszych motywów książki. I są to jak najbardziej realne działania. Nie ma tutaj laserów, podróży nadświetlnych i generujących nieskończone powietrze skafandrów. Nie wiem nad czym dłubie aktualnie NASA, ale załogową wyprawę na Czerwoną Planetę wyobrażam sobie dokładnie tak jak przedstawił to Weir. Mnóstwo mechaniki i mnóstwo obostrzeń, które muszą brać pod uwagę astronauci są tutaj dobrze zaznaczone i zupełnie nie zdajemy sobie sprawy, że czytamy książkę sci-fi. Jest aż tak realistycznie.

Pomysłowość Marka idzie w parze z kapitalnym poczuciem humoru. Nawiązania, przemyślenia i analiza poszczególnych sytuacji okraszone są świetnymi żartami. Wielokrotnie parskałem śmiechem czytając podsumowanie jego całodziennych zmagań z niesprzyjającą atmosferą. Dawno tak się nie ubawiłem czytając książkę!

O filmowym Marsjaninie słychać dużo w mediach, ponieważ recenzje jakie zbiera film mówią jasno, że mamy do czynienia z hitem. Ja jeszcze nie oglądałem, ale już wiem, że będę bawił się przednio. Zachęcam każdego, aby przeczytał tę niepokojąco realistyczną książkę o podboju Marsa, bo jestem pewien, że każdy znajdzie coś dla siebie. POLECAM!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here