UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

↑ REKLAMA ↑


Netflix rozszalał nam się na dobre i co raz chętniej sięga po autorskie seriale. Ku mojej uciesze współpraca platformy z Marvelem zdaje się zacieśniać i po fantastycznym zeszłorocznym Daredevilu mamy kolejny serial obsadzony w MCU.

Jessica Jones  podobny, ale paradoksalnie inny od Daredevila. Nie unikniemy tutaj porównań, ponieważ czas i miejsce akcji pokrywają się z zeszłorocznym hitem. Tytułowa bohaterka, jak większość marvelowskich postaci, posiada nadprzyrodzone zdolności. Nie jest to nic niesamowitego, bowiem Jessica dysponuje bardzo dużą siłą. Swego czasu próbowała być kimś w rodzaju Kapitana Ameryki, ale ten styl życia nie bardzo jej odpowiadał. Po kolejnych przejściach zdecydowała się zaszyć w Hell’s Kitchen i prowadzić tam malutką agencję detektywistyczną. Nudne śledzenie niewiernych małżonków przerywa pojawienie się Kilgrave’a, z którym Jessica miała traumatyczne doświadczenia rok wcześniej.

jessica-jones-throwing-dudejpg-a80745_1280w

I tak właśnie rozpoczyna się Jessica Jones. To trwająca niemalże 13 godzin kryminalno – detektywistyczna opowieść bez większych przestojów na wątki poboczne. Podobnie jak w przypadku Matta Murdocka jest to ciągła historia, więc opuszczenie odcinka nie wchodzi w rachubę, a każde najmniejsze wydarzenie ma jakiś wpływ na dalsze losy bohaterów. Wątek przewodni zbudowany na takim samym schemacie (bohater i superzłoczyńca) poprowadzony został zupełnie inaczej. Nie mogę zdradzić nic więcej dlatego musicie zaufać moim zapewnieniom – fabularnie się nie zawiedziecie!

Krysten Ritter jak Jessica sprawdza się znakomicie. Napisana jest nieco inaczej niż komiksowy odpowiednik, ale to bardzo dobrze, ponieważ uważam, że rysunkowa JJ dosłownie wycięta została z superbohaterskiego szablonu. Filmowa Jess to znudzona życiem, wulgarna i niezbyt miła alkoholiczka. W hollywoodzkim stylu wlewa w siebie całe butelki whisky, by za 2 godziny ścigać przestępcę. Norma. Pomijając ostatnie zdanie taka wersja osoby obdarzonej nadludzkimi zdolnościami bardziej ją uwiarygadnia. Jestem w stanie uwierzyć, że w rzeczywistości supermoce zamieniłyby ludzi w samotników pokroju Jessiki, a nie w harcerzyków a’la Superman i Kapitan Ameryka.

IMG_2412

Każdy superbohater potrzebuje swojego arcywroga. Tę rolę spełnia wspomniany wcześniej Kilgrave (David Tennant). Przyznam, że długo mi zeszło zanim zacząłem brać go na poważnie. Opowieści o nim i jego ksywka (wyśmiana z resztą kilka razy przez bohaterów) kazały oczekiwać jakiegoś wielkiego madafaka, a tymczasem na ekranie pokazał się ładnie ubrany, całkiem przyjazny facecik. Goguś o nienagannych manierach. I wiecie co? Naprawdę się sprawdził. Kilgrave jest przerażający na swój zimny, wyrachowany sposób. Posiada moc kontroli umysłów lub, żeby było jaśniej – ludzie robią co im każe. Bez względu jakie polecenie wyda, świadoma ofiara je wypełni. „Wydłub sobie oko” – spoko; „podejdź do ogrodzenia i stój tam do końca świata” – ofiara również wypełnia polecenie i co najgorsze dokładnie wie co się dzieje, a nie może w żaden sposób tego powstrzymać. Śmiem nawet twierdzić, ze Kilgrave jest lepszym złym niż wrogowie Iron Mana z trzech filmów. Razem wzięci. Bo jak walczyć z kimś, kto może każdemu człowiekowi wydać rozkaz, a ten go wypełni. Jak go podejść? I co z nim zrobić, gdy już zostanie dorwany? Uwielbiam tak niestandardowe problemy.

screen shot 2015-12-18 at 9.25.28 pmOprócz wymienionej dwójki w serialu pojawiają się tajemniczy policjant Will Simpson i Trish Walker, lokalna gwiazda i jedyna przyjaciółka Jessiki. A jest jeszcze Trinity z Matrixa, czyli Carrie – Ann Moss w roli bezwzględnej prawniczki. Każda z tych postaci ma swoje 5 minut i wkłada dużo do fabuły. Przedstawiony nam zostaje również Luke Cage. Olbrzym występuje średnio w co drugim odcinku. Jego losy powiązane są bezpośrednio z Jessiką, co jest świetnym prognostykiem na temat zbliżających się seriali Luke Cage, Iron Fist i wreszcie The Defenders, gdzie wszyscy netflixowi superbohaterowie połączą swoje siły.

MARVEL'S JESSICA JONES

Jak prezentuje się technicznie? Dość słabo. Budżet wydaje się sporo skromniejszy niż w przypadku Daredevila, chociaż ten wcale nie zawsze zachwycał wizualnie. Sceny walki są bardzo chaotyczne, a ujęcia kamer są tak szybkie, że nie jesteśmy w stanie przyjrzeć się szczegółom. Rzucają się w oczy markowane ciosy i nierealistyczne reakcje na uderzenia. Gdy Jessica wykonuje wielki skok to widzimy jedynie odrywające się od ziemi stopy. Ten serial stoi fabułą i trzeba o tym pamiętać.

Jessica Jones to dla mnie produkcja na miarę Daredevila. Czy lepsza? Trudno powiedzieć, ponieważ mimo podobnej tematyki, tego samego miejsca akcji i uniwersum Marvela są to zupełnie inne produkcje. Cieszy mnie odwaga scenarzystów i nie kręcenie wszystkiego na jedno kopyto. Jest to świetna kryminalna historia z bohaterami z krwi i kości!

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here