UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



Pół roku po premierze Assassin’s Creed Syndicate w Polsce pojawiła się książka będąca prequelem (chociaż nie do końca, o czym później) przygód Evie i Jacoba Frye. Syndicate bardzo mi się podobało, o czym pisałem w recenzji na pssite.com.  Sprawdźmy czy książka dotrzymuje kroku grze.

Akcja rozpoczyna się w Indiach kilkanaście lat przed wydarzeniami z gry. Ethan Frye, ojciec Evie i Jacoba podejmuje się szkolenia obdarzonego wielkim talentem chłopca o imieniu Jayadeep (nie jest tajemnicą, że gracze znają go z nazwiska Henry Green). Po kilku latach Ethan musi wrócić do Indii, ponieważ Bractwo skazało chłopaka na śmierć. Frye przekonuje przywódców, aby pozwolili młodemu asasynowi dołączyć do przetrzebionego Bractwa w Londynie.

Większość książki ma właśnie miejsce w Londynie, na kilka lat przed pojawieniem się rodzeństwa. Hindus, który posługuje się teraz nazwiskiem Bharat Singh pracuje incognito przy budowie londyńskiego metra, a jego misją jest dotarcie jak najbliżej Templariusza Cavanaugh, który odpowiada bezpośrednio przed znanym z gry Starrickiem. Prawdziwą tożsamość chłopaka zna tylko Ethan, a Bractwo wie tylko, że wśród Templariuszy mają człowieka znanego jako Duch.

Pomysł z przenikaniem w szeregi Templariuszy to nowość w serii. Graliśmy już jako Shay w AC Rogue oraz śledziliśmy losy Templariusza Haythama Kenwaya, syna Edwarda i ojca Connora w najlepszej jak dotąd książce Bowdena, czyli AC Porzuceni. Infiltracja świetnie wpisuje się w potajemną wojnę pomiędzy dobrem i złem, a i tradycyjne szukanie Fragmentów Edenu nabiera rumieńców. Chyba nie myśleliście, że „Ci, którzy byli przed nami” zostaną pominięci w kolejnej części asasyńskiej sagi? Ta pogoń za artefaktami, które i tak na końcu zostaną zniszczone to pięta achillesowa serii. Książka zyskałaby wiele, gdy za wszelką cenę nie chciała wpisać się do poznanej pół roku temu historii. Akcja rozwija się bardzo ciekawie, są zwroty akcji, są mrożące krew w żyłach wydarzenia, a wszystko psuje tradycyjny Fragment Edenu…

Najgorsze jest to, że historia nie kończy się przed Syndicate. Niestety, gdy dobrniemy do około 70% znów przeskakujemy o kilka lat do przodu, by w ekspresowym tempie przedstawić wydarzenia z gry. Bharat to już Henry Green, Evie to Evie, którą znamy, a Jacob… Jacob jest postacią drugo, jeśli nie trzecioplanową. Bowden skacze po co ważniejszych misjach głównych z ACS przy okazji rozwijając wątek romansu Evie i Henry’ego. Co jakiś czas padają słowa typu „Jacob załatwił tego i tamtego”, „Gang Jacoba odbiła taką i taką dzielnicę”. A propos według książki Jacob przewodzi gangowi Skoczków, co gryzie się z grą, gdzie byli to Skokierzy. Jasne, kwestia tłumaczenia, ale brak sprawdzenia materiału źródłowego trochę boli.

Pozostała część książki odsuwa Henry’ego/Bharata/Jayadeepa w cień, by skupić się na Evie i jej obsesji na temat Fragmentu Edenu. Najgorsze, że nie wiadomo dla kogo przeznaczona jest ta część. Osoby nie znające gry zgubią się w chaosie, a osoby znające gry nie znajdą tutaj nic nowego. A nawet jeśli, to nie będzie nic wartego uwagi.

Podsumowując Assassin’s Creed Podziemie rozczarowuje. Oliver Bowden zamiast skupić się na prequelu z prawdziwego zdarzenia ugrzązł pomiędzy nową historią będącą jednocześnie uzupełnieniem gry, a odtworzeniem wydarzeń będącej jej częścią. Nie potrafię zrozumieć co było przyczyną takich decyzji, ale poważnie rzutują na jakość książki. W tym roku nie pojawi się nowa gra w uniwersum, więc aż prosi się, aby Bowden napisał książkę w wybranym przez siebie miejscu i czasie. Dla twórców komiksów AC nie jest to problemem, więc dlaczego nie?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here