UDOSTĘPNIJ

Wielkie oczekiwanie dobiegło końca. 10 maja zadebiutowała czwarta, ostatnia odsłona Uncharted. Kres Złodzieja, bo taki nosi tytuł to pożegnanie Nathana Drake’a z graczami i pożegnanie Naughty Dog z serią, która wyniosła ich na szczyt po premierze Uncharted 2. Nie będzie znaków zapytania i próby budowania napięcia, bo na półkach sklepowych zagościła najlepsza gra na PlayStation 4, najlepsza gra akcji w historii i być może najlepsza gra w ogóle!

Po rozstaniu z serią Amy Henning, stery przejął Neil Druckmann, człowiek odpowiedzialny za historię przedstawioną w The Last of Us. Bałem się trochę, że przez Druckmanna lekki ton serii stanie się zbyt poważny, a postaci zostaną zdominowane przez wewnętrzne rozterki i prywatne dramaty. Na szczęście udało się utrzymać, niemalże idealny, balans pomiędzy powagą, a wyluzowaniem i spektakularnością, a spokojną eksploracją.

Jak przystało na ostatnią część serii historia niejako zatacza koło. Nate od kilku jest na swoistej emeryturze. Zostawił uganianie się za legendami i świątyniami, a w to miejsce poślubił Elenę i pracuje jak każdy przyzwoity obywatel. Spokojną i szczęśliwą egzystencję zaburza pojawienie się Sama, brata Nathana, który od 15 lat uznany był za zmarłego. Sam bardzo szybko przekonuje brata do wzięcia udziału w nowej ekspedycji będącej zarazem ich młodzieńczą obsesją. Bracia Drake, bowiem od ponad 20 lat bezskutecznie poszukiwali pirackiego skarbu, jaki w XVII wieku rzekomo ukrył Henry Avery.

W porównaniu do poprzednich odsłon historia jest dużo bardziej wyważona, jakby bardziej autentyczna. Bohaterowie popełniają błędy, źle interpretują niektóre wskazówki i nie trzymają się kurczowo swoich racji. Odczucia potęguje niesamowita wręcz interakcja pomiędzy postaciami. Nate praktycznie zawsze ma towarzysza, więc czekają was dziesiątki krótkich dialogów podczas eksploracji. Postaci rozmawiają o wydarzeniach, o znaleziskach, ale też o życiu prywatnym, nierzadko wspominają dawne przygody oraz solidnie sobie dogryzają. W pierwszych trzech częściach takich pogadanek było sporo, ale dopiero Uncharted 4 wzorem The Last of Us rozbudowało ten aspekt do należytych rozmiarów.

Wszystko to sprawia, że zapowiadany na podstawie Uncharted film nie ma sensu. Najmniejszego. Ta gra jest filmowa pod KAŻDYM względem i nie mam pojęcia jak Wielki musiałby być budżet, żeby chociaż w połowie dotrzymać kroku grze

Słowo najlepiej opisujące Uncharted 4? Filmowość. Określaliśmy tak wiele gier, ale teraz się to zmieni, ponieważ każda kolejna premiera będzie porównywana z arcydziełem Naughty Dog. Scenki przerywnikowe, która odpalają się bez przeskoków, są tak prawdziwe i tak zagrane, że wielu aktorów powinno oglądać je do poduszki w ramach treningu. Nolan North (Nathan Drake) oraz Troy Baker (Sam Drake) stworzyli wyjątkowo dobrany duet i tchnęli życie w swoich pikselowych bohaterów. Jeśli myślicie, że przez rozwijanie bohaterów gra straciła swoje „momenty” to jesteście w wielkim błędzie. Wielkich wspinaczek, wybuchów, walących się, na głowy bohaterów, budynków jest tutaj dostatek. W połączeniu z mistrzowskimi animacjami mamy zagwarantowane, że nie raz i nie dwa zabraknie nam tchu w piersiach. Wszystko to sprawia, że zapowiadany na podstawie Uncharted film nie ma sensu. Najmniejszego. Ta gra jest filmowa pod każdym, KAŻDYM względem i nie mam pojęcia jaki musiałby być budżet, żeby chociaż w połowie dotrzymać kroku grze.

Spójrzcie tylko JAK TO WYGLĄDA… Złapane przeze mnie zrzuty i załączone fragmenty rozgrywki to istna orgia dla oczu. Olbrzymie dżungle i sawanny to wspaniała mieszanka kolorowej, bardzo zróżnicowanej roślinności. Grobowce, jaskinie, czy odwiedzane ciasne pomieszczenia z drugiej strony obładowane są niewyobrażalną ilością szczegółów. Do tego twarze. Twarze, na których można policzyć włoski lekkiego zarostu, twarze, na których widać ruszające się mięśnie i wszystkie skaleczenia. Po prostu majstersztyk! Tak, to najładniejsza gra w jaką grałem i prawdziwy pokaz możliwości PS4. Przejście gry zajęło mi 17 godzin na wymagającym poziomie trudności, a zgodnie ze statystykami przez  2 godziny i 14 minut stałem w bezruchu, co oznacza, że podziwiałem widoczki i trzaskałem screeny.

Twórcy nie zapomnieli o strzelaninach. Jest go sporo, aczkolwiek wydaje się, że mniej niż poprzednio. Dostępny arsenał względem U3 nieco się rozrósł w przypadku karabinów i pistoletów, a za to mamy tylko jedną snajperkę i jeden granatnik. Ponadto miejsc, gdzie korzystamy z większej siły rażenia jest bardzo mało. Jest to zrozumiałe, ponieważ tym razem dużo nacisku położona na skradanie. W wielu lokacjach możemy po cichu wyeliminować wrogów lub nawet ich wyminąć i bez szwanku przejść do następnej sekcji. Brakuje trochę pistoletu z tłumikiem, ale dzięki wszędobylskim osłonom, wysokiej trawie, czy trzystopniowemu systemowi wykrycia można poradzić sobie bez niego. Wrogów w danej lokacji możemy sobie oznaczyć, aby śledzić ich ruchy i powoli eliminować,. Naturalnie nic nie stoi na przeszkodzie aby wyskoczyć z ukrycia i w stylu Rambo pruć do każdego czym popadnie.

Samo strzelanie też przeszło lifting. Przy okazji Trylogii Nathana Drake’a na PS4 pisałem, że dobrze zagrać w każdą odsłonę po kolei żeby zobaczyć jak zmieniała się mechanika. W przypadku „czwórki” odrzut broni jest bardzo duży, co z kolei prowadzi do dużo ciekawszych potyczek. Grę na wysokim (wymagający) poziomie trudności ukończyłem z 24% skutecznością trafień, na co wielki wpływ miał zupełnie inny „feeling” broni.

No i koniec. Uncharted 4 to wyjątkowa gra od wyjątkowego studia. To przygoda, którą trzeba przeżyć. To bohaterowie, których trzeba na nowo poznać. To doświadczenie, którego po prostu trzeba doświadczyć. Dla mnie to najlepsza gra w historii bez względu na gatunek i platformę. To jak dobry film, do którego co jakiś czas się wraca… tyle, że lepszy.