UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

↑ REKLAMA ↑


Mój romans z serią Tales of zaczął się całkiem niedawno za sprawą Tales of Graces. Wcześniej nie miałem do czynienia z marką, więc po pierwszym spotkaniu zapragnąłem więcej. Następne w kolejce było Tales of Xillia i niedługo potem kontynuacja Tales of Xillia 2. Kupiłem też Tales of Symphonia Chronicles na PS3, ale do tej pory z różnych przyczyn nie udało mi się jej włączyć. Przyszedł czas na Tales of Zestiria, na które czekałem bardzo mocno, bo to pierwszy tytuł jaki wyszedł również na PS4. Oto moje wrażenia.

Zaskakująco Zestiria powraca klimatem do dawnych odsłon serii. Znikają laboratoria, komputery i szeroko pojęta nowoczesność, a powraca coś na wzór europejskiego średniowiecza skąpanego w klasycznym sosie fantasy. Ludzie gnębieni przez rozmaite kataklizmy proszą mitycznych Serafimów (Seraphim) o zesłanie Pasterza (Shepherd), który uwolni ich od trosk. Pasterzem zostaje Sorey, chłopak mogący dostrzec Serafimów (zwykli ludzi ich nie widzą), który dodatkowo został przez nich wychowany. Razem z przyjacielem i nowo poznanymi towarzyszami Sorey wyrusza na wielką przygodę.

Jak widać fabuła do wybitnych nie należy. Ot historyjka o ratowaniu świata oraz wartościach typu przyjaźń i tym podobne. Trochę mnie to rozczarowało, wszak Zestiria to tytuł wydany na dwudzieste urodziny serii i można było oczekiwać fajerwerków. Całość śledziłoby się całkiem znośnie, gdyby nie koszmarnie nudny początek. A jeśli mówimy o początku w przypadku jRPG to mam namyśli pierwsze 7-8 godzin. Nie dzieje się dosłownie nic. Null. Zero. Sorey łazi z punktu A do B, z B do C, aż zdąży przerobić cały alfabet i to dwukrotnie. Do tego co chwila zatrzymuje nas jakaś scena przerywnikowa. Rozumiem zamysł, żeby gra upodobniła się do filmu/anime, ale większość zdarzeń to pierdółki bez żadnego wpływu na wydarzenia. Dialogi spokojnie można było odpalić podczas eksploracji lub w przypadku tradycyjnych, opcjonalnych skitów, których z przerostu ilości przerywników jest bardzo mało. Przebrnięcie przez cholernie długi wstęp zostaje wynagrodzone dynamiczniejszym rozwojem wydarzeń. Zaczyna się coś dziać, Sorey jako Pasterz zaczyna mieć coś do roboty, a nawet po 10 godzinach zaczynają się pojawiać pierwsze zadania poboczne. Ciągle nie ma szału, ale przestałem przysypiać przed telewizorem.

TalesofZestiria-Comp-004-PC

Struktura rozgrywki praktycznie nie uległa zmianom. Mamy skupiska ludzi, czyli zamki, miasta i osady oraz prowadzące do nich drogi, łąki, doliny, góry i wszystko inne po czym można chodzić. W miastach robimy zakupy i zaliczamy questy, a w terenie grindujemy i rozprawiamy się z bossami. Obraz całości uzupełnia kilka prostych dungeonów. Schemat.

Seria Tales of urzekła mnie systemem walki. Każda kolejna odsłona opiera się na podobnym pomyśle, ale modyfikuje system tak, aby nie pomylić go z inną grą. Po napotkaniu przeciwnika błyskawicznie pojawiamy się na polu walki ograniczonym niewidzialnymi ścianami i za pomocą dwóch przycisków oraz lewej gałki analogowej wyprowadzamy wyuczone ciosy. Ta część nie różni się od poprzednich odsłon, wiec odsyłam np. o tekstu o Tales of Xillia. Różnica polega na tym, że Sorey może walczyć tradycyjnie lub wykorzystywać moc Serafimów dokonując fuzji z towarzyszami. Każdy z towarzyszących nam Serafimów odpowiada za inny element (ogień, woda itd.), więc po sprawdzeniu słabych stron przeciwnika (wciśnięcie R1) możemy wybrać odpowiednią fuzję. Fuzja niesie za sobą zmianę wyglądu Soreya (coś a’la Dragon Ball), a także kompletną zmianę zestawu ciosów. Sprawdza się to świetnie! Walki są dynamiczne i widowiskowe, a taktykę możemy dowolnie zmieniać.

modn6k1j

Jak wyglądają przenosiny na PS4. Patrząc na obrazki jest to dalej era PS2. I tak jest niestety w rzeczywistości. Podciągnięcie do 1080p i wygładzone krawędzie to niewystarczające zmiany, nawet biorąc pod uwagę, że gra wyszła również na PS3. Na plus muszę zaliczyć jedynie sposób poruszania się bohaterów. Wydaje się, że twórcy nareszcie zafundowali sobie sesje motion capture, bo na scenkach przerywnikowych ruchy Soreya i towarzyszy są bardzo naturalne. Twarze to dalej pozbawione szczegółów maski, ale jakiś zalążek emocji można na nich dojrzeć. Niby w jRPG nie chodzi o grafikę, ale nikt nie obraziłby się na doskoczenie chociażby do poziomu Dragon Age Inkwizycja.

Tales of Zestiria to jakieś 30 godzin rozgrywki z dłużyznami, ze schematami, które jednak potrafią wciągnąć. Czy warto? Przy cenie w granicach 100 zł jak najbardziej tak. Cena standardowa (249zł PS4 i 199 PS3) to kompletne nieporozumienie i strzał w kolano Namco. Czekajcie na solidną promocję.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here