UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



Breaking Bad zmienił telewizję. Przedstawiona w pięciu sezonach opowieść o nauczycielu chemii, który wiedząc, że niedługo umrze postanawia wykorzystać swoją naukową wiedzę do stworzenia najczystszej metamfetaminy na świecie to serial nieprawdopodobnie przemyślany, zaskakująco spójny i mocno zapadający w pamięci.

Oprócz Waltera White’a aka Heisenberga (Bryan Cranston) i Jesse Pinkmana (Aaron Paul) serial przedstawił całą masę nietuzinkowych postaci. Największą popularnością cieszyli się „człowiek od zadań specjalnych” – Mike oraz adwokat wszystkich szumowin w mieście -Saul Goodman. I właśnie ta dwójka dostała swój własny serial zatytułowany Better Call Saul. Przygotowałem recenzję pierwszego sezonu, który możecie znaleźć na Netflixie. Zapraszam.

Serial zaczyna się jakiś czas po zakończeniu Breaking Bad. Widzimy co aktualnie robi Saul i jak radzi sobie z „nowym” życiem. Po tym wstępie na resztę sezonu przenosimy się jakieś 10 lat wstecz i około 6 lat przed pierwszym spotkaniem Saula z Walterem White. Dowiadujemy się, że przyszły adwokat kryminalistów naprawdę nazywa się Jimmy McGill i jest gościem, który za wszelką cenę chce być uczciwy i godny zaufania. Jimmy mimo wielkiego uporu nie może znaleźć pracy w dużej kancelarii prawniczej, a prowadzona przez niego działalność w składziku na tyłach salonu piękności to bardziej parodia niż prawdziwa praktyka adwokacka. Podczas 10. odcinków obserwujemy uporczywe próby zaistnienia w świecie zdominowanym przez duże kancelarie i znalezienia własnej niszy, w której Jimmy mógłby się realizować.

better-call-saul-000-1920x1277

W pierwszym sezonie bardzo ważny jest wątek brata Jimmy’ego – Chucka. Chuck McGill jeszcze do niedawna bardzo znany prawnik aktualnie cierpi na niezdiagnozowaną przez nikogo przypadłość – nie może przebywać w pobliżu fal elektromagnetycznych. Siedzi w domu bez prądu, z zasłoniętymi oknami, a jego jedyną rozrywką jest czytanie akt spraw prowadzonych przez młodszego brata. Chuck to największa słabość Jimmy’ego i niejednokrotnie robi wszystko, aby tylko zasłużyć na szacunek zdziwaczałego brata.

W pewnym momencie Jimmy poznaje Mike’a, tego samego Mike’a, którego uwielbialiśmy w Breaking Bad. Co ciekawe postać małomównego staruszka dostaje w pierwszym sezonie dużo więcej czasu niż w całym wspomnianym serialu! Poznajemy jego przeszłość, jego małe i wielkie grzeszki i powoli zaczynamy rozumieć jak stał się TYM Mike’em.,

o-BETTER-CALL-SAUL-facebook

Wspólne sceny Jimmy’ego i Mike’a to najlepsze momenty całego sezonu. Współpraca pomiędzy za dużo za dużo gadającym adwokatem żółtodziobem i zmęczonym życiem starym wyjadaczem to po prostu majstersztyk. Jest niesamowicie śmiesznie, a sprawy, w które się angażują niejednokrotnie zaskakują niespodziewanymi konkluzjami.

To chyba największa zaleta wszystkich 10 odcinków pierwszego sezonu. Wątek główny oraz wszystkie mniejsze problemy i pomysły Jimmy’ego zostały rozpisane w taki sposób, że nie mamy pojęcia jak potoczą się sprawy dopóki twórcy nie zdecydują się odkryć wszystkich kart (sprawa ze skradzionymi pieniędzmi to po prostu majstersztyk!).

W ósmym odcinku mamy do czynienia ze swoistym ukłonem w stronę graczy. Pojawiają się w nim Steven Ogg i Jay Klaitz, których znamy jako Trevora i Lestera z GTAV! Chłopaki mają wspólną scenę z Mike’em i co ciekawe odgrywają postaci do złudzenia podobne bohaterów produkcji Rockstara. Z resztą spójrzcie sami:

Better Call Saul to serial zaskakująco dobry. Spodziewałem się prostego odcinania kuponów i żerowania na sentymentach, a dostałem całkiem świeżą opowieść, która nie stara się naśladować historii Heisenberga. Nawet nawiązania do BB są bardzo subtelne i tylko gościnne występy niektórych znanych nam postaci (bez spoilerów) przypominają, że to prequel. Zabieram się już za drugi sezon. Polecam, bo naprawdę warto!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here