UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



Kilka ostatnich dni zastanawiałem się jak ugryźć „Małe Wielkie Odkrycia”. Głowiłem się jak napisać recenzję książki, z której każdy przytoczony przykład może zepsuć czytelnikowi jego własne „małe odkrycie”. Steven Johanson zmienił postrzeganie wszystkich tych drobnych rzeczy, które nas otaczają i do których przywykliśmy na tyle, że przestaliśmy na nie w ogóle zwracać uwagę. Ale po kolei.

Książka „Małe Wielkie Odkrycia” składa się, nie licząc obszernego wstępu i podsumowania, z sześciu części. O ile rozdział pierwszy zatytułowany „Szkło” mówi wprost czego się w nim dowiemy, tak Zimno, Dźwięk, Czystość, Czas i Światło wydają się dość enigmatyczne. Z pomocą przychodzi rozbudowany wstęp autora tłumaczący tzw. „efekt kolibra”, który będzie podstawą każdej kolejnej części książki. A czym jest ów zjawisko? Jeśli pamiętacie z filmów, gier, czy książek zjawisko efektu motyla (nawet najmniejsza akcja może wykonać wielką reakcję w przyszłości) to tutaj jest podobnie, ponieważ każde najmniejsze odkrycie przyczyniło się do stworzenia kolejnych wynalazków, a te z kolei wymusiły rozwój innych gałęzi przemysłu. Przytaczając przykład z okładki książki – wynalezienie prasy drukarskiej przez Gutenberga niesamowicie zwiększyło zapotrzebowanie na okulary dla co raz chętniej uczących się czytania i pisania ludzi. Gdy już każdy mógł sobie kupić okulary ktoś wynalazł mikroskop, a ktoś teleskop i tak dalej. Taki łańcuch zdarzeń nazywamy właśnie „efektem kolibra”, a każdy kolejny rozdział umieszcza go zgrabnie w tytułowych zagadnieniach.

Książka przepakowana jest ciekawostkami na temat postaci historycznych i w wielu przypadkach kładzie nowe światło na rzeczy, które znamy z historii. Jeśli z grubsza pamiętacie szkolne podręczniki historii to wiecie, że Edison wynalazł żarówkę. I w zasadzie tyle w tym temacie. Johnson rozprawia się z tym ogólnikowym stwierdzeniem dokładnie opisując kolejne kroki, które doprowadziły do ogłoszenia rewolucji w oświetleniu. Sprawa wygląda zupełnie inaczej niż mogłoby się wydawać. Dowiecie się też co łączy Edisona z „magiem” naszych czasów – Steve’em Jobsem i gwarantuję, że będziecie bardzo zaskoczeni. Praktycznie każdy nowy akapit to nowa, bardzo często zaskakująca ciekawostka, która prowokuje do zgłębiania tematu. Złapałem się na tym, że po lekturze sprawdzałem jak wyglądał kiedyś transport lodowych bloków, czy jak to amerykańskie miasta radziły sobie z nieczystościami w XIX wieku.

Książka wydana jest rewelacyjnie. Oprócz bardzo czytelnego podziału na kolejne części, co chwila trafiamy na ilustracje dotyczące omawianego tematu. Nie są to przypadkowe obrazki, a starannie wygrzebane materiały z kronik i archiwów. Powiedzieć, że jest ładna to za mało, to zdecydowanie pierwszorzędne wydanie!

Podczas lektury przychodzi refleksja, że szkoły powinny brać przykład z autora. Jasne, powinniśmy znać historię władców ojczyzny i europejskich mocarstw, powinniśmy znać przebieg wielkich wojen, ale powinniśmy też znać genezę rzeczy, które nas otaczają, bo za wieloma z nich stoi niesamowita historia. Dzięki „Małym Wielkim Odkryciom” czuję się nie tyle mądrzejszy, co świadomy. Poza tym można błysnąć przy pogaduszkach ze znajomymi! A to jest bezcenne 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here