UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



Przyznam, że lekko zawiodła mnie pierwsza książka Elsberga – Blackout. Zbyt rozciągnięta i wypchana niepotrzebnymi rozdziałami sprawiła, że bardziej chciałem dojść do końca niż delektować się znakomitym i przerażającym pomysłem. Za namową znajomych sięgnąłem po Zero, by przekonać się czy autor odrobił pracę domową. Sprawdźmy.

Przenosimy się do Londynu. Cynthia Bonsant dziennikarka Daily otrzymuje od kolegów inteligentne okulary, które wydawnictwo otrzymało do testów. Cyn zostawia okulary osiemnastoletniej córce, która zabiera je do szkoły następnego. Gdy jeden z kumpli Vi – Adam bawił się gadżetem, okulary zidentyfikowały poszukiwanego przestępcę. Nie wiedzieć czemu nastolatek rzuca się w pogoń za poszukiwanym, a w rezultacie ginie od postrzału. Mniej więcej w tym samym czasie wszystkie media relacjonują zdarzenie do jakiego doszło w USA. Podczas wypoczynku prezydenta na zajmowane przez niego pole golfowe dostają się małe drony relacjonujące panikę najpotężniejszego człowieka świata i kompletnie niepotrafiących poradzić sobie z sytuacją agentów Secret Service. Atak, a raczej „atak” zorganizowała tajemnicza grupa ukrywająca się pod tytułową nazwą Zero.

Elsberg porusza kwestię inwigilacji. Wkurzamy się (słusznie zresztą) na co raz to nowe ustawy pozwalające służbom sprawdzać nasze komputery i co robimy w wolnym czasie, ale zapominamy, że sami chętnie dzielimy się takimi informacjami. Korzystając z Facebooka, Instagrama, Twittera i innych aplikacji zostawiamy po sobie ślad, dzięki któremu odpowiednie algorytmy mogą stworzyć idealny profil naszej osoby, z którego chętnie korzystają firmy reklamowe. Zero powołuje się na rewelacje Snowdena, pomysły Google, czy Facebooka i tworzy z nich obraz bardzo niepokojącej, niedalekiej przyszłości. Przyszłości, a może już teraźniejszości, bo czy nie zdarzyło się wam, że facebook zaproponował do polubienia stronę produktu, który oglądaliście na allegro kilka dni wcześniej…?

W Zero stykamy się z aplikacją Freeme, która zbierając dobrowolnie przekazywane przez użytkowników informacje wykorzystuje z jednej strony marketingowo, a z drugiej pomaga użytkownikom poprawić różne aspekty swojego życia. Muszę przyznać, że wizja jaką dzieli się autor wydaje się bardzo prawdopodobna. Z każdym rokiem algorytmy komputerowe są co raz bardziej zaawansowane i tylko czekać na moment, gdy ktoś stworzy smartfonowego asystenta kierującego naszym życiem.

Tym razem fabuła jest zgrabniejsza i spójniejsza. Skupiając się na Cynthii nie skaczemy, jak poprzednio, po całej Europie, gdzie musieliśmy przyswoić kilkadziesiąt nazwisk. Dostaliśmy trochę akcji i sporo twistów fabularnych. Zachwyciła mnie szczegółowość opisów, gdy do akcji wkraczali informatycy/hakerzy. Jeśli kojarzycie naparzenie w klawiaturę i tworzenie pięknych prezentacji przez filmowych i serialowych hakerów to Zero was zaskoczy. Sprawdzając pochodzenie pliku wideo informatycy sprawdzają metadane, programy w jakich zostało wykonane i tym podobne szczegóły, które pomijane są na ekranie, a często też w książkach.  No i mały plusik za brak stereotypowego, aspołecznego, mieszkającego z mamą, grubego informatyka no-life’a.

Patrząc na Zero jako powieść stricte sensacyjną nie znajdziemy niczego wyjątkowego. Dość ograna intryga, niezbyt oryginalne sceny akcji i trochę szablonów (naczelny Daily). Największą siłą książki jest to, że prowokuje do refleksji (podobnie było w Blackout). Bardzo możliwe, że każdy nasz ruch w sieci zapisywany jest przez jakiś algorytm, by następnie małymi kroczkami przestawić nasze myślenie na wybrane przez kogoś tory. Jak mawia Cynthia: Witamy w paranoi. Warto!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here