UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



Persona to seria, którą ubóstwiam. Mój pierwszy kontakt z serią to Persona 3 na PS2. Zakochałem się z biegu. Z jednej strony dynamiczny dungeon crawler, a z drugiej coś w rodzaju „symulacji życia codziennego”. Dni spędzaliśmy w szkole, spotykaliśmy się z przyjaciółmi i zacieśniając z nimi więzy wzmacnialiśmy wewnętrzną moc postaci materializująca się w postaci magicznych Person. Persony wykorzystać mogliśmy w nocy podczas tzw. Dark Hour, kiedy to gmach szkoły zmieniał się w gigantyczny dungeon zwany Tartarusem.

Persona 4 na PS2 okazała się jeszcze lepsza! Udało się usprawnić praktycznie każdy element P3. Największy skok jakościowy dotyczył jednak fabuły. Bohaterowie postanowili wyjaśnić sprawę serii tajemniczych morderstw w małym miasteczku. Trop prowadzi do tajemniczego świata, który zamieszkiwały cienie oraz uaktywniały się Persony.

Dwie powyższe odsłony dostarczyły kawał solidnej zabawy na wiele godzin. Stąd też pomysł na Persona Q wydane ekskluzywnie na Nintendo 3DS. Jako świeżo upieczony posiadacz New Nintendo 3DS XL zachęcam do zapoznania się z moją premierową recenzją na ten właśnie sprzęt.

Na początku gry wybieramy, która ekipa jest nam bliższa. Ja wybrałem skład z Persona 4, ponieważ bohaterowie bardziej przypadli mi do gustu, a całkiem niedawno skończyłem dopakowaną wersję „czwórki” na Vicie. W obu przypadkach główny bohater nie miał ani własnego głosu, ani imienia, więc musimy jakoś go nazwać i przyzwyczaić się do sporadycznych dialogów. Swoją drogą zadbano, aby w angielskiej wersji językowej powróciła większość aktorów zarówno z P3 jak i P4. Bardzo dobry ruch.

z17093895O,Persona-QBohaterowie trafiają do alternatywnego, przypominającego szkołę, świata, z którego nie ma wyjścia. Jedynie zaliczanie kolejnych, rozbudowanych dungeonów odblokowuje tajemnicze drzwi znajdujące się w sławnym Aksamitnym Pokoju (Velvet Room). Fabuła rozwija się niespiesznie, a bohaterowie wpadają w co raz to większe tarapaty. Niestety nie jest to poziom ani P4, ani P3. Zbyt duży nacisk położono na połączenie obu grup, a zapomniano o oczekiwanej mocnej historii. Naturalnie dzieje się sporo, zagadki się piętrzą, a konkluzje bywają zaskakujące. Zabrakło jednak tej niepowtarzalnie klimatycznej aury, do której przyzwyczaiły nas numerowane odsłony.

Pierwsze kilka godzin gramy wybraną przez nas ekipą, dopiero w ważnym dla fabuły momencie dołącza drużyna z innej odsłony gry. Po połączeniu ilość postaci do wyboru potrafi przytłoczyć. Problem wtórności, bo patrząc z perspektywy niektóre postaci P4 zostały skopiowane i lekko podrasowane z P3, rozwiązano zmieniając ich umiejętności. Persony, a co za tym idzie, ich właściciele doczekali się zmian, aby każdy z nich wyróżniał się na tle innych.

Bardzo spodobała mi się interakcja pomiędzy postaciami z obu gier. Żartują z tego, że niektórzy są podobni, przekomarzają się, albo znajdują bratnie dusze. Zostało to rozpisane świetnie! Już po 5 minutach przeszkadza ich wygląd, który realne proporcje zamienił na pewną karykaturalność. Dziwne buźki i duże oczy nawet pasują do konwencji.

20823568_personaq_launchtrailer_ign-1416599180201

Główny bohater stracił możliwość posiadania kilku Person. W to miejsce otrzymaliśmy system, który pozwala każdemu z naszych podopiecznych, przydzielić dodatkową Personę. W ten sposób elektryczny Kanji może być również medykiem, albo równie dobrze posługiwać się ogniem, wodą, czy wiatrem. W Velvet Room możemy łączyć dwie lub trzy Persony, aby otrzymać coś zupełnie nowego. Multum możliwości!

Dungeony. W przypadku Shadow of the Labyrintz17093898O,Persona-Qh mamy do czynienia bardziej z Etrian Odyssey niż Personą. Lochy zwiedzamy w widoku z pierwszej osoby na górnym ekranie konsoli, natomiast dolny służy za mapę. I tu zaczyna się zabawa! Persona Q każe rysować sobie mapę! Za pomocą rysika rysujemy na siatce dolnego ekranu ściany oraz zaznaczamy ciekawe miejsca. Rysowanie ścian można zautomatyzować w opcjach, ale o wszystkie inne elementy musimy zadbać sami. Schody na kolejne piętro – trzeba zaznaczyć, skróty pomiędzy korytarzami – trzeba zaznaczyć, lokacje skarbów – trzeba zaznaczyć. Jasne możecie olać mapę i latać na „pałę”, ale już drugi dungeon sprowadzi was na ziemię. Na zachętę eksploracji każde piętro ma skrzynię z wartościowym skarbem, którą otworzyć możemy dopiero po odkryciu 100% mapy.

Po mapach rozrzuceni są bardzo mocni przeciwnicy zwani F.O.E. Spotkanie z jednym z nich podczas zwiedzania prawie na pewno skończy się porażką i wczytaniem gry. F.O.E. są zachęta do nieobowiązkowego backtrackingu i kuszącą sposobnością na zdobycie dodatkowego doświadczenia. F.O.E. widoczne są na mapie i im dalej w las tym ciekawsze są ich taktyki. Czasem pokonanie jednego z tych mini bossów wymagane jest do zaliczenia zadania pobocznego, które otrzymujemy w gabinecie lekarskim w HUB-ie.

persona-q-yosuke-mitsuru

System walki to Persona, którą znamy i kochamy. Widok z pierwszej osoby nic tutaj nie zmienia, bo to ten sam system co poprzednio. Na początku tury bohaterów wybieramy akcję dla każdego z podopiecznych, a następnie obserwujemy jak radzą sobie z realizacją naszych poleceń. Następna tura należy do przeciwników. Gramy w ten sposób do rozstrzygnięcia bitwy. Za pomocą Person możemy używać ataków magicznych, mocnych ataków fizycznych, a także wzmacniać statystyki drużyny lub osłabiać siłę wrogów. Osoba, która zaatakuje odkrytą wcześniej słabość przeciwnika (np. podatność na ogień) zamiast drugiej tury otrzymuje możliwość wykonania dowolnego ataku za 0 SP (coś a’la mana). Wszystko działa po prostu świetnie.

Spotkanie z Persona Q: Shadow of the Labyrinth na 3DS zaliczam do bardzo udanych. To cholernie wciągający dungeon crawler na co najmniej kilkadziesiąt godzin. Zaczerpnięty z Etrian Odyssey system rysowania map na dolnym ekraniku to strzał w dziesiątkę i genialne wręcz urozmaicenie łażenia po zagmatwanych labiryntach. Zdecydowanie polecam!!!

oceny-09

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here