UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

Ukończyłem zalegającą na dysku konsoli kolejną grę od Telltale. Podobnie jak w przypadku Gry o Tron postanowiłem poczekać na cały sezon, bo z epizody wydawane są tak nieregularnie, że nigdy nie wiadomo czy przyjdzie czekać nam miesiąc czy może trzy. Oto moja recenzja, a na początek nagrany przeze mnie gameplay z pierwszego epizodu:

Tales from the Borderlands jak sama nazwa wskazuje wykorzystuje licencję gier 2K. Akcja ma miejsce po zakończeniu Borderlands 2, gdy Handsome Jack dla większości jest tylko złym wspomnieniem, a dla garstki legendą i wzorem. Zafascynowany osiągnięciami tego nadpobudliwego czarnego charakteru jest Rhys – pracownik stacji orbitalnej Helios o ambicjach większych niż jego możliwości. Wraz z kumplem Voughnem udają się na Pandorę, aby kupić od szemranych gości Voult Key, czyli cel naszych poszukiwań w FPS-ach. Wśród wspomnianych szemranych osób znajdują się Fiona i jej siostra Sasha – drobne złodziejki marzące o wielkim skoku.

W ten właśnie sposób poznajemy dwójkę protagonistów, oczami których będziemy śledzić fabułę. Oczywiście nie możemy swobodnie przełączać się między Rhysem, a Fioną. Podobnie jak w innych grach Telltale przeskoki są narzucone przez scenarzystów, ale w żadem sposób nie wpływa to negatywnie na odbiór wydarzeń. Bo trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z najlepszą opowieścią wśród gier Telltale. Jedynie Wolf Among Us jest najbliżej fabularnego poziomu TftB! Całość utrzymana jest w stylu heist movie, czyli filmu o napadach wszelakich (np. Ocean’s Eleven). Włamujemy się do placówek, okradamy gangsterów, potem znów się włamujemy. Świetny klimat i fantastyczne wykorzystanie licencji Borderlands.

Drugi argument za sięgnięciem po ten tytuł to humor, a raczej NIESAMOWITY HUMOR! I to zarówno sytuacyjny jak i słowny. Ilość żartów podanych bezpośrednio i tych ukrytych w zdaniach lub obrazkach to małe mistrzostwo świata. Mamy masę nawiązań do gier i filmów, co uwielbiam.

Come with me if you wanna LEAVE – Loader Bot

Do tego wykorzystanie popularnych memów internetowych, kilka dość makabrycznych żartów i genialne docinki bohaterów i mamy obraz komedii niemalże idealnej. Wiele hollywoodzkich „komedii” nie dorasta Tales from the Borderlands do pięt.

Genialnie napisani są główni bohaterowie. Rhys to zadufany w sobie cwaniaczek, którego nikt nie bierze na poważnie. Próbuje być przywódcą grupy lecz każdy go ignoruje. Fiona z kolei ma trochę więcej oleju w głowie i może nie ma wielu rozbrajająco śmiesznych scen, ale jej interakcja z Rhysem to już majstersztyk. Non stop sobie dogryzają, robią sobie na złość, a my dzięki temu mamy wrażenie, że obcujemy z bohaterami z krwi i kości. Pojawia się też Handsome Jack w dość osobliwej postaci, ale to zostawiam każdemu do odkrycia.

Wybory jak to w grach Telltale są dość iluzoryczne. Mamy wpływ na pomniejsze wątki, natomiast główna oś fabularna idzie tym samym torem niezależnie od decyzji. Co prawda można zdecydować o życiu lub śmierci niektórych postaci i ma to mały wpływ na finał opowieści, ale nie jest to specjalnie rozbudowane. Już taki standard.

Na koniec z całą stanowczością stwierdzam, że Tales from the Borderlands to najlepsza gra od studia Telltle odkąd studio przeszło na obecną formę niby przygodówek. Wydaje się, że to Opus Magnum interaktywnych gier-seriali i nie da wymyślić się nic lepszego. Nadchodzą gry Telltale z Batmanem, będzie coś z Marvela, będzie trzeci sezon Walking Dead, będzie kontynuacja Gry o Tron. Będę w to wszystko grał, ale bez zmian w formule raczej się nie obędzie.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here